Z północnego zachodu, znad ciemnozielonego masywu puszczy nadlatywała włócznia czerwonego kamienia. Aurelia zmrużyła oczy. Równolegle nad kamieniem ciągnęło się czarne wrzeciono aerostatyczne, srebrne pioruny otaczały jego boki ciernistym ornamentem. Nad dziobową kopułą minaretu prężył się jednoręki anioł, białe bandaże jego skrzydeł powiewały na wietrze, poranne słońce strzelało refleksami od kryształowej kosy. Schodząc do ziemi, „Łamichmur” zataczał szeroki łuk, by nie wlecieć w zasięg pyresider Kolenicy.

Aurelia wyszczerzyła się do Antidektesa w gorącym uśmiechu. Nie musiała nic mówić, żołnierze dostrzegli już „Lamichmura” i podnieśli wrzawę. Vistulczycy wychodzili z namiotów, spoglądali w niebo. Zagrała nawet trąbka, Aurelia nie znała tego sygnału. Puszkarze koleniccy zaprzestali na moment ostrzału, i tak jeno symbolicznego.

Oroneigesowy aerostat spłynął nad pole za głównym obozem wojsk vistulskich. Zatrzymał się jakieś trzydzieści pusów nad powierzchnią gruntu. Kolebiąc się na wietrze, próbował zachować stałą pozycję. Załoga rzucała łańcuchy kotwiczne. Żołnierze pobiegli wbić w ziemię żelazne pale. Aurelia podążyła za nimi; widziała, że biegną tu ludzie także od namiotów strategosa i hegemona Hasera Obola.

Tymczasem po linach spuszczonych z poziomej wieży „Lamichmura” zjeżdżali tuzinami mężczyźni i kobiety w węglowych zbrojach Horroru.

* * *

Złamać jej kark, łeb ukręcić, jak postąpiłbym z wężem jadowitym. Nimrod obracał w głowie myśli nimroda. Zabiję Żmiję, zabiję ją. Kolorowy ptak przefrunął ponad nim, ogród rezydencji Hieronima Berbeleka przypomniał Zajdarowi swymi miłymi dla ucha dźwiękami o kakofonicznych melodiach prawdziwej dzikości. Ihmet nienawidził parków, ogrodów, stawów miejskich i obwoźnych bestiariów. Brama majątku i strażnicy zniknęli za zakrętem alei. Odsłonił zęby. Ugryźć, ugryźć, ugryźć, zagryźć! Słońce wzeszło wysoko nad Alexandrię, mrużył prawe oko; lewa źrenica była bezpieczna w cieniu. Mimowolnie przyśpieszał kroku. Wiedział, że ona jest tu obecna, kuzyn Aneisa Panatakisa mu powiedział.

„Hipotamia” zawinęła do wewnętrznego portu Alexandrii siódmego Martiusa, z dwudniowym opóźnieniem powstałym na skutek gwałtownych wiosennych sztormów (Oroneia znów obracała wiatry przeciwko wiatrom, zderzała chmury z chmurami, Król Burz brał głęboki oddech). Wynająwszy w porcie wiktykę, Zajdar wpierw pojechał był do składów faktorii Aneisa Panatakisa. Ostatnimi laty rozrosły się one do rozmiarów porównywalnych z rozmiarami składów Kompanii Afrykańskiej. Magazyny Panatakisa rozrzucone były po wszystkich nabrzeżach, przez jego ręce przechodziła obecnie lwia część wymiany handlowej między Herdonem i północną Afryką oraz zachodnią Azją. Stary Aneis nadal urzędował w swoim bezokiennym kantorze na tyłach najstarszego ze składów. Wszakże z uwagi na wczesną porę oraz na fakt, iż był to dzień jakiegoś kristjańskiego święta (a Panatakis okazał się być także kristjanem), lhmet go tam nie zastał. Zostawił zatem w kantorze listy Berbeleka skierowane do faktora i wszystkich innych alexandryjskich adresatów, z wyjątkiem esthle Amitace i esthle Alitei Latek. Ludzie Panatakisa dostarczą je najszybciej. Następnie podał wiktyk arzowi adres rezydencji Berbeleka.

Перейти на страницу:

Похожие книги