Postawienie na koła i naprawa uranoizowego pojazdu musiały potrwać dłuższy czas, a zwabione głośną śmiercią swego pobratymca anairesy już ściągały ku nim z całej okolicy. Hyppyroi ustawili się w okręgu wokół trzech karet i strzelali do szarżujących kreatur, dopóki nie trafili lub dopóki one nie dotarły na kilkanaście pusów — wtedy ryterzy pyru rzucali się na nie w nagłych aureolach oślepiającego ognia i rozbijali w aetherowy pył.

— Rzecz w tym — tłumaczył Omixos Żarnik — że Damien odmówił, tak, wiedział, że jest za słaby, ale ten poprzedni, ten pierwszy, jakże jego imię, Mikael bodajże, jego Pani tak samo przyjęła i posłała do Więzienia.

— No i?

Hegemon „Urkai” ładował spokojnie keraunet. Zbroja znowu wirowała z otępiającą powolnością, pan Berbelek gołym okiem mógł rozróżnić kształty aetherycznych makin zawijających się po pochyłych orbitach wokół roziskrzonego ciała Omixosa: koronkowe spirale, cienkonożne pająki, rozwibrowane ich pajęczyny, migotliwe motyle, wstęgi bez końca i początku, kiście kryształowych kul, sople ostrej jak brzytwa uranoizy, uranoiza wykuta w smoki, łabędzie, węże, skorpiony, mantikory, orły, ważki, miecze i topory, wielkości kciuka i jeszcze mniejsze, filigranowe statuetki legendarnych ryterów starożytności.

— I został tam. Adynatos go przyciągnął, przemorfował, wchłonął w swą koronę. A przecież to żaden kratistos, jakiś nieuważny zwiadowca prędzej, najwyżej teknites, zresztą czy u adynatosów można w ogóle wyróżnić demiurgosów i teknitesów, ba, czy w ogóle można wyróżnić kogokolwiek i cokolwiek, sofistesi Pani nadal się spierają. Uważaj.

Grzmot. Omixos ustrzelił następnego. Ponownie zaczął lądować keraunet. Jego pięciopusowa lufa wykonana była z aetheru, co oznaczało nieustanne wirowanie wokół osi strzału — hyppyroi twierdzili, że dzięki temu ich kule uderzają celniej, czerwone linie pyru w powietrzu są znacznie bardziej proste.

— Powinniśmy zabrać psy — mruknął Żarnik. Obejrzał się na woźniców i doulosów pracujących przy uszkodzonej karocy. — Ile jeszcze?!

— Już! — odkrzyknęli. — Tylko przeprząc konie!

— No to na co czekacie, mór by was!

Pan Berbelek widział był owe psy, które miał na myśli Ombros. Przed odjazdem z Labiryntu, gdy biurokrata Pani zaprowadził Hieronima do żargaju hyppyroi, by przydzielić mu eskortę do Odwróconego Więzienia (nie wiedzieli jeszcze, że „Urkaja” wróciła z Erzu i Omixos skończył służbę gwiezdną), pan Berbelek dojrzał kilka par pyrogarów przebiegających w czerwonym półmroku między pniami ognistych dębów i jasionników. Ślepia pyrogarów jarzyły się niczym krople hutniczej surówki, ich szara sierść spieczona z gorącego popiołu pozwalała wszakże wtapiać się im niezawodnie w każdy cień. Jedna para przystanęła, odsłoniła kły (buchnął spomiędzy nich błękitny płomień), zawarczała na Hieronima. Hieronim syknął przez zęby. Cofnęły się. Psy, psy, przecież ja miałem psy, hodowałem je, polowałem w vistulskich lasach ze sforami najszlachetniejszych ogarów, lubiłem psy… Psy! Nadija! Mogiła w lesie i głuchy szum Swiatowidowej zieleni — znów wszystko powraca — Nadija i jej głos, twarz, zapach, słowa — a już prawie zapomniałem — psy, psy. Pan Berbelek uciekł z tego gaju.

— Otóż, uważasz, esthlos, weterani w jednym są zgodni: adynatosów nie da się opisać. Długośmy o tym dyskutowali, nie sądź zresztą, że nadal mnie to nie dręczy, bo dręczy; sofistesi dawali nam wskazówki, gdy lecieliśmy na ten zwiad za sferę Marsa, cobyśmy się przez ignorancję sami nie pozabijali, jeszcze wtedy nie mieliśmy go tam w Więzieniu i nikt nie wiedział, o co tu właściwie chodziZresztą nadal nie wiadomo, ale — no już, już, już, ruszamy, wskakuj, esthlos! — ale tyle można o nich powiedzieć, że nie można ich opowiedzieć. Podobno, esthlos, wszedłeś w jeden z ich przyczółków na Ziemi. Jak głęboko?

— Kilkanaście stadionów. Ale rzeczywiście, jedynie drobny ułamek drogi do samego środka. Tylko że tam się wszystko rozpada, zupełny chaos Formy, i jeśli to tak postępuje do centrum… tam nie ma co opisywać.

— Czyż nie dlatego zwiemy ich arretesami? — zaśmiał się Omixos. — Nie pochodzą ze sfer ziemskich, nie są do pomyślenia ni opisania pod ludzką morfą.

— Ale skąd właściwie wiemy, że to atak, że źle nam życzą? Były jakieś otwarte akty wojny z ich strony?

— A po czym tu odróżnisz wojnę od pokoju? Poślesz herolda w poselstwie pojednania zapytać o warunki i wytargować cenę przejścia? Na zewnątrz arretesowej morfy pozostanie człowiekiem i możesz go wtedy pytać i żądać odpowiedzi; ale gdy wejdzie w anthos adynatosów, a tym bardziej, gdy zbliży się do nich na tyle, że faktycznie się z nimi porozumie — do kogo będziesz mówił? Kim on wróci? Nie wróci. Nie można zarazem posiadać morfy ludzkiej i adynatosowej. Jeśli ich rozumiesz, jeśli jesteś w stanie powiedzieć, kim są, jak myślą, po co przybyli, czego chcą i czy to jest wojna, czy nie, czy w ogóle znają pojęcie wojny — jeślibyś to rozumiał, musiałbym cię natychmiast zabić.

— Przesadzasz.

Перейти на страницу:

Похожие книги