Zastukał energicznie w główne drzwi. Prawie natychmiast otworzyła je stara niewolnica z dwojgiem małych dzieci uczepionych spódnicy. Krzyczała w pahlavi na kogoś w głębi cienistego korytarza i Aneis musiał zwrócić jej uwagę ostrym klaśnięciem. Dopiero wtedy obejrzała się na gości, skłoniła się i otworzyła szerzej drzwi. Weszli. Niewolnica potruchtała w głąb domu, nadal krzycząc, teraz najwyraźniej kogoś wołając. Pan Berbelek spojrzał pytająco na faktora; ten czekał, machinalnie szarpiąc się za brodę. Z otwartych przejść do pomieszczeń po lewej i prawej wyglądali co jakiś czas doulosi, służący, dzieci. Zagraconym korytarzem przemaszerwał dostojnie pręgowany kot; syknąwszy na pana Berbeleka, wymknął się przez nie domknięte drzwi na ulicę.
Po schodach z półpiętra zeszła starsza Egipcjanka w czarnej chimacie i szarej spódnicy. Umazana mąką kobieta zatrzymała ją na moment, Aegipcjanka odprawiła ją potrząśnięciem głowy. Miała siwe włosy, co było w Alexandrii niezwykle rzadkie.
— Esthlos. Aneis. — Panu Berbelekowi się ukłoniła, Aneisa obdarzyła chłodnym spojrzeniem.
— To ja już pójdę — rzekł pospiesznie Panatakis i uciekł do czekającej wiktyki.
Oglądnęli się za nim, patrzyli, jak odjeżdżał. Kot tymczasem wrócił i z przeciągłym pomrukiem jął się ocierać o nogi Aegipcjanki. Gdzieś na tyłach domu gotowano miodowicę, zapach płynął wzbierającą falą, Hieronim poczuł, jak ślina napływa mu do ust. Przełknął, przełożył ryktę do lewej ręki.
— Atena Ratszut — zaczęła, opuściwszy wzrok na kota, lecz pan Berbelek przerwał jej, mówiąc cichym głosem:
— Wiem, Aneis wszystko mi opowiedział. I że była pani uczennicą Antidektesa. Mam nadzieję, że Aneis nie naciskał na panią, on nie odróżnia prośby od szantażu.
— Każda prośba jest szantażem — mruknęła w roztargnieniu, oglądając się za siebie, w półmrok domu. Płakało dziecko, ktoś grał na flecie.
Westchnąwszy, odsunęła nogą kota, poprawiła długą spódnicę.
— Właściwie powinniśmy już iść, Słońce prawie zaszło, on zaraz wstaje. Proszę.
Wyszli. Zamknęła za nimi drzwi. Pan Berbelek zawinął się szczelnie w czarną kirouffę, naciągnął kaptur. Uderzył ryktą najbliższego przechodnia, zablokował drogę następnemu — tak włączyli się w strumień pieszych płynący przez starą dzielnicę żydowską Alexandrii.
— Może jednak lepiej byłoby wziąć wiktykę. Pokręciła głową.
— Nie ma sensu, to niedaleko, przy murze nadbrzeżnym.
Przez chwilę szli w milczeniu. Liczne amulety i karmienie pamięci, jakimi była obwieszona, grzechotały i dzwoniły przy każdym kroku Ateny. Na czole miała lyngourion jakie to choroby leczy mocz rysia?
Gdy potrącił ją biegnący wbrew nurtowi ulicy brudny nagus, pan Berbelek podał jej ramię.
— Powiedział ci, że zajmowałam się filonekrą, prawda, esthlos? — mruknęła.
Pan Berbelek nie odpowiedział.
— Wiem, że straciłeś tam syna. Jeśli nosisz się z zamiarem
— Nie — warknął.
— To dobrze. To dobrze. Gdy dusza opuści ciało, można mu już tylko narzucać formy zwierzęce: je, by jeść, oddycha, by oddychać, trwa, by trwać. Z automatonami jest tak samo.
Pan Berbelek spoglądał teraz na siwą Aegipcjankę z zimnym gniewem.
— Skoro już pani poruszyła ten temat — wycedził — chciałbym usłyszeć, co pani sądzi o spekulacjach Ologa. Czytała pani wczorajszy „Geras”? Pani próbowała zbudować taki keromaton, nie ma co zaprzeczać.
— Ponad dwadzieścia lat temu.
— To nie ma znaczenia. Komuś innemu mogło się udać. I teraz mamy Skoliodoi.
Kręciła głową, amulety dzwoniły.
— Nie, nie, to niemożliwe. Nie rozumiesz, esthlos. Olog pisze głupoty. Jakże keromaton mógłby spowodować coś takiego? On posiadał tylko jedną prostą funkcję: generowania zaplanowanej aury. Taki był pomysł Vaika Axumejczyka: martwy przedmiot o żywym anthosie. Mekanizm do toczenia kerosu. Elking pisze, że księżycowi kowale aetheru potrafią wkuwać go bezpośrednio w keros. Czy nie widzisz, esthlos, że jest to przeciwieństwo nekromancji? Pomyśl o masowej produkcji keromatonów kalokagatycznych, zegarów piękna i zdrowia. — Z każdym zdaniem Atena coraz bardziej się zapalała, rumieńce pokazały się na jej twarzy, wyprostowała się, lewą dłonią zaczęła się bawić kosmykiem siwych włosów. — Nie widzisz, w każdym domu w każdym pokoju, przy każdym łóżku jeden taki keromaton, to jakby każdy miał swojego prywatnego kratistosa którego anthos mógłby dowolnie modelować, daleko silniejszy niż anthos Nabuchodonozora, dla biednych i dla bogatych, dla silnych i dla słabych, dla aristokracji i dla ludu, zdrowie, piękno, mądrość
— I dlatego mordowaliście niemowlęta. Uciekła z niej energia, zamilkła.
Kiedy po chwili odezwała się ponownie, mówiła już prawie szeptem; za to po raz pierwszy pojawił się w jej głosie ślad gorycznej złości: