Harry westchnął i schował kamień z powrotem pod poduszkę. Spojrzał na pogrążone
w mroku sklepienie i zdecydował.
Może lepiej by było po prostu pójść i samemu się przekonać? Jeżeli już tam dotrze,
to może Snape go nie odprawi. To była niezwykle optymistyczna myśl, ale postanowił
ją w sobie podtrzymywać, bo inaczej nigdy się na to nie odważy.
Wyśliznął się z łóżka w piżamie, założył buty, wyjął z kufra pelerynę i mapę
Huncwotów i sprawdziwszy najpierw, czy Severus na pewno jest w swoich
komnatach, ruszył w długą drogę z wieży do lochów. Na szczęście wraz z wyjazdem
uczniów Filch zredukował swoje nocne patrole po zamku niemal do minimum i Harry
nie miał żadnych problemów z dostaniem się na dół.
Zatrzymał się przed dębowymi drzwiami i odetchnął głęboko, po czym uniósł dłoń,
aby zapukać, ale zanim zdążył to zrobić, drzwi uchyliły się i wpuściły go do środka.
Czyżby Snape nigdy nie zdejmował z nich tego zaklęcia, które rozpoznawało
Harry'ego i pozwalało mu swobodnie wchodzić do jego gabinetu?
Gryfon poczuł ciepło w żołądku i uśmiechnął się do siebie, zanim zatrzymał się przed
drzwiami prowadzącymi do komnat Mistrza Eliksirów. Zdjął z siebie pelerynę i
odetchnął kilka razy, czując, jak opuszcza go cała pewność siebie.
Ale w końcu przyszedł aż tutaj. Nie może teraz zawrócić.
Uniósł dłoń i zapukał.
W ciszy, która nastała, bicie jego serca wydawało mu się zdecydowanie zbyt głośne.
I wtedy usłyszał skrzypienie otwieranych w oddali drzwi oraz kroki. Wstrzymał
oddech, kiedy zobaczył poruszającą się klamkę. Było już za późno, żeby uciec. Miał
tylko nadzieję, że Snape go nie zabije.
Drzwi uchyliły się i Harry zobaczył ubranego w swoją czarną, luźną piżamę
Severusa. Oczy mężczyzny zmrużyły się, kiedy padły na Harry'ego, który
torpedowany tym twardym, nieprzychylnym wzrokiem nie potrafił wydusić z siebie
głosu. Uciekł spojrzeniem i wbił je w ścianę obok ciemnej sylwetki mężczyzny.
- Przepraszam, że przyszedłem tak w środku nocy - wypalił w końcu, kiedy jego język
nareszcie odkleił się od podniebienia - ale nie mogłem zasnąć i... i tęskniłem... i...
Czy mógłbym spędzić z tobą jeszcze tylko jedną noc? Nie chcę być sam. Proszę.
Przez chwilę panowała cisza, a Harry nie wiedział, czy głośniej brzmi bicie jego
serca, czy też przyspieszony oddech. Severus nie odzywał się. Wpatrywał się tylko w
niego ze zmarszczonymi brwiami, tak jakby bardzo głęboko zastanawiał się nad
odpowiedzią.
Cisza przedłużała się. I Harry powoli tracił nadzieję.
Wiedział, że to było głupie, że nie powinien był przychodzić tu w środku nocy.
Powinien odwrócić się i odejść, a nie kolejny raz wpraszać mu się do sypialni.
I w chwili, kiedy postanowił to zrobić, Severus poruszył się. Harry spojrzał na niego i
zobaczył, że Snape bez słowa odsuwa się od drzwi i otwiera je szerzej w
zapraszającym geście.
Serce Harry'ego zaśpiewało. W ostatniej chwili powstrzymał głupi wyszczerz, który
próbował wypłynąć mu na usta. Pozwolił sobie jedynie na lekki uśmiech, kiedy
przechodził przez próg, czując się tak, jakby właśnie wrócił do domu.
Położył owiniętą w pelerynę mapę na fotelu i nie czekając na mężczyznę ruszył w
stronę sypialni. Chciał po prostu jak najszybciej znaleźć się w jego łóżku. W tym
czarnym, pachnącym Severusem łóżku.
W pomieszczeniu panował niemal całkowity mrok, jedynym światłem było to, które
padało przez otwarte drzwi do salonu. Harry zdjął okulary i odłożył je na szafkę
nocną, po czym wśliznął się pod przykrycie i położył na samym skraju łóżka,
czekając na Snape'a. Nawet nie musi go dotykać. Po prostu chciał czuć jego
obecność. To mu wystarczało. Sam fakt, że mógł tutaj zostać, napełniał go radością.
Usłyszał kroki i cicho zamykane drzwi. A po chwili materac obok niego ugiął się.
Kiedy Severus w końcu ułożył się i znieruchomiał, w pomieszczeniu zapadła cisza.
Harry miał wrażenie, że w tej jedwabistej ciszy każdy szelest rozbrzmiewa głośniej
niż wybuch petardy, dlatego nie odważył się poruszyć. Leżał na boku, próbując
nawet nie oddychać i wsłuchując się w spokojny oddech Severusa.
Ale w końcu nie potrafił już wytrzymać. Najostrożniej, jak potrafił, przewrócił się na
drugi bok, przodem do mężczyzny. Nie widział go. W sypialni zalegał ten rodzaj
gęstego mroku, który można by kroić na plasterki.
I zapragnął go czymś rozproszyć. Przesunął w ciemności rękę i odnalazł
spoczywającą na pościeli dłoń Severusa. Pogłaskał ją. Delikatnie, ledwie muskając
skórę.
- Dziękuję - wyszeptał, nie potrafiąc zrozumieć, dlaczego jego głos jest taki
zachrypnięty.
Severus nie odpowiedział. Zamiast tego złapał jego dłoń i łagodnie ją uścisnął.
Harry wstrzymał oddech, czując rozrastające się w piersi ciepło. Nie próbował zabrać
ręki. Wiedział, że to ten rodzaj uścisku, który potrafi trwać bardzo długo. Nawet przez
całą noc.
* "Comotase" by Skil et
--- rozdział 38 ---
38. Knowing me, knowing you
I'm falling even more in love with you
Letting go of all I've held onto
I'm standing here until you make me move
I'm hanging by a moment here with you*
Part 1