Harry dotknął jego ramienia, próbując nim potrząsnąć i zmusić do zwrócenia na
siebie uwagi, ale w tym samym momencie Severus wyrwał wściekle ramię.
- Nie dotykaj mnie - wysyczał, choć nadal nie patrzył na Harry'ego. - Brzydzę się
tobą.
To zabolało. Harry cofnął się, opuszczając dłoń i czując coś ciężkiego i twardego
opadającego na samo dno żołądka. Serce tłukło mu się w piersi tak mocno, jakby
chciało połamać mu żebra.
Zrobił kilka kroków w tył, spoglądając z żalem na otulone czernią ramiona. Miękko
spływająca z nich peleryna sięgała aż do ziemi.
I co teraz? Co miał zrobić? Co zrobić, aby Severus zechciał chociaż na niego
spojrzeć?
To był impuls. Impuls, który kazał mu podejść do mężczyzny od tyłu, owinąć wokół
niego ramiona i przytulić się do jego pleców. Dokładnie tak samo, jak Severus kiedyś
objął jego.
Nie obchodziło go, ile ryzykował. Może chociaż w ten sposób przekaże mu, że...
Odpowiedź była błyskawiczna. Snape szarpnął się gwałtownie, odwrócił do
Harry'ego, złapał go za ramię i rzucił na regał, przyciskając go do niego z taką siłą, iż Harry miał wrażenie, że połamie mu żebra.
- Ostrzegałem cię - wysyczał mu prosto w twarz. - Accio Eliksir Wyostrzenia!
Do wyciągniętej ręki Snape'a wpadła średniej wielkości, czarna butelka. Ale Harry nie
zwrócił na nią uwagi, wpatrując się rozszerzonymi z przerażenia oczami w
wykrzywioną pogardą i autentycznym obrzydzeniem twarz Severusa. Zaczął kręcić
głową, próbując uwolnić się z uścisku, ale mężczyzna był zbyt silny. Podniósł butelkę
na wysokość swoich oczu i wycedził głosem tak zimnym i odległym, jakby nie należał
do niego. Ponieważ nawet on nie mógłby mieć tak pozbawionego jakichkolwiek
uczuć głosu.
- Wiesz, co to jest? - zapytał i, nie czekając na odpowiedź wijącego się w jego
uścisku Harry'ego, kontynuował. - Coś, co Czarny Pan uwielbia dawać swoim
ofiarom, zanim zacznie je torturować. Potrafi sprawić, że najlżejszy dotyk będzie
niczym przypalenie rozżarzonym pogrzebaczem, a najcichszy szept będzie rozrywał
ci bębenki w uszach. - Oczy Harry'ego rozszerzyły się i wbiły w niepozornie
wyglądającą butelkę w dłoni Snape'a. - O tak, będziesz cierpiał... Zaznasz takiego
bólu, jakiego nie zaznałeś jeszcze nigdy w życiu. Zobaczysz, jak to jest... poznasz to
dogłębnie, odczujesz to na własnej skórze, przekonasz się, jak bardzo... - Urwał
nagle i zacisnął wargi. Coś w czarnych oczach na chwilę rozpaliło się i przygasło.
Głos zadrżał. Lecz kiedy mężczyzna odezwał się ponownie, nie było już w nim nic,
poza lodem. - A jego największą zaletą jest to, że nie pozostawia żadnych śladów.
Poza skutkami ubocznymi. Przekonasz się o tym w nocy. - Na cienkich wargach
pojawiło się coś groźnego, co jednak wcale nie przypominało uśmiechu. Raczej jakiś
przerażający grymas.
Harry patrzył ze zgrozą, jak Severus odkorkowuje kciukiem butelkę.
Och nie! Chyba nie ma zamiaru naprawdę...
Zaczął się wić i szarpać, kręcąc szaleńczo głową i bezgłośnie krzycząc: "Nie! Nie!
Nie! Nie rób tego! Proszę!", ale Snape go nie słyszał. W jego oczach nie było teraz nic, poza czymś bardzo, bardzo odległym. Błyskawicznym ruchem zabrał ramię z
jego piersi i złapał go za szczękę, boleśnie wbijając palce w jego policzki i zmuszając
Harry'ego do rozwarcia ust. Zanim Harry zdążył złapać go za rękę i powstrzymać, już
krztusił się kwaśnym roztworem, który Snape wlewał mu do ust. Próbował go wypluć,
ale kilka porcji spłynęło mu do przełyku. W końcu mężczyzna puścił go i odsunął się,
a Harry upadł na podłogę, krztusząc się i plując.
Poczuł coś dziwnego. Zaczęło się w żołądku. Nieznośne pieczenie, jakby nagle soki
trawienne przeniknęły przez ścianki żołądka i dostały się do krwi. Podniósł się
chwiejnie i oparł plecami o regał, zaciskając powieki i próbując nie przewrócić się
ponownie, kiedy zaczęło kręcić mu się w głowie. Ubranie drapało i ocierało się o
skórę przy każdym ruchu. Spróbował otworzyć oczy, ale światło oślepiało go i
szczypało w oczy. Osłonił się ramieniem i syknął z bólu, kiedy koszula przesunęła się
po jego ciele, a on miał wrażenie, jakby ktoś próbował zedrzeć mu skórę papierem
ściernym.
I wtedy usłyszał huk tak wielki, iż miał wrażenie, że eksploduje mu głowa. Zasłonił
uszy rękami, jęcząc bezgłośnie. Udało mu się na sekundę otworzyć oczy i zobaczyć,
że Snape pstryka mu palcami przed twarzą. Kolejny huk był tak wielki, jakby młot
pneumatyczny wwiercał mu się w mózg. Wiedział, że ma otwarte usta. Wiedział, że
krzyczy.
Stopy. Bolały. Uciskały. Jakby zamieniły się w dwa wielkie, pulsujące pęcherze, ale
przecież nie mógł się przewrócić, bo wtedy dotykałby podłogi jeszcze większą
częścią ciała i bolałoby jeszcze bardziej. Kanty regałów wbijały mu się w plecy
niczym ostrza i każdy najmniejszy ruch sprawiał mu jeszcze większe cierpienie, jakby
zagłębiały się coraz głębiej i głębiej w jego ciało. Jakby ktoś kroił go żywcem na
kawałki.
"Nie! Nie! Nie! Niech to się skończy! Proszę! Boli... Proszę! Severusie!" - próbował
krzyczeć, chociaż wiedział, że to bezcelowe. Że mężczyzna go nie słyszy. A nawet,
gdyby słyszał...