Odciągnął faktora dalej od bramy, by nie słyszeli ich mamluccy strażnicy.

— O co właściwie ci chodzi, Aneis? Mówże po ludzku!

— Nie jedź. Co?

— Jutro wyjeżdżasz na dżurdżę, przecież sam mi mówiłeś esthlos. Nie jedź.

— Dajże spokój. Wszyscy jeżdżą.

Panatakis szarpnął się za brodę, splunął, przeżegnał się, lewą ręką odpędził biothanatoi, prawą otworzył dla Akazy, zatupał, rozglądnął się nerwowo po nocy; wreszcie zaczął szeptem:

— Rozmawiałem z Izydorem. Tak, tak, Wół w końcu przyjął Panatakisa. Izydor się łamie. Jest przerażony. Mówi, że to wszystko właśnie z powodu Krzywych Krain. Odkąd tylko zaczęły chodzić plotki i potem, po pierwszych trofeach przywiezionych zza Żółwiej, a zwłaszcza w ostatnich latach… Spisuje kronikę, wynajął sofistesa, pokazał mi dokumenty. Od tysiąc sto osiemdziesiątego szóstego, kiedy nadworny medyk Huratów potwierdził pierwszą kakomorfię. Ślą swoich szpiegów, posłów, agentów, szczury. Wynajmują karawany jako przykrywkę. Wykupują całe kompanie. On jest pierwszy w kolejności, on ma najlepsze dojście. Na Alexandrię był mocny, nikt nie mógł mu zagrozić. Ale teraz dostaje takie propozycje, że nie potrafi ani przyjąć, ani odmówić, wzięli go w kleszcze. Esthlos, on mówił o królach, o kratistosach! To jest cała podziemna wojna, niewidoczna ani na szachownicy polityki, ani na szachownicy pieniądza. Dżurdże to pewnie także ich wymysł i narzucona aristokracji moda, żeby mogli tam jeździć bez wzbudzania podejrzeń. Skażcie mnie bogowie, jeśli wiem, po co. Sofistes Woła też się tylko domyśla. Mówi o topomorfie, drugiej Al-Kabie, miejscu samoistnego wypaczenia kerosu. Ale co to ma za znaczenie — oni po prostu chcą położyć na tym łapy, zagwarantować sobie zyski i wyłączność. Taka pażuba. Sofistes twierdzi, że ludzie Kuszychadów Axumejskich przeprowadzali tam eksperymenty, posiali za Suchą konopie, a z nich zamiast żywicy hasziszu wyciska się sok pażubowy.

I teraz ta pażuba rozchodzi się po świecie; lecz im dalej od Skoliodoi, tym mniejsza siła. Inni znowu sądzą, że uciekł tam któryś z wygnanych kratistosów, że oszalał, umiera, poddał się dżungli, a to jest anthos jego śmiertelnego obłędu Albo narodził się nowy, z dzikusów nieludzkich, tych Negrów barbarzyńskich, a tak potężny, że już jako niemowlę odcisnął się na całej krainie tą morfą niesłychaną i

— Aneis, posłuchaj ty siebie samego: Wół zaraził cię swoim przerażeniem, roznosisz je teraz jak trupi smród. Przychodzisz prosto od niego, prawda? Idź ty się lepiej prześpij i zapomnij o tym wszystkim.

— Esthlos!

— Idź, idź. — Pan Berbelek odwrócił się do bramy.

— Gauer Szebrek z Babilonu, nie jedź z nim, esthlos, Wół przysięga, że to szpieg Siedmiopalcego; jeśli on pomyśli, że chcesz —

Pan Berbelek, zirytowany, przyśpieszył kroku. Nie wiedział, ile z bełkotu Panatakisa jest prawdą (zapewne nic), wiedział za to, że dalsze wystawianie się na tę nocną litanię strachu istotnie może pozostawić w nim trwały osad izydorowego tchórzostwa. Nie w takiej formie wyrusza się na dżurdżę.

Wracając do pałacu przez ciemny ogród, zawędrował w zamyśleniu w labirynt wąskich alejek nad brzegiem jeziora. Topografia odpowiadała teraz stanowi jego umysłu. Gdzie nie skręcić, tylko cienie, cienie; z rzadka polana księżycowego blasku, a i on podejrzany. Światło naszej Pani. Jeśli Szulima istotnie ma coś wspólnego z tym kultem i chce do jego celów wykorzystać kakomorfię Skoliodoi… Jak chce wykorzystać mnie? Nieprędko nadarzy się sytuacja o takiej Formie, jak wtedy na jeziorze, bym mógł zapytać Szulimę otwarcie; tymczasem zdany jestem na aluzje i domysły. A jej plany prawdopodobnie obejmują także Aliteę, chyba nie mylę się, zakładając, że to Amitace popchnęła ją ku temu młodemu aresowi z Teb. A może Szulima taki po prostu ma kaprys, nie należy przypisywać kobietom zbyt wielkiej premedytacji, wychodzimy potem na durnych obsesjonatów. W każdym razie ares wraca do Górnego Aegiptu, Alitea jedzie ze mną, ostatecznie może nie okaże się to takim złym pomysłem, ile razy miałem okazję porozmawiać z nią sam na sam, popracować nad Formą ojca i córki? Ani razu właściwie. Przekażę im dokumenty funduszy powierniczych; to będzie dobra okazja. Spisanie testamentu też nie byłoby złym pomysłem. Słusznie mówił Anudżabar: jeśli nie dla dzieci i nie dla życia pośmiertnego, to po co w ogóle się staramy, po co gromadzimy bogactwa i dobra przemijalne? Bo taka jest nasza natura, tylko dlatego. A ponieważ człowiek potrafi się zmieniać podług swej woli —

Перейти на страницу:

Похожие книги