Harry skrzywił się nieznacznie, ale wykonał polecenie i kiedy skończył zapinać
koszulę, zobaczył wyciągniętą ku niemu bladą dłoń. Złapał ją i pozwolił Severusowi
postawić się na nogi. Ale mężczyzna nie puścił go. Mocno ściskając jego rękę,
poprowadził go do fotela i usiadł na nim, przyciągając Harry'ego do siebie i sadzając
na swoich kolanach.
Znowu było tak jak kiedyś. I świadomość tego sprawiła, że Harry poczuł w swoim
żołądku przyjemny, ciepły uścisk.
Severus rozejrzał się po pokoju z udawaną zadumą.
- Ta komnata wydaje się znajoma...
Harry zarumienił się, a wtedy na wargach mężczyzny pojawił się ten cudowny,
krzywy uśmieszek. Coś wewnątrz Harry'ego rozgrzało się, promieniując blaskiem i
jego usta, po raz pierwszy od niewiarygodnie długiego czasu, rozciągnęły się w
uśmiechu. Severus wpatrywał się teraz w niego w tak niesamowity sposób, jakby
pragnął spić ten widok z jego twarzy. Harry, nieco zażenowany, spuścił głowę i
poruszył palcami, wciąż znajdującymi się w uścisku dłoni Snape'a.
- To już tak wyglądało, kiedy tu wszedłem. Nie mogłem tego zmienić. - Podniósł
głowę i spojrzał w twarz przypatrującego mu się Severusa. - Na początku to wcale
nie było przyjemne. Przychodzić tu i widzieć... to wszystko. - Machnął ręką w
nieokreślonym kierunku, wskazując na otaczające ich ściany i meble. - Ale potem się
przyzwyczaiłem. Wszystko jest tak samo... z wyjątkiem butelek w barku. - Severus
uniósł brew. - No... są puste - dodał Harry.
Mężczyzna przeszył go dziwnym spojrzeniem.
- Czy mam rozumieć, że chciałeś się upić?
- Tylko trochę! Żeby zapomnieć. - Harry ponownie spuścił wzrok. - Ale najwyraźniej
nie wszystko da się tu odtworzyć.
- Gdyby tak było, to każdy uczeń mógłby sobie wymarzyć pokój pełen alkoholu i
przychodzić tu codziennie, żeby go pić - powiedział Snape zmęczonym głosem.
Harry zmarszczył brwi.
- Nie pomyślałem o tym.
Severus zacisnął wargi. Harry zerknął na niego i uśmiechnął się. Było coś
niesłychanie urzekającego w Severusie powstrzymującym się od rzucenia złośliwym
komentarzem.
Ponownie spojrzał na ich splecione dłonie.
Wciąż ciężko mu było uwierzyć w to, że Snape znowu tutaj był. Że znowu mógł go
dotykać, że znowu mógł siedzieć na jego kolanach. Przez chwilę przypatrywał się
dłoni mężczyzny. Widział wyraźnie zarysowane, bladofioletowe żyły, skóra na
wierzchu ręki była szorstka i wysuszona, a kostki długich i szczupłych niczym
pajęcze nogi palców wynurzały się z niej, wyglądając jak wyrastające nagle na
środku pustyni wydmy. Te palce były teraz splecione z jego palcami. Mniejszymi i
gładszymi, wciąż jeszcze delikatnie opalonymi.
Powoli uniósł ich splecione ręce i przyciągnął do swojej twarzy. Zamknął oczy i potarł
policzkiem o tę szorstką skórę na wierzchu dłoni Severusa. A później pocałował ją z
czułością. Może i była szorstka, ale należała do niego, tylko do niego. Była idealna.
- Tęskniłem za nami - wyszeptał po chwili i zerknął w bok na mężczyznę. Severus
wpatrywał się w niego z dziwnym oszołomieniem na twarzy. - Wiesz, byłoby mi
łatwiej, gdyby cię... gdybyś ty... gdybyś nie chodził za mną jak cień - kontynuował
Harry. - Dlaczego to robiłeś? Co chciałeś osiągnąć?
Oczy Severusa zamigotały.
- Nie mogłem pozwolić, żebyś o mnie zapomniał.
Harry przewrócił oczami.
Jakby to w ogóle było możliwe...
- Nie żartuj sobie ze mnie - odpowiedział, odsuwając dłoń od twarzy i spoglądając na
Severusa z udawanym oburzeniem. - Robiłeś to specjalnie. To było takie... takie
wyrachowane. Nie mogłem się na niczym skupić.
- Wiem. - Severus wydawał się perfidnie z siebie zadowolony. Kiedy Harry
zmarszczył buntowniczo brwi, dodał: - Cóż, zdaję sobie sprawę z tego, że było to
trochę nieczyste zagranie, ale było ono konieczne. Czasami zachowujesz się jak
dzikie zwierzę, które najpierw trzeba nieco oswoić i przyzwyczaić do swojej
obecności i dopiero później można je pogłaskać.
Harry wziął głęboki oddech. Co to miało niby być za porównanie? Niech Snape się
cieszy, że to zwierzę nie odgryzło mu ręki!
- Och, a ty za to jesteś mistrzem w unikaniu oswojenia - wypalił zadziornie.
- Przynajmniej nie pozwalam założyć sobie smyczy.
- Ale pozwoliłeś założyć kaganiec.
Snape zacisnął usta. Harry uśmiechnął się. To chyba oznaczało remis. Ha, był w tym
coraz lepszy!
- Nie musisz się tego wstydzić, Severusie... - powiedział Harry, przypominając sobie
wcześniejsze słowa Snape'a i uśmiechając się bezczelnie. - Nie musisz się tego
wypierać.
- Potter... - W głosie mężczyzny pojawiła się ostrzegawcza nuta. - Nie minęło nawet
pół godziny, a ty już zaczynasz mnie irytować.
Harry machnął ręką.
- Ach, ty irytujesz mnie odkąd tylko tu wszedłeś. Nie mówiłem ci o tym, bo nie
chciałem robić ci przykrości. Ale skoro już o tym wspomniałeś...
- Bezczelny jak zawsze - mruknął Severus, spoglądając na niego kwaśno.
Harry nie potrafił już wytrzymać. Wyszczerzył się i parsknął śmiechem. Merlinie, jak
straszliwie tęsknił za tym przekomarzaniem się. I najwyraźniej Severus także,
ponieważ kąciki jego ust zaczęły drżeć.
Harry przymknął powieki, czując przyjemne ciepło rozprzestrzeniające się po jego
ciele. Wiedział, co to było...