— Wyśmienicie. Ha, Alitei rzeczywiście może się powieść ten plan! A to diablica! Muszę do niej napisać. — Przypomniał sobie o liście właśnie pisanym; zmiął go i schował do kieszeni. — Tak czy owak, dzisiaj wyjeżdżamy. Pożegnaj się ze swoim Adonisem i wio.

— Dokąd? Widziałam, że odsyłasz Horror. Sądzisz, że Czarnoksiężnik nie upomni się o swoje? Jaki jest plan? Dokąd ich przerzucasz?

— Nie musisz wiedzieć.

— Muszę! Esthlos.

Westchnął, podrapał się w nos.

— Zamknij drzwi. Zamknęła.

— Godzina przed świtem — mruknął — budzą się upiory szczerości. No dobra, co chcesz wiedzieć?

Skłamie mi, pomyślała.

— Kiedy nastąpi atak na Ural.

— Atak na Ural. To oczywiście niemożliwe, nie będzie żadnego ataku na Ural. I nie krzycz mi o zdradzie, tylko pomyśl przez chwilę, jak by to niby miało wyglądać. Na pewno masz tu gdzieś mapy — o, daj. Nie tę. Spójrz, jak wielki obszar kontroluje Maksym Rog. Zaiste, to jest imperium. Europa, Azja, gdyby nie Dziadek Mróz, sięgnąłby tam Północnego Herdonu przez Cieśninę Ibn Kady; a tu — sięga prawie Afryki. Teraz wyobraź sobie, że rzeczywiście rozpoczynam taką kampanię. Czarnoksiężnik siedzi w swoich twierdzach uralskich. I powiedzmy, że wszystko układa się po mojej myśli, zwycięstwo za zwycięstwem. Samo zagarnięcie tych ziem, rozgromienie wszystkich jego wojsk i zamknięcie go w Uralu zajmie — ile? dziesięć, dwadzieścia lat? Imperia upadają jak elefanty: może i ziemia się zatrzęsie, gdy w końcu padną, ale tymczasem to trwa i trwa, i trwa. A przecież byłoby szaleństwem z mojej strony spodziewać się samych gładkich zwycięstw. Nawet zliczywszy wszystkich aliantów, nie będziemy mieli wielkiej przewagi. A oblężenie Uralu! Na Szeol, on zmienił w fortecę cały łańcuch górski!

— Bardzo przekonująco argumentujesz za niemożnością zwycięstwa, esthlos — stwierdziła sucho Aurelia.

— Jakiego zwycięstwa? Ty chyba rzeczywiście zbyt wiele przebywasz w moim towarzystwie. O co w końcu chodzi: o Czarnoksiężnika czy o Skrzywienie?

— Nie pójdą za tobą na wojnę w aetherze, zostawiając za plecami Wdowca. Zwłaszcza teraz, gdy już im wmówiłeś, że to on odpowiada za Skoliodoi. A przecież po to właśnie wmawiałeś.

— Nie pójdą. Zgaś ten gniew! Ależ ty jesteś popędliwa! Trochę więcej wiary. Już są zjednoczeni, to najważniejsze, już nie uciekają na byle wspomnienie Illei. Teraz — teraz popatrz. Ofensywa pójdzie od linii Vistuli, od Gaelicji Vistulskiej. Tu, tu i tu. Kazimir, Thor, Goci, Celtowie, Hunowie, część mojego Horroru.

— Przecież mówiłeś —

— Bo też nie po to, by zdobywać ziemie i rzucać na kolana armie Imperium. Jej celem jest jedynie takie związanie sił Wdowca i stworzenie pozorów takiego dlań zagrożenia by podjął decyzję wspomożenia swych wojsk i przesunięcia anthosu bardziej na zachód. Zrobi to, co poprzednio: przeniesie się do Moskwy. A Moskwa — Moskwa już nie jest nie do zdobycia, to nie twierdze uralskie.

— Od Vistuli do Moskwy długa droga, nie będzie przecież czekał.

— Nie będzie. Toteż nie w tym rzecz, by przedzierać się stadion po stadionie przez armie pod anthosem Wdowca, lecz by właśnie od razu pozbawić je —

Z prawej, zza drzwi do sypialni dobiegło stłumione kichnięcie. Obrócili głowy. Przez jedno uderzenie serca — bezruch katatoniczny. Potem Aurelia skoczyła — hyppyres w bitewnej koronie ognia — szarpnęła za drzwi, huknęły o ścianę, jeden z zawiasów wyskoczył z ościeżnicy.

W sypialni stał esthlos Kykur Aszamader, półnagi, w samych szalwarach. Wycierając nos, spoglądał charakterystycznie szeroko rozwartymi oczyma na płonącą Aurelię.

— Chciałem — zająknął się — chciałem cię przeprosić, myślałem, że wrócisz wcześniej, zasnąłem, przepraszam, no nie gniewaj się, Auri.

— Właściwie nie mieliśmy się okazji poznać — rzekł niskim głosem strategos zza pleców Aurelii. — Esthlos Hieronim Berbelek-z-Ostroga.

Kykur podszedł doń, uścisnął rękę.

— Esthlos Kykur Aszamader, to zaszczyt dla mnie, naprawdę.

Hieronim Berbelek pokiwał głową.

— Nie wątpię, nie wątpię. Aurelia, jesteś pewna, że nie ma tam nikogo więcej? Pod łóżkiem na przykład, co?

Aurelia padła przed strategosem na kolana.

— Kyrios. Błagam o wybaczenie.

Kykur wodził spojrzeniem od dziewczyny do Berbeleka i z powrotem.

— Najlepiej będzie — mruknął, cofając się ku drzwiom na korytarz — jak ja już sobie —

Strategos podniósł nań wzrok.

— A możesz mi powiedzieć, piękny młodzieńcze, kiedy ty się tam obudziłeś? Nie na dźwięk swego nazwiska aby?

Kykur sięgnął za siebie, otworzył drzwi i nadal cofając się, zgięty w jakimś przedziwnym półukłonie, już nawet nie patrząc na Berbeleka, począł jękliwie mamrotać:

— Ja naprawdę nic nie słyszałem, zresztą co ja się na tym znam, co mnie to obchodzi, niby dlaczego miałbym, nie słyszałem, mogę przysiąc, a do Babilonu i tak, przecież to głupie, sam pomyśl, esthlos, jakie to ma znaczenie, czy…

Strategos przyglądał się mu z zainteresowaniem.

Lewą dłoń położył na głowie Aurelii, przesunął palcami po roziskrzonej skórze Księżycanki. Uniosła nań oczy. Strategos nie odwracał wzroku od Kykura.

Aurelia wstała z kolan.

Перейти на страницу:

Похожие книги