Pan Berbelek odsunął ryktą suty materiał i wszedł do pokoju. Do pokoju — do wielkiej sali: pomieszczenie musiało zajmować ponad połowę tej kondygnacji, otwierało się też niską kolumnadą na taras wysuwający się nad nadmorski klif; ta część domu zbudowana została zapewne w jakiejś części z oroneigesu. Sali brakowało nie tylko jednej ściany, ale i części sufitu, żelazne stopnie prowadziły na szczyt baszty. Przez szeroki, prostokątny otwór pan Berbelek dojrzał fragment jakiejś drewnianometalowej konstrukcji, zachodzące Słońce strzelało krwawymi refleksami od wypolerowanej stali — tam właśnie krzątało się dwóch służących, czyszczących konstrukcję i manipulujących przy niewidocznych jej elementach. Dwoje innych służących, stary Aegipcjanin i młoda Negryjka, rozstawiało na wysuniętym częściowo na taras kaobabowym stole tace, misy, talerze i kielichy. Okazywało się to zadaniem skomplikowanym, jako że ów stół, skądinąd mebel wielki i masywny, zawalony był nieprawdopodobnymi ilościami papierów, pergaminów, map, szklanych i metalowych kolb, alembików, retort i flakonów, poniewierały się na nim dwa uranometry, prosta dioptria, kilka liniałów i cyrklonów, rozmaite urządzenia, których nazw pan Berbelek nie znał, a przeznaczenia ani się domyślał, nadto pożółkłe kości, kilka czaszek (nieludzkich), donica z egzotyczną rośliną, wielki lichtarz, rubiowa kostka pitagorejska, lampa oliwna, złoty posążek Apisa-Byka Przedalexandryjskiego, kałamarze, węgle, pióra, kredy, noże, igły, nożyce, faja złamana, faja niezłamana, hasziszownik, przyłożony kamieniem brudny dżulbab, pęknięty globus, lśniące lunarium, kilkadziesiąt książek i zwojów, w rogu zaś stało wirujące powoli perpetuum mobile.
— No proszę siadać, esthlos, proszę, proszę. Właśnie gotowałem się do, mhm, powiedzmy, że do wieczerzy, chętnie zjem w towarzystwie. Nawet jeśli nie jesteś głodny… proszę się częstować, proszę. Atena powiedziała mi o twoim synu, esthlos, przykre, przykre, oczywiście służę moją skromną wiedzą, jeśli ma to w jakikolwiek sposób pomóc ukoić ból, chociaż przecież nigdy nie… No ale siadajże, esthlos, nie stój tak nade mną!
Pan Berbelek usiadł w podsuniętym fotelu. Służący zdołali jakoś uprzątnąć ten koniec stołu, część wysuniętą na taras, i tu ułożyli naczynia z jedzeniem. Szybko też zastawa pojawiła się przed Hieronimem. On siedział zwrócony plecami na zachód, gospodarz — twarzą ku zsuwającemu się za starożytny mur Słońcu. Widocznie szczypiące oczy światło pozwalało mu się do reszty rozbudzić. Odkąd Antidektes zajął się astrologią, całkowicie przestawił się na nocny tryb życia.
Pan Berbelek odłożył ryktę, obmył dłonie w podsuniętej misie wody, wytarł w ręcznik. Negryjka rozlewała do szklanic mleko i rozcieńczone wino. Zapalono kadzielnicę, na taras wylała się fala kwaśno-różanego zapachu.
— Musisz wiedzieć, esthlos — ciągnął Antidektes — że przez ostatni rok nie śledziłem zbyt uważnie wieści z południa, pochłonęły mnie nieco inne zagadnienia, może bardziej oddalone od… chociaż, kto to może wiedzieć, tak naprawdę wszystkie porządki się przenikają, tylko chaos jest prawdziwie oderwany od rzeczywistości, każdy zaś Porządek musi ściśle współgrać ze wszystkimi innymi porządkami, stanowi zatem również ich odbicie, i harmonie niebieskie, chociaż obawiam się, że to już brzmi nazbyt pitagorejsko, ale harmonie niebieskie, jakkolwiek obecnie niepokojąco rozstrojone i rozbite, niosą nam informacje o najbardziej aktualnych, przyziemnych sprawach, a nie mówię tu o żadnej wschodniej magii, jeno klasycznej zofii, aczkolwiek lud przesądny nigdy nie potrafił dojrzeć różnicy i każdą siłę nazbyt wielką musiał sobie tłumaczyć tajemnymi słowy, święty bełkot miły jest uszom niewolnika, czemu nie jesz, jedz, jedz, czy wiesz na przykład, skąd w ogóle pochodzi ten termin?
Zaskoczony przerwą w słowotoku sofistesa, pan Berbelek omal się nie zakrztusił.
— Jaki?
— Magia. Magowie. Otóż, jak pisze Herodot, w krajach leżących na zachód od ziem przedalexandryjskich Persów żyło plemię Medów, z którego wyłoniła się zamknięta kasta kapłanów, kultywujących pewne specyficzne rytuały, tylko po części zoroasteryjskie. Ich to, bodaj w starym avestańskim, zwano „Magoi”. I kogo pierwszego zapisano w historii jako magów: Zoroastra, Astrampsychosa, Ostanasa, Gobriasa, Pazatesa, ich właśnie. Świętych mężów, nieuświadomionych teknitesów albo zupełnie jeszcze dzikich kratistosów, założycieli religii, mędrców. Aristoteles bardzo dokładnie wyjaśnia w
— Co w takim razie zabiło mojego syna?