— Znalazlam rachunek, kt'ory mi zginal dwa lata temu — powiedziala melancholijnie Alicja, wychodzac ze swego pokoju. — Upral sie bardzo porzadnie, prawie nic nie mozna odczyta'c.
— To co robimy? — spytal Pawel niespokojnie. — Lapiemy tego kota?
— I tak nie ruszy najbardziej podejrzanych potraw. Nie zezre ani pomidor'ow, ani kukurydzy. Juz lepsza bylaby kura. Nie widziale's gdzie's kury?
— Tylko mrozona w sklepie…
— Kura bedzie jutro, dzi's nie mialam glowy do kury — powiedziala Zosia stanowczo. — Siadajcie wreszcie do stolu! Alicja, zostaw, na lito's'c boska, to biurko!
Mniej wiecej w polowie obiadu (
Mniej wiecej w polowie obiadu Alicja zostawila biurko i usiadla do stolu. Byla gleboko zamy'slona. Uznalam, ze zapewne zastosowala sie do mojej rady i idzie droga dedukcji, nie wiadomo tylko, czy zblizajac sie ku listowi Edka, czy tez oddalajac sie od niego. Rozmawiali'smy cicho, nie chcac przeszkadza'c jej w tej pracy my'slowej. Zosia gniewnym szeptem czynila Pawlowi wyrzuty na opieszalo's'c przy pracy w ogr'odku.