zrobił krok w stronę stołu Gryffindoru. Jakimś cudem udało mu się dotrzeć do stołu i
usiąść przy nim, nie przewracając się po drodze. Snape nie zaszczycił go nawet
jednym spojrzeniem. Harry widział jedynie, jak od czasu do czasu pochyla się do
McGonagal i szepcze jej coś z mściwym wyrazem twarzy, a nauczycielka za każdym
razem wygląda na coraz bardziej oburzoną jego słowami. Po jakimś czasie spojrzała
na niego z takim niedowierzaniem, jakby zamienił się nagle w coś obrzydliwego, po
czym wstała i pospiesznie odeszła od stołu z zaczerwienionymi policzkami i wściekle
zaciśniętymi ustami. W tym samym momencie Severus odwrócił głowę i spojrzał
prosto na Harry'ego.
Twarz mężczyzny wykrzywiła się w wyrazie pogardy i Harry poczuł się tak, jakby ktoś
uderzył go w żołądek. Miał ochotę wstać i zacząć krzyczeć, żeby nie patrzył na niego
w taki sposób! W każdy inny, ale nie w taki, ponieważ miał wrażenie, jakby znowu
miał piętnaście lat i wszystko, co się pomiędzy nimi wydarzyło, było tylko snem.
Ale nie mógł tego zrobić. Nie tutaj. Mógł tylko obserwować, jak Severus wstaje od
stołu, z wściekłością odsuwa krzesło i znika za drzwiami znajdującymi się za stołem
nauczycielskim.
Podjął decyzję w ułamku sekundy. Zerwał się z miejsca i ignorując zaskoczone
spojrzenia przyjaciół, wybiegł z Wielkiej Sali. Wyciągnął z kieszeni pelerynę niewidkę
i zarzucił ją na siebie w biegu. Za pomocą różdżki wyciszył swoje kroki i nie
zwracając już na nic uwagi, ruszył prosto do lochów.
Tym razem musi zdążyć!
Kiedy dobiegł do drzwi prowadzących do gabinetu Snape'a, okazały się zamknięte.
Cholera! Znowu mu się nie...
Zamarł, nasłuchując. Usłyszał wyraźne kroki. Zbliżały się. Przycisnął się do ściany i
czekał.
Tak, to był Severus! Harry poczuł, jak jego serce przyspiesza do galopu, kiedy
obserwował, jak mężczyzna mija zakręt i zbliża się do niego w długich,
zdecydowanych krokach. Próbował wyczytać coś z jego twarzy, ale w korytarzu było
zbyt ciemno, a Snape miał pochyloną głowę. Widział jedynie jego cienkie, zaciśnięte
mocno usta.
Mężczyzna wyminął go, wymruczał pod nosem hasło i kiedy otworzył drzwi, Harry
wiedział, że ma tylko ułamek sekundy. Odepchnął się od ściany i w ostatniej chwili
prześliznął się przez zamykające się drzwi. Pomimo że miał na sobie zaklęcie
tłumiące kroki, wolał nie ryzykować i ruszył za Snape'em na palcach, zasłaniając
sobie usta dłonią. Cudem udało mu się wśliznąć za mężczyzną do jego komnat,
dokładnie w momencie, w którym Severus zamykał drzwi. Był tak blisko, że niemal
się o niego otarł, a nie chciał na razie zdradzać swojej obecności. Nie wiedział
jeszcze, co w ogóle chce powiedzieć i jak zmusić Snape'a do wysłuchania go. Ale w
chwili, kiedy Severus odsunął się od drzwi i miał zamiar się odwrócić, zatrzymał się
nagle w pół kroku, a jego nozdrza zadrgały.
Harry zamarł.
Do licha! Musiał wyczuć jego zapach!
Zobaczył, jak oczy mężczyzny rozszerzają się na moment, a po chwili napłynęła do
nich fala tak wielkiej wściekłości, iż Harry ponownie zapomniał, jak się oddycha.
- Wynoś się! - wysyczał Snape, wbijając kąsający wzrok prosto w miejsce, w którym
stał Harry.
Chłopak sięgnął do peleryny - do diabła, dlaczego ręce tak bardzo mu się trzęsły? - i
powoli zsunął ją z siebie, zagryzając wargę i z obawą spoglądając prosto w dwa
czarne, płonące jeziora.
- Severusie, proszę, wysłuchaj mn...
- Silencio! - Snape błyskawicznie sięgnął po różdżkę i wycelował nią w Harry'ego,
który odkrył nagle, że z jego gardła nie wydobywa się żaden dźwięk.
"Do diabła, chcę z tobą porozmawiać!" - krzyknął bezgłośnie, chociaż wiedział, że Snape i tak go nie usłyszy. Mężczyzna odwrócił się do niego plecami i podszedł do
jednego z regałów, gdzie zatrzymał się z założonymi rękami.
- Masz stąd natychmiast wyjść. To moje ostatnie ostrzeżenie. Potem nie ręczę za
siebie - wycedził stalowym głosem.
Harry zagryzł wargę, czując narastającą w sercu panikę. Dlaczego ten dupek musi
być taki uparty?
Tak, czuł się ostrzeżony. Wiedział, że Snape jest w takim stanie, że jeżeli go nie
posłucha, to może się to skończyć bardzo nieprzyjemnie, ale do jasnej cholery,
musiał coś zrobić! Poprzysiągł sobie, że nie wyjdzie stąd, dopóki Snape nie pozna
prawdy! Ponieważ on nic, absolutnie nic nie zrobił!
Zacisnął pięści, ruszył w kierunku wysokiej, dumnej sylwetki i zatrzymał się tuż obok.
Spojrzał na twarz Severusa, która wyglądała w tej chwili niczym wykuta z kamienia.
Ale Harry wiedział, że pod tą bladą skórą i zaciśniętymi ustami trwa prawdziwa burza.
Widział żyłę pulsującą wściekle na skroni Severusa i ogień płonący we wbitych w
ścianę oczach.
"Musisz mnie wysłuchać! Proszę! Spójrz na mnie!" - krzyczał bezgłośnie,
wymachując rękami i próbując zwrócić na siebie uwagę mężczyzny. Ale ten ani
drgnął. Jakby Harry'ego wcale tutaj nie było.
"Nic nie zrobiłem. Musisz mnie wysłuchać. Musisz!" - Czuł wzbierającą frustrację, która sięgała coraz wyżej i wyżej, aż w końcu zacisnęła mu się na gardle. "TY
KRETYNIE!" - ryknął w końcu zrozpaczony, ale nie dało to absolutnie żadnego
skutku. Snape w ogóle go nie słyszał. W ogóle go nie widział.