20 Septembris, północ
Obudził mnie Anton. Abel odzyskał przytomność. Stoję przed namiotem, jęki, cień Szpona. Biegnie Alitea.
21 Septembris, południe
Zasnęliśmy przy nim, Alitea z głową na mojej piersi, nie czuję lewej ręki. Mbula mówi, że będzie dobrze. N’Zui znowu hałasowali przez całą noc, Abel zasnął o świcie. Poznał nas, mówił niewyraźnie, ale nie majaczył, głowa w porządku, nie oszalał, ciało się utrzyma. Będzie dobrze.
21 Septembris, wieczór
Długa rozmowa, teraz Mbula go karmi. Coraz lepiej, wyzdrowieje. Pozostali wyszli, rozmawialiśmy w spokoju. Zaczął oczywiście od samooskarżeń. To jest zła forma, zwłaszcza teraz; przekonałem go. Jaki jest największy tryumf? Nie uciec, gdy śmierć naprzeciwko. Czasami można splunąć jej w twarz i odejść, a czasami trzeba zapłacić pełna cenę; ale nie uciekamy. W takim ogniu wypala się prawdziwa Forma. Zrozumiał to. (Teraz się zastanawiam: kłamałem? oszukiwałem? Czy istotnie Kolenica była moim największym tryumfem?) Wiedziałem, że czekał tych słów. Przecież byłem dokładnie taki jak on, młodości nie sposób do końca zapomnieć, do śmierci już tęsknimy za tą niedoskonałością, czasem wielkich potencji. Chciał mnie złapać za rękę, jeszcze nie mógł. Ściskałem mu dłoń, chyba poczuł. W ogóle nie płakał. Jest silny, tak. Mbula twierdzi, że ból musi być ogromny. Więc mówić: przyszłość, Alexandria, a niech tam, kupię im ten dom, przeprowadzę się, gdzie wyzdrowieje szybciej niż w anthosie Nabuchodonozora? Jakieś żarty nieporadne (ale jeszcze nie może się śmiać), opowieści o alexandryjskich romansach, zmyśla czy nie, co za różnica, już z nim dobrze, będzie lepiej. Jak tylko Mbula pozwoli, wracamy na północ. Najlepszego teknitesa w Aegipcie — pół roku i nie pozostanie ślad. A więc zostałem victorem kolenickim, pokonałem Czarnoksiężnika. Ha. Mam wspaniałego syna. Alitea ciągnie mnie do tańca. Ależ jestem zmęczony.
24 Septembris
Zgniłby w drodze do Alexandrii, pogrzebaliśmy go na sawannie nad Żółwią Rzeką.
III
Λ
Szulima Amitace
Krawędź tarczy słonecznej dotknęła krawędzi muru Starego Miasta. Wiktyka wyrwała się nareszcie z zatoru na Trakcie Kanopijskim i skręciła w północną przecznicę. Zatrzymała się przed frontem wąskiego budynku o zniszczonej elewacji. Pan Berbelek i Aneis Panatakis tu wysiedli; faktor skinął na wiktykarza, by jeszcze poczekał.