- Daj spokój, stary. Po prostu mieliście pecha, że wpadliście akurat na tego bydlaka.
Przecież McGonagall nie wyrzuci was ze szkoły za coś, czego nie zrobiliście. Po
prostu wyjaśnijcie jej, co zaszło, i po sprawie. A te punkty się jakoś odrobi -
uśmiechnął się pocieszająco.
Harry westchnął ciężko.
Tak, punkty...
Och, gdyby tylko wiedział...
*
McGonagal była naprawdę wściekła. Zanim zdążyli jej przerwać i wytłumaczyć, co
zaszło, zrobiła im taki wykład, że Harry miał wrażenie, iż przez resztę dnia jej głos
będzie mu dzwonił w uszach. Dowiedział się, miedzy innymi, że z samego rana
odwiedził ją profesor Snape, twierdząc, jakoby nakrył dwoje jej uczniów
"kopulujących bezwstydnie w schowku na miotły" i najadła się przez nich takiego wstydu, jakiego nie doświadczyła jeszcze nigdy w całej swojej praktyce
pedagogicznej. Ginny znowu była bliska płaczu, kiedy musiała wyjaśniać, jak to się
stało, że, jak to określił profesor Snape, "wyglądała jak tania wywłoka i ladacznica" i McGonagal odebrała jej dodatkowe punkty za nocne szwendanie się po zamku.
Zresztą Harry też musiał wytłumaczyć, co robił w środku nocy w korytarzu na piątym
piętrze. Zdołał wymyślić tylko tyle, że było mu duszno i poszedł się przejść. Wiedział,
że McGonagal mu nie uwierzyła, ale nie obchodziło go to. Nic go nie obchodziło.
Oboje oczywiście dostali szlabany. Dwa weekendy z panem Filchem.
Po wizycie u McGonagal ruszyli do Wielkiej Sali na śniadanie, nie odzywając się do
siebie ani słowem. Jednak w połowie drogi Harry usłyszał przytłumiony głos Ginny:
- Nienawidzę go.
Nie odwrócił głowy i nie spojrzał na nią. Patrzył pod nogi, na mijane kamienne płyty.
- Jak on mógł coś takiego powiedzieć? Przecież... Nie mieści mi się to po prostu w
głowie. Jest nauczycielem, do wszystkich gargulców!
- Mhm - odmruknął Harry. Nie miał ochoty do tego wracać. W ogóle nie miał ochoty
mieć w tej chwili nic wspólnego z Ginny. Wiedział, że to nie była jej wina, ale gdyby
nie zachciało jej się... gdyby na nią nie wpadł... gdyby...
- Wczoraj byłam trochę... trochę pijana - powiedziała z zawstydzeniem. - Nie do
końca pamiętam, co się tak naprawdę stało i co powiedział. Ale jeszcze nigdy w życiu
nikt mnie tak...
- Cześć - burknął Harry, zostawiając ją samą w drzwiach do Wielkiej Sali i skręcając
w bok, ku stołowi Gryffindoru i siedzącym przy nim Hermionie i Ronowi. Jeszcze
zanim do nich dotarł, jego wzrok mimowolnie skierował się na stół nauczycielki. Był
pewien, że nie zobaczy Snape'a na posiłku i nie pomylił się. Sądził, że to będzie dla
niego ulgą, jednak poczuł coś wręcz przeciwnego...
Usiadł ciężko obok Rona i Hermiony i nie odezwał się do nich przez całe śniadanie.
Przez jakiś czas grzebał jedynie widelcem w jajecznicy, mając wrażenie, że jeżeli
tylko spróbuje cokolwiek zjeść, to bardzo szybko to zwróci. Wolał nie ryzykować.
Jego żołądek był tak ściśnięty, jakby ktoś zawiązał mu go w supeł.
Nie miał pojęcia, co robić. Naprawdę. Nie miał absolutnie żadnego pomysłu. Znał
Snape'a. Wiedział, że zawsze dotrzymywał obietnic. Skoro powiedział, że nie będzie
słuchał żadnych wyjaśnień, to nie będzie.
Nie mógł do niego pójść, ponieważ wiedział, że go nie wpuści. Nie mógł mu nic
wysłać, bo wyrzucił kamień.
Co miał, do cholery, zrobić?
Miał ochotę po prostu położyć się i zasnąć. Może, kiedy się obudzi, będzie już po
wszystkim? Może znowu będzie pomiędzy nimi tak, jak dawniej? Może...
Jednak w całej tej rozpaczy odczuwał coś jeszcze. Coś, co go trawiło i pożerało od
środka. Gniew.
Gniew, że Snape mu nie wierzy. Że myśli, że Harry mógłby go kiedykolwiek zdradzić!
Że mu nie ufa i w ogóle nawet nie chce posłuchać, co ma do powiedzenia. Jak ma
mu to wytłumaczyć, skoro ten uparty drań nie chce go widzieć?
Jak?
*
Snape nie pojawił się także na obiedzie. Po południu Harry próbował odrobić lekcje z
Ronem i Hermioną, ale kompletnie nie potrafił się skupić. Szybkość i kierunek obrotu
księżyców Neptuna oraz wielka bitwa pomiędzy goblinami a olbrzymami z 1734 roku
wydawały mu się w tej chwili całkowicie bez znaczenia. Nie pomagały mu również
pełne wyrzutów spojrzenia, rzucane przez współdomowników. Jakby to była jego
wina, że wylądowali na ostatnim miejscu!
Zanim nadeszła kolacja, był już tak przybity, że nawet Ron i Hermiona zauważyli, że
coś jest z nim nie tak. Tylko że wciąż myśleli, że ma wyrzuty sumienia z powodu
utraty punktów i szlabanów, które go czekały.
Dlaczego on musiał im pomagać, kiedy mieli problemy, a jemu nikt nie mógł pomóc?
Nikt.
Nie chciał iść na kolację. Wiedział, że i tak nic nie przełknie, ale Hermiona uparła się, że musi pójść i jeżeli tym razem niczego nie zje, to własnoręcznie go do tego zmusi.
Kiedy wszedł do Wielkiej Sali, jego wzrok natychmiast przyciągnęła ciemna sylwetka
po drugiej stronie ogromnego pomieszczenia. Serce Harry'ego podskoczyło aż do
gardła. Próbował uchwycić wzrok Severusa, ale mężczyzna nie patrzył w jego stronę.
Siedział obok McGonagal , pochylony nad swoim talerzem.
Nagle kolana Harry'ego okazały się zbyt słabe, aby go utrzymać, i zadrżały, kiedy