Zaszła do przystani kaikussowych. Tu, w tawernach i hospicjach nadrzecznych życie nie zamierało nigdy. Czynne były nawet tawerny spalone, podawano posiłki i alkohole na prowizorycznie zbitych stołach, na wolnym powietrzu, pod brudnymi lampionami i kopcącymi czarno pochodniami. Aurelia wiedziała, że wszystko to stanowi skutek wojny, a jednak nie mogła się powstrzymać od odruchowych skojarzeń: brud, chaos i degeneracja, na Księżycu nie znieślibyśmy podobnej dysharmonii. Usiadła pod drzewem solnym, przy stole z widokiem na dolną przystań, gdzie ładowano właśnie na wąski karożaglowiec tabor Horroru. Przyglądała się pracy marynarzy i robotników portowych. Jeśli strategom nie zamierzał utracić dopiero co zdobytych ziem, tak masowe wycofywanie wojsk z Pergamonu w obliczu spodziewanej kontrofensywy Czarnoksiężnika może oznaczać tylko jedno: siły Uralu zostaną związane gdzieś indziej.

Doulos przyniósł jej wino, ukłonił się nisko. Zapewne istotnie sprawiała wrażenie aristokratki, zwłaszcza w kontraście z innymi klientami, w większości zakutanymi w tanie szaty, ukrywające świeże kalectwa i niedoskonałości ciał niskiej Formy. Wstyd ciała nie ma dostępu do ludzi morfy najpodlejszej (ciało niewolnika nie jest jego własnością) ani najszlachetniejszej (doskonałość nie zna wstydu); wszyscy pozostali chcieliby być inni, lecz nie potrafią się zmienić. Odwracali wzrok, gdy na nich patrzyła. Kimkolwiek była, była obca, przybyła z armią Seleukidyty — a ich dusze wciąż w dużej części należały do Czarnoksiężnika. Zostali wyzwoleni, a teraz w ponurym milczeniu czekali wyzwolenia z tej wolności.

Jeden tylko żołnierz uśmiechnął się do niej otwarcie; odpowiedziała uśmiechem, bez zastanowienia obracając się ku niemu półprofilem i prostując plecy. Nieważne, jak ostatecznie zapamięta Kykura, pozostanie on w jej morfie na zawsze — rzecz błaha, lecz tym bardziej trwała. Zresztą przecież nie był złym człowiekiem, z pewnością nie złym Ziemianinem. Wspominała go z ironicznym rozczuleniem. Zgolił dla niej brodę, wbrew morfie babilońskiej. Godzinami szeptał jej do ucha żartobliwe sprośności, komplementy wulgarne. Jakże łatwo wywoływał jej śmiech swym bezczelnym śmiechem. Już tęskniła za zimnym dotykiem Aszamadera.

Żołnierz zaproponował jej gestem następny kubek wina. Odmówiła. Wstała i nie oglądając się za siebie, opuściła przystań.

Właściwie na czym polega moja służba? — myślała, wspinając się krętymi ulicami Pergamonu. Jakie są moje powinności? Czy mam pozostać u boku strategosa do końca, to znaczy do ostatecznej jego zdrady, ostatecznego zwycięstwa lub ostatecznej klęski? I niby jak dokonać osądu? Już nie jestem nawet pewna mego zakładu z Janną. Czy strategos kiedykolwiek powie otwarcie: „tego słowa nie dotrzymam”? A nawet jeśli powie — jest strategosem, skąd miałabym wiedzieć, co naprawdę to znaczy? Och, Pani, ja przecież chciałam tylko zobaczyć Ziemię…!

Minęły ją rozpędzone wozy hydorowe, gdzieś w mieście wybuchł nowy pożar. Podążyła ich śladem. Płonęła jedna z ocalałych faktur pergaminu. Aegipt od wieków już nie blokował eksportu papirusa, a i papier vistulski systematycznie spadał w cenie, pośród aristokracji nadal jednak panowała moda na oryginalny, cielęcy pergamin. Który teraz z pewnością mocno zdrożeje. Przyglądała się skazanej z góry na niepowodzenie akcji gaszenia pożaru. Może faktycznie nie ma sensu odbudowywać miasta na tej przeklętej równinie…

Wróciła do pałacu tuż przed świtem. Minęła kilku służących, których nie spodziewała się zastać na nogach o tej porze. W atrium spotkała Jannę-z-Gniezna, bezceremonialnie obmywającą żylaste stopy w impluvium.

— Myślałam, że siedzisz w Amidzie.

— Właśnie przylecieliśmy, strategos cię szukał, wyjeżdżamy na dobre, pakuj się. Coś ty się tak wystroiła, kolczyki, bransolety, pierśczyk, hę? Znowu dobrałaś się do domowej garderoby?

— A żeby cię trąd, durna starucho.

— Płoń, płoń, może ci się trochę we łbie przejaśni. Aurelia splunęła fioletowym płomieniem i skręciła do swoich komnat.

Komnaty — za dużo powiedziane. Mały gabinet przy bezokiennym korytarzu, z nie większą sypialnią za bocznymi drzwiami. W gabinecie zastała esthlosa Berbeleka, pochylonego nad stołem, piszącego coś pośpiesznie węglowym rysikiem.

— Aa, jesteś! — Odwrócił się, rozpromieniony, i przez moment zdawało się jej, że zamierza uściskać ją na powitanie. Zaraz wszakże Forma się cofnęła. — Chciałem ci zostawić list; wiem przecież, że nie śpisz teraz. Jak tam esthlos Aszamader?

Machnęła ręką.

— Janna mówi, że wyjeżdżamy.

— Tak, jeszcze przed południem. Wstąpiłem tylko na chwilę, nie mam czasu nawet spotkać się z bazyleusem. Działo się tu coś, o czym powinienem wiedzieć?

— Wczoraj przybył poseł od Jana Czarnobrodego. Jest oficjalne pismo. Z uwagi na neutralność Babilonu, z którym Macedonię łączą więzy świeżego sojuszu — i tak dalej, bla bla bla. W skrócie: nie wtrąci się do wojny z Czarnoksiężnikiem, a jeśli chodzi o Nabuchodonozora, to owszem, chętnie nawet pomoże.

Перейти на страницу:

Похожие книги