Alicja przyjechala samochodem razem z panem Muldgaardem, okropnie zdenerwowana i pelna wyrzut'ow sumienia, ze chociaz raz nie przyznala Wlodziowi za zycia racji w kwestii guzik'ow. Tuz przed nimi przyjechalo pogotowie, kt'ore wezwala na wszelki wypadek w trakcie oczekiwania na samoch'od policji. Lekarz policyjny i lekarz pogotowia, w'sr'od wzajemnych uprzejmo'sci, przystapili do badania. Byli'smy wszyscy tak gleboko przekonani, ze tym razem mordercy udalo sie lepiej i Wlodzio z Marianne definitywnie padli ofiara jego uporu, ze nagle ozywienie obu eskulap'ow wstrzasnelo nami nie mniej niz lypniecie Kazia.
— Zyja (
Ulga, jakiej doznali'smy (
— Nie do wiary (
— Cud (
— Jaki tam cud (
— Zyja!!! — wrzasnela Alicja ze lzami szcze'scia w oczach. — Sluchajcie, oni zyja!!! Dadza sie odratowa'c!!! To samo co z Kaziem!!!
Ulga, jakiej doznali'smy, pozwolila nam dopiero teraz oceni'c ogrom panujacego dotychczas przygnebienia.
— Nie do wiary — jeknela w radosnym oszolomieniu Zosia. — A tak wygladali…! Do glowy by mi nie przyszlo!
— Cud! — oznajmilam poboznie.
— Jaki tam cud, ten morderca to jaki's idiota, on nie ma pojecia o truciznach — zawyrokowal Pawel.
— Co to byl za krety'nski pomysl (
— A te plamy to co (
— Jest jaki's przepis prawny co do tego (
— Na taka okazje chetnie oderwie sobie wszystkie (
— Co to byl za krety'nski pomysl od razu m'owi'c, ze nie zyja! Trzeba bylo najpierw dzwoni'c do pogotowia, a potem do mnie…
— A te plamy to co? — zaprotestowalam. — Kazdy by sie pomylil! Plamy powinno sie mie'c po 'smierci, a nie za zycia!
— Jest jaki's przepis prawny co do tego? — spytala Alicja jadowicie. — I czego wy mnie tak denerwujecie? A w og'ole plamy ma tylko Marianne, oni m'owia, ze to uczulenie. Alergia. Nie wiem, ale chyba sama przyszyje Wlodziowi jaki's guzik!
— Na taka okazje chetnie oderwie sobie wszystkie…