A podczas posiłków musiał patrzeć na Szulimę beztrosko flirtującą z kapitanem, narzucającą swą władzę wszystkim mężczyznom na pokładzie, potem także kobietom. Wachlarz, uśmiech, krągła pierś, ciepły głos o aristokratycznym akcencie, olśniewająca wdzięczność za każdą drobną grzeczność, wypielęgnowana dłoń lądująca na krótką chwilę na twoim ramieniu, barku, policzku, niczym letni motyl, zefir poranka, kwiatowe pachnidło uderza do głowy, niewypowiedziana obietnica mąci myśli. Wszak dokładnie w ten sposób owinęła sobie dokoła palca ministra Bruge i Neurgów — kimże w porównaniu jest taki Wawzar czy Wukacjusz, by obronić się przed jej morfą? Nawet Ihmet Zajdar uległ czarowi Szulimy, a w każdym razie taki pozór przyjął może aby się nie wyróżniać — a może właśnie grał wcześniej, gdy sączył w uszy Hieronima te trujące oskarżenia? Pan Berbelek nie wiedział już nic.
Wieczorem 25 Aprilisa, w Dies Veneris, ujrzeli nisko na południowym horyzoncie jasny błysk, iskrę zimnego ognia — światło wielkiej latarni w Pharos. „Al-Hawidża” opadała ku Alexandrii.
Η
Pod słońcem Nabuchodonozora
Ponieważ kotwicowisko świń powietrznych znajdowało się nad Zatoką Eunostos, przy Bramie Księżyca, a pałac esthle Laetitii Lotte tc. Zagis leżał po drugiej stronie miasta, nad Jeziorem Mareotejskim, musieli przejechać przez centrum tak zwanej Starej Alexandrii, to znaczy przez kwartały zamknięte w najstarszych murach obronnych, pochodzących jeszcze z 25 roku Ery Alexandryjskiej, czyli z czasu, gdy na rozkaz Wielkiego Alexandra wzniesiono tu, na miejscu wioski Raqotis, pierwsze budynki z cegły i kamienia. Esthle Szulima Amitace wskazywała złożonym wachlarzem strony świata, ciemne sylwety budowli obrysowane ognistą purpurą nieba o zmierzchu, w porównaniu z niebem vodenburskim — olbrzymiego, kolorowego, soczystego niczym przejrzały owoc. Szulima jechała w pierwszej wiktyce, razem z Hieronimem i Aliteą, Ihmet Zajdar z Ablem jechali w drugiej dalej zaś ciągnął się wąż szesnastu wiktyk załadowanych kuframi podróżnymi, a wiele z tych kufrów, jak przypuszczał Berbelek, zostało przeładowanych z „Okusty” na „Al-Hawidżę” i teraz z niej na dwukołówki, nie będąc przez ponad miesiąc ani razu otwieranymi. Służący Hieronima i niewolnica Amitace jechali w ostatniej wiktyce. Szulima wynajęła też w porcie bandę nagich chłopców i dziewcząt, w sumie chyba czterdziestoosobową hordę brudasów, by eskortowali ich przejazd przez miasto, biegnąc u boku powozów i odganiając żebraków, złodziei, samozwańczych przewodników, nachalnych ulicznych handlarzy, kapłanów i rajfurów. Przy okazji wyszła na jaw biegłość esthle w pahlavi. Aczkolwiek po mieszkańcach Alexandrii można się spodziewać znajomości greckiego, to większość tubylczej biedoty, zwłaszcza tej ze wschodnich dzielnic kanopijskich nie zna więcej niż kilka grzecznościowych greckich zwrotów, ostrzegała Szulima. Teraz opowiadała mijane widoki w miękkiej, dworskiej grece.
Jechali z zachodu na wschód, naprzeciw otwierającemu się nad miastem nocnemu gwiazdoskłonowi, z ostatnim blaskiem konającego Słońca za plecami. Trakt Kanopijski biegł prosto jak strzelił, aż do Bramy Słońca, i dalej, ku zachodniemu ujściu Nilu, wzdłuż Starego Kanału mijając Kanopis, Menout i Herakleion — ongiś samodzielne miasta, obecnie bez reszty pochłonięte przez Alexandrię. Jeśli nie brać pod uwagę niewyobrażalnych azjatyckich trepolii Dzunguo, Alexandria była największym miastem świata. Według spisu sporządzonego za czasów Hypatii XII, w granicach stolicy Aegiptu — wliczając miasteczka i wsie satelickie — żyło ponad pięć milionów ludzi. Od momentu założenia Alexandria nieustannie rosła i zyskiwała na potędze i znaczeniu — ale czegóż innego można się spodziewać po mieście Pierwszego Kratistosa? A choć historycy twierdzili, iż to nieprawda, kratistos obecnie rezydujący w Alexandrii, Nabuchodonozor Złoty, wytrwale podtrzymywał legendę czyniącą go prawnukiem Wielkiego Alexandra; ta ciągłość wychodziła miastu na dobre. Esthle Amitace wskazywała budynki liczące pięćset, tysiąc, dwa tysiące lat. Pierwotny projekt sporządził Dejnokrates, wzorując się na planach Hippodamosa z Miletu. Stąd pochodzi krzyżowy układ dwóch głównych ulic, Traktu Kanopijskiego i Traktu Beleuckiego. Przecinają się one w sercu Starej Alexandrii; to skrzyżowanie poeci ochrzcili Rynkiem Świata. Kiedy Amitace wskazywała w jego kierunku wyciągniętą ręką, municypalni niewolnicy zapalili pierwsze latarnie pyrokijne. Odtąd sznur wiktyk sunął między dwoma równoległymi szeregami żółtych świateł. Latarnie były bardzo wysokie, wyższe od palm.