— Prowadzi wojnę, akurat! Rog nigdy nie poszedł z wojskami na Nord, ścieracie się tylko w tych odświętnych potyczkach granicznych i nasyłacie wzajem korsarzy na swoje statki.

— Spokój, spokój! — warknął strategos. — Bo pogonię wszystkich! Nie zwyciężyliśmy, ale też nie ponieśliśmy jeszcze klęski. W nocy poprowadzę szturm, podciągniemy behemotami pyresidery i pójdziemy w głąb miasta. Jeśli tylko Krypier nie nagotował tam jakichś cudów. Kiedy ten raport Bartosza?

— Pójdę z tobą, kyrios — odezwała się Aurelia. — Jeśli osobiście chcesz poprowadzić atak… pójdę z tobą.

— Nie wiem, czy to dobry pomysł, byś tak się narażał, esthlos — rzekł Olaf, ustawiwszy ostrożnie na kolanie kubek z theą.

— Natarcie pod ścisłą morfą strategosa, w tym jeszcze jest szansa — stwierdził Berbelek. — Bez dodatkowego wsparcia… nie widzę innej nadziei na szybki przełom.

Aurelia kręciła głową. Dym tłumionej złości począł gryźć ją w gardle.

— Cały Horror Byzantyjski przypłynie tu najdalej za dwa tygodnie, pierwsza setnia może się zjawić lada chwila. Nie rozumiem, kyrios. To głupie. Czarnoksiężnik nie ucieknie, adynatosi nie uciekną. Poczekaj.

— Jeśli nie zajmiemy miasta w ciągu najbliższych trzech dni, będziemy musieli się wycofać — rzekł strategos Berbelek, odłożywszy pustą czarę i sięgając do wewnętrznej kieszeni kirouffy po tytońcówkę. — Poczytaj sobie podręczniki wojny, co one mówią o oblężeniach. Stosunek sił powinien wynosić co najmniej trzy do jednego na rzecz oblegających, a po prawdzie zaleca się dziesięć do jednego. A jaki jest nasz? Jeden do dwóch lub trzech. Mam osiem dobrych pyresider, tuzin behemotów, nieco ponad setkę kawalerii i pół tysiąca regularnej piechoty, drugie pół tysiąca pośpiesznie przysposobionych ochotników, którzy właściwie tylko leżą w okopach, pykają z keraunetów, żrą prowiant i prowokują burdy. Krypier Cudzybrat siedzi natomiast w Kolenicy z półtoratysięcznym garnizonem Trzeciego Ujadu; siedzi tu od prawie siedmiu lat, ubezpieczył się doskonale, był gotów, linia frontu przebiegała przecież kilkadziesiąt stadionów na zachód stąd. To wielki sukces, że w ogóle udało mi się go zamknąć w regularnym oblężeniu. Czym jest ten mój atak? Szaleństwem. Samobójstwem. Skrajnym ryzykanctwem. Może gdybym miał zdrajcę w środku, pełne zaskoczenie i otwarte bramy… Ale tak? A jemu wystarczy czekać na odsiecz.

— Dlaczego więc…?

— Bo muszę odnieść to zwycięstwo. Wiesz, co napiszą wszystkie gazety Europy, gdy Hieronim Berbelek odbije Czarnoksiężnikowi Kolenicę?

— Więc cała ta bitwa toczy się o nagłówki gazet…?

— O to, czego one są odbiciem.

— Powinieneś był poczekać na Horror, kyrios — powtórzyła.

— Nie. On już wie, że idę na niego. Teraz mimo wszystko mogłem jeszcze przejść tu front i otoczyć Kolenicę; za chwilę musiałbym wpierw wygrać regularną wojnę, żeby w ogóle podejść pod mury miasta. Jest chwila i moment stosowny na wszystko i teraz właśnie otworzył się taki czas — teraz mogę zbudować Formę zwycięstwa, która dalej poniesie mnie już sama, niczym aetheryczny epicykl. Lecz rok wcześniej i rok później — byłoby za wcześnie, za późno, waliłbym głową w mur.

— Jest to pewna umiejętność, podobna do umiejętności żeglarskich — mruknął ejdolos Thora. — Pochwycić w żagle wiatr Historii, gdy dmie on w twoją stronę.

— A do jakich umiejętności — zaskrzeczała Janna — podobna jest umiejętność pozwalająca obrócić się zawsze tak, żeby nie zostać przez Historię wydymaną?

Wymieniwszy dwa zdania ze strażnikiem, do namiotu wszedł ubłocony goniec z raportem poszturmowym. Zasalutował strategosowi i począł wyrzucać z siebie w strumieniu łamanej greki liczby, imiona i opisy pozycji. Aurelia machnęła ręką i wyszła przed namiot. Po chwili dołączył do niej Olaf Splamiony; w dłoni wciąż miał kubek z parującą theą.

Aurelia spojrzała na Nordlinga z ukosa.

— I co powie Thor?

— Thor nic nie powie. Thor tylko walnie pięścią w stół.

— I?

— A jak sądzisz, dlaczego tu z wami przyjechałem?

— Zdać raport Thorowi, czy warto postawić na Hieronima Berbeleka. Czy zdobędzie Kolenicę; i jak to zrobi; i co by sobie Thor pomyślał.

— To też.

Zmarszczyła brwi. Co on sugerował? Gdyby to naprawdę była jakaś tajemnica kratistosa, nie naprowadzałby ją na nią świadomie. Przecież wie, że ona powtórzy to wszystko strategosowi. Kłamie więc. Ale jak właściwie brzmi to kłamstwo?

— Już się go boją? — szepnęła.

— Jeśli faktycznie jest zdolny pokonać Czarnoksiężnika… Pomyśl. Illea może i nie powróci, ale on tu pozostanie. Z czyich ziem zechce wykroić sobie dziedzinę?

Aurelia patrzyła na szczura z jawnym niedowierzaniem

— Już się go boją!

— Chce zabić kratistosa, prawda? Oczywiście, że się zaniepokoili.

— Meter! Nie wierzę. I co, zostawią go na pastwę Czarnoksiężnika?

— Nie, skąd, Wdowiec faktycznie stanowi zagrożenie największe, trzeba się pozbyć jego i Skrzywienia. Ale co potem?

— Strategos będzie musiał stanąć naprzeciwko Potęgi adynatosowej, nie wiadomo, czy w ogóle wróci, czy wróci jako Berbelek. Najprawdopodobniej to misja samobójcza.

Перейти на страницу:

Похожие книги