We Floreum zawsze panowało letnie południe: żelazna kopuła odcinała dostęp prawdziwym promieniom słonecznym, światło pochodziło skądinąd. Szklaną hydrauliką międzyzwierciadlaną płynęły nieprzerwanie strumienie oślepiającej mgły: pary wodnej przemorfowanej ku Formie Światła. Nawet jeśli Floreum nie ucierpiało bezpośrednio podczas tego oblężenia Pergamonu, przez tyle wieków żadna Substancja nieożywiona nie obroni się przed rozpadem i degradacją. Pękło kilkanaście luster, niszcząc iluzję tuzina łąk. Kykur pokazał Aurelii jedną z takich sal: świat roztrzaskany, skolioza światła i obrazu — wyciągasz rękę przed siebie i ręka znika, pojawiając się, wykręcona w nieprawdopodobne kakomorfie, na setce odległych horyzontów. Kykur pokazał jej również łąki, gdzie uszkodzeniu uległa kryształowa hydraulika, pęknąć musiały niewidoczne szklane rury. W godzinie zmierzchu, gdy zimny cień przykrywał żelazną kopułę Floreum, różnica temperatur powodowała chwilowe naprężenie konstrukcji, otwierały się wówczas drobne pęknięcia w szkle i nad jasną łąkę, na kwiaty, motyle, ptaki i ciepłą ziemię, wprost z błękitnej nieskończoności wylewały się obłoki płynnego światła.

Ostrzegł ją, że nie można patrzeć wprost i nie zostać oślepionym — ale cóż oślepi rytera Ognia? Spojrzała. Światło wypełzało z nicości, z niewidocznego otworu w powietrzu — nieśmiała larwa, zwinięta w pięść dłoń anioła Słońca. Aurelia weszła w jej uścisk. Kykur krzyknął za nią. Otworzyła usta, wciągnęła Mgłę do płuc. Zbyt wielka ekstaza, by nazwać ją bólem. Odwróciła się do Aszamadera. Osłaniał przedramieniem oczy. Podeszła do niego, kobieta-fenix, objęła mocno, światło wyciekało wszystkimi porami jej skóry, pocałowała — blask złocisty buchał spomiędzy ich zetkniętych warg. Tam po raz pierwszy złączyli ciała, w wielkim świetle, w chmurze wilgotnego ognia.

Oczywiście każdy taki upust Mgły Jezebel z systemu kryształowej hydrauliki powodował nieodwracalny ubytek w światłobiegu Floreum. Pewne rzeczy skazane są na zagładę i zapomnienie przez samą swą wyjątkowość; niepowtarzalność należy do definicji cudu. Natomiast to, co pospolite, trwa wiecznie.

Ile przetrwała wzajemna fascynacja Aurelii i Kykura? Tydzień może. Rozpad Formy zaczyna się od drobiazgów, na które poza Formą nie zwrócilibyśmy uwagi. Intonacja głosu przy błahych pytaniach. Szybkość podniesienia głowy, gdy ta druga osoba wchodzi do pokoju. Stanowczość artykulacji swych pragnień. Rytmika oddechu, pod jego, pod jej wzrokiem. Ostatnio Kykur wybuchł gwałtowną irytacją, obudziwszy się w środku nocy i ujrzawszy Aurelię siedzącą obok na łożu i przyglądającą mu się z ognistą intensywnością — dla niej był to przecież nadal dzień, mówiła mu, nie zaśnie teraz. Patrzyła więc, jak on śpi. Lub wychodziła na miasto.

Wyszedłszy teraz z Floreum, zmrużyła oczy przed ciemnością — tu, w świecie zewnętrznym, zapadł już zmierzch, nadciągała parna pergamońska noc. Uniosła głowę. Żółtoróżowy Księżyc wisiał na niebie nad wschodnim horyzontem, nad krzywą szczerbą ocalałego fragmentu muru obronnego. Zszedłszy po żelaznych schodach na ulicę, przeskoczyła na drugą jej stronę, by uciec spod kopyt chowołów. Doulosi i robotnicy pracowali nieprzerwanie, usuwając gruz i reperując fortyfikacje. Odbudowa domów mieszkalnych najwyraźniej nie stanowiła priorytetu dla wyznaczonego przez Króla Skałę bazyleusa Pergamonu.

Dziesięć dni po zakończeniu oblężenia miasto nadal sprawiało wrażenie zamkniętego pod formą wojny. Ostatnie pożary ugaszono dopiero przedwczoraj. Stosy krematoryjne wciąż płonęły na zarzeczu — choć już tylko nocami, by słupy złowrogiego dymu dodatkowo nie obniżały morale pergamończyków. Gdy teraz tam spojrzała, zobaczyła tylko plamy bezgwiezdnej ciemności. Strategos sprowadził szybką „Urkają” kilku teknitesów somy z Alexandrii, Rzymu i Byzantionu, by położyli kres rozprzestrzeniającej się zarazie; doszło bowiem do tego, że szaleńcy z dzielnic biedoty sami podkładali ogień pod swoje domy. Pozostałe aerostaty, w tym oroneiowy, zajęte były transportem wojska. Świniami powietrznymi i statkami morskimi, ładowanymi w kaikussowej przystani, horrorni opuszczali Twierdzę, setnia za setnią, sami nie wiedząc, dokąd zmierzają. Nie wie — działa i Aurelia.

Pałac namiestnikowski mieścił się w północnym kompleksie na Wzgórzu Ateny; Aurelia skręciła na zachód, odwracając się plecami do Wzgórza. W nocy i tak nie miałaby co robić w pałacu. Po wprowadzeniu się tam nowego bazyleusa zarządzono jeszcze ściślejszą ochronę, kilka nocnych przechadzek Aurelii skończyło się ogólnym alarmem. Natomiast, co charakterystyczne, nocne wizyty babilońskiego aristokraty nie dziwiły nikogo.

Перейти на страницу:

Похожие книги