— No przecież mówię, że nie słyszałem, na krew Marduka, o co wam chodzi, oszaleliście, Auri, co to wszystko…
Berbelek patrzył jak hyppyres podąża bezszelestnie za cofającym się w cień korytarza Babilończykiem — miękkie stąpnięcia nagich stóp Aurelii, jej biodra falujące hipnotycznie jak nigdy dotąd — zniknęli mu z oczu w tym cieniu. Niczego więc nie zobaczył i niczego nie usłyszał — tylko po chwili uderzył go w twarz krótki podmuch siarczystego gorąca, jakby tam w ciemności uchyliły się na moment wrota piekieł.
Φ
Oczy wdowca
Moskwa, czarny świt. Sami pośród wrogów, anthos Czarnoksiężnika na gardle. Z nieba ma spaść Horror, ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie pod tym słońcem; może nigdy. Aurelii do reszty rozleciała się prawa wirkawica, ucinając przy tym dwa palce. Zbyt długo już żyje na Ziemi, to nie jej sfera, nie jej żywioł, nie powinna była opuszczać na tyle miesięcy ojczystego kraju…
Aleale! (I na samą myśl pyr pali żyły). Ale dzisiaj zabiją kratistosa!
O ile zabiją. Drapiąc rany po palcach, Aurelia wpatrywała się w niebotyczne wieże kniaziowego kremla, białe czapy śniegu kontrastowały z zaskorupiałą na tynku wież tłustą sadzą.
— A jeśli to zajmie parę dni? — spytała. — Nie zabrałam ze sobą wahadłówki, powiedziałeś, esthlos, że żadnego bagażu. Amatorskie strojenie też już nie pomaga, tu trzeba co najmniej demiurgosa uranoizy. No ale teraz nie bardzo mogę to zdjąć. Następnym razem pewnie urwie mi głowę.
— Proponowałem przecież, żebyś została z Janną i Horrorem.
— Wtedy tym bardziej byłbyś przekonany, że Pani przeznaczyła cię na straty.
— Nic takiego nie twierdzę.
— Oczywiście. Przepraszam. Kyrios.
Sarkazm był dozwolony.
Aurelia odwróciła się od okna, od panoramy zimowego miasta, i obejrzała na strategosa, który siedział, zgarbiony, na drewnianej skrzyni, przy otwartej klapie nad schodami. Musiał siedzieć, na stojąco nie był w stanie się wyprostować, pochyły dach strychu zawieszono zbyt nisko. Aurelia również poruszała się tu ostrożnie, przypadkowe zahaczenie aetheryczną zbroją o drewnianą konstrukcję mogło mieć katastrofalne skutki; zmuszona została do ścisłej kontroli nad nastrojami, nad uczuciami i odruchami, przekładającymi się przecież natychmiast na pęd i kształt morfoczułej zbroi.
Strategos zabrał ze sobą jeszcze tylko dwóch horrornych, ale im pozwolił wziąć jeno krótkie keraunety, tak zwane herdonówki, produkowane w zaokeanosowych fakturach Gustawa — posiadające po trzy, cztery, pięć luf. Zresztą i tę broń zostawiali tu na strychu, gdy esthlos wysyłał ich na miasto, by nawiązali kontakt z tym czy innym człowiekiem. Wybrał był ich ze względu na znajomość moskiewskiego.
— Gdybyś jej wierzył — stwierdziła Aurelia — w ogóle by cię tu nie było. To głupota tak się narażać. Trzy dni w cieniu kremla, w sercu anthosu Roga. Prosisz się o kłopoty, esthlos.
— Muszę się osobiście spotkać z tym Babuczkinem.
— Taa, bo spojrzysz na niego i z miejsca rozpoznasz kłamstwo i prawdę.
Sarkazm był dozwolony, zdobyła sobie prawo do kpiny i sarkazmu owej nocy, owego dusznego pergamońskiego przedświtu, pół roku temu. Nie znaczyło to jednak, że mogła okazywać strategosowi brak szacunku, zwłaszcza wobec osób trzecich.
— Spojrzę i poznam człowieka. Ucisz się wreszcie. Chyba ktoś idzie.
Jeszcze głębiej pochylił się nad otworem w podłodze.
Aurelia przeszła bardzo powoli na drugą stronę otworu, za uniesioną klapę, skinęła też na horrornych, by zajęli pozycje. Przyklęknąwszy w ciemnych kątach między niskim sufitem i krzywą ścianą, odciągnęli młoteczki ciężkich herdonówek, położyli palce na wymyślnie kutych językach. Oni też poruszali się niczym zanurzeni w miodzie lub zamarzającym błocie: podłoga strychu trzeszczała bowiem głośno przy każdym kroku, stare deski strzelały pod stopami, a lokatorzy z parteru, rodzina Bardionnych, mieli słuch aż nazbyt wyczulony. Budynek składał się z trzech kondygnacji i teoretycznie w całości należał do esthlosa Berbeleka, jako że stanowił część wiana jego pierwszej żony. Od lat znajdował się wszakże w zarządzie moskiewskiej kancelarii jurydycznej, a ostatnim pragnieniem strategosa byłoby ogłaszanie wtem swego tytułu własności i ujawnienie się tu pod prawdziwym imieniem. Niemniej esthlos Berbelek posiadał wszystkie klucze i znał dobrze okolicę, wiedział, jak dostać się na strych po dachach sąsiednich domów, wiedział także, że główna klatka schodowa budynku jest otwarta na ulicę i można tu dość swobodnie wchodzić i wychodzić; nie wiedział tylko, jak potwornie głośno trzeszczą deski podłogi strychu.