Pan Berbelek obudził się długo po świcie, pałac Lotte wypełniały już odgłosy krzątaniny, nadzwyczaj energicznej jak na dzień, w którym Laetitia nie urządza żadnego przyjęcia. W powietrzu unosił się zapach mirry i fulu. Ktoś śpiewał pod oknami sypialni Hieronima. Pan Berbelek wyjrzał. Nubijska niewolnica karmiąca gamparty nuciła poranną modlitwę do Bogini Tronu, słowa o zapomnianym znaczeniu: — Nehes, nehes, nehes, nehes em hotep, nehes en neferu, nebet hotepet! Weben em hotep, weben em neferu, nutjert em Ankh, nefer em Pet! Pet em hotep, ta em hotep, nutjert sat Nut, sat Geb, merit Auser, nutjert asharenu! Anetj hrak, anetj hrak, tua atu, tua atu, nebet aset! — Pan Berbelek mrużył oczy w porannym blasku. Widział doulosów rozstawiających donice z kwiatami amarantu i lilii, doulosów niosących ku jezioru smukłe łodzie z likotu, ozdobione erotycznymi malunkami, widział dwoje służących całujących się w cieniu hiewoi — i nagle równie wyraźnie ujrzał przed sobą niezawodny plan zabójstwa esthle Szulimy Amitace.

Dzisiaj w nocy.

Do tego czasu nie chciał się jej pokazywać na oczy. Przez Porte dopytał się o szczegóły zwyczajów domu Lotte: o której odbijają łodzie, czy musi wynająć własną i czy urnawiają się na znaki, a może na miejsce i czas. Według tradycji z Ery AIexandryjskiej spotkania powinny być przypadkowe ale oczywiście nie były, pary z góry się dogadywały, ciemność i rytuał pozwalały natomiast na śmiałość nie do pomyślenia w żadnej innej formie.

Porte zarezerwował łódź z fioletowymi ibisami wymalowanymi na dziobie. Pan Berbelek skreślił krótki list do Szulimy:

Jak Izyda pozwoli, z nurtem wody — kroczące ibisy, ukryty krokodyl. W drżeniu — e. H. B.

Porte zaniósł.

Pan Berbelek czekał. Minęło pół godziny, godzina, dwie. Spóźniłem się, pomyślał, nie mogła się przecież mnie spodziewać, już wymieniła z kimś znaki; winienem był wcześniej to zaplanować. Cisnął misą o ścianę. Zabrzęczała głośno. Przybiegł zdziwiony Porte. Pan Berbelek też się zdumiał: był to pierwszy przejaw jego szczerej wściekłości od — od — nie pamiętał, od kiedy.

Na godzinę przez Przyklękiem Słońca Zueia przyniosła odpowiedź:

Gdy ujrzysz gody centaurów i dryadę pochyloną nad myśliwym, wiedz, że bogini była ci życzliwą. Nie zważaj na bieg wody. e. A.

Wody Jeziora Mareotejskiego toczyły się w przemorfowanym wschodnim jego zakolu tak leniwie, że nie było mowy o przezwyciężaniu tu żadnego nurtu. Gdy pan Berbelek zjawił się na pałacowej przystani, ciemna powierzchnia jeziora pokryta już była szeroką konstelacją zielonych gwiazd — w blasku tych najbliższych, sześćdziesiąt, osiemdziesiąt pusów od brzegu, dojrzeć można było zarysy niosących je łodzi, szlachetne profile wysokich dziobów; dalej — tylko cienie pośród cieni, powolny ruch w turkusowej poświacie. Światła Alexandrii okalały ciemną toń rozmigotaną obręczą: jasne kwadraty okien, latarnie, pochodnie, ogniska, wszystko zlewało się w gorejącej łunie metropolii. Po południu spadł lekki deszcz, ale teraz niebo było bezchmurne, miliard gwiazd odbijał się w wodzie. Księżyc w nowiu wzeszedł i zajdzie z mroczną twarzą. Od czasu do czasu nad miastem wybuchał kwiat ogni serpyjskich, ponad jeziorem przepływała wówczas fala śmiechu i okrzyków. Poza tym panowała cisza, z rzadka przerywana pojedynczym zawołaniem czy zduszonym chichotem. Kilka minut wcześniej przez Most Beleuta przemaszerowała askalońska orkiestra poprzedzana przez amidańskich trębaczy, echo jazgotliwej muzyki jeszcze krążyło nad ciemną tonią.

Pan Berbelek wsiadł do kołyski Ozyrysa i odepchnął się wiosłem od pomostu. Większość łodzi (wszystkie pałacowe) wyposażona była w dwa likotowe niby-maszty: chude tyczki połączone nad głową pasażera trzecią, poziomą. Jeśli nie wiał zbyt mocny wiatr, przerzucało się ponad tą poprzeczką zwój lekkiej tkaniny, mocowanej do burt po obu stronach, co tworzyło ponad łodzią rodzaj namiotu, baldachimu. Pan Berbelek złożył staranie zwój jedwabiu w skrytce na rufie; pod zwojem schował czarną kirouffę, identyczną z tą, jaką miał teraz na sobie. Kirouffa — zapięta pod szyję, z sutym kapturem naciągniętym na głowę — stanowiła jedyne jego odzienie. Chodziło o to, by je jak najszybciej zamienić i pozbyć się zakrwawionego ubrania.

Перейти на страницу:

Похожие книги