chyba musiał mieć jakiś powód.
- Puchar przeniósł mnie i Cedrika na cmentarz. Był tam grób Toma Riddle'a. W
momencie, kiedy zaczęła mnie boleć blizna, domyśliłem się, że gdzieś w pobliżu
musi być Voldemort. A później... a później z ciemności wyszedł Glizdogon, niosąc go
na rękach. I Voldemort rozkazał mu zabić Cedrika. Powiedział "zabij
niepotrzebnego". - Harry mimowolnie wzdrygnął się, przypominając sobie te słowa i
przerażenie, które poczuł, kiedy zielony promień uderzył w ciało Puchona. A także...
w ciało Severusa. Zacisnął na moment oczy i wziął głęboki oddech. - Wszystko działo
się tak szybko. Zostałem przywiązany do pomnika, nie mogłem się poruszyć.
Glizdogon użył mojej krwi, kości z grobu Toma Riddle'a i swojej odciętej dłoni, aby
przywrócić go do życia. A ja nie mogłem nic zrobić. Patrzyłem tylko, jak Voldemort
przyjmuje ciało, jak... staje przede mną i przywołuje swoich Śmierciożerców. - Harry
zawahał się na moment, ponieważ w jego głowie pojawiła się pewna myśl. - Czy ty...
czy ty czułeś, że on powrócił? - Jego oczy mimowolnie powędrowały do lewego
ramienia Severusa, spoczywającego nieruchomo na oparciu fotela.
- Tak, Potter. Czułem to - odparł spokojnie mężczyzna i przez głowę Harry'ego
przemknęła dziwna, błyskawiczna myśl, że powiedział to aż za spokojnie. Tak
jakby...
- Ale... co wtedy poczułeś? - Nie wiedział, dlaczego zadał to pytanie, ale musiał to
wiedzieć. Wbił wzrok w twarz Snape'a, na której nie poruszał się nawet jeden
mięsień. Była niczym wyrzeźbiona z kamienia.
- Poczułem, że spełniły się moje przewidywania - odparł w końcu mężczyzna
beznamiętnym głosem, powoli odwracając głowę w stronę kominka i spoglądając w
ogień. - Nie miałem wtedy czasu głębiej tego rozważać. Od razu powiedziałem o
wszystkim Dumbledore'owi. Musieliśmy podjąć odpowiednie kroki. I dokonać kilku
istotnych decyzji. Co było dalej, Potter?
Harry zamrugał na tę nagłą zmianę tematu. Skoncentrował się na przypomnieniu
sobie szczegółów wydarzeń na cmentarzu.
- Voldemort wymienił kilku Śmierciożerców z nazwiska. Był tam Lucjusz Malfoy,
Crabbe i Goyle, Avery, Macnair i Nott. I zaczął do nich przemawiać, a później...
- Co Czarny Pan powiedział swoim Śmierciożercom? - zapytał Severus, przerywając
mu i Harry nie potrafił pozbyć się wrażenia, że wyjątkowo się tym interesuje. Ale w
końcu był wśród nich szpiegiem. To było normalne, że chciał wiedzieć takie rzeczy.
- On... mówił, że go opuścili, że żaden nie próbował go odnaleźć, że są nielojalnymi
zdrajcami, którzy się go wyparli, aby zachować wolność i tylko Lestrange'owie byli
mu do końca wierni i zostaną za to wynagrodzeni. - Harry zamyślił sie, próbując
sobie dokładnie przypomnieć wypowiedź Voldemorta. - Powiedział też, że tylko
Glizdogon do niego powrócił, chociaż jest takim samym zdrajcą, jak cała reszta, ale
jako jedyny mu pomógł i...
Severus pochylił się jeszcze bardziej. Wyglądał tak, jakby miał ochotę rzucić się na
Harry'ego i wydrzeć mu słowa prosto z gardła.
W jego umyśle rozbłysły wspomnienia. Już ktoś kiedyś zadawał mu podobne pytania
i podobnie reagował.
Fałszywy Moody.
- ...i powiedział, że któryś z nich go zdradził i zapłaci za to śmiercią, a jeden, ten
najwierniejszy, przebywa w Hogwarcie i wykonuje jego polecenia - wydusił w końcu
Harry i wstrzymał oddech, obserwując, jak oblicze Severusa rozluźnia się i
mężczyzna odwraca głowę w stronę ognia. Harry mógłby przysiąc, że zanim to zrobił,
dostrzegł na jego twarzy nikły uśmiech.
- Dumbledore twierdzi, że chodziło mu o Karkarowa i Barty'ego Craucha Juniora -
powiedział głośno Harry, nie mając pojęcia, dlaczego. Przecież Snape o tym
wiedział. Prawda? To tak, jakby próbował raczej przekonać samego siebie.
- Co było później, Potter? - zapytał głucho Snape, nie odrywając spojrzenia od ognia.
Harry przełknął ślinę.
- Voldemort uwolnił mnie. Kazał mi ze sobą walczyć. Wiedziałem, że nie mam z nim
szans. Nigdy w życiu tak się nie bałem... - wyszeptał cicho, ponownie spuszczając
głowę i spoglądając na swoje kolana. - Schowałem się za nagrobkiem. Ale
wiedziałem, że nie mogę tam siedzieć w nieskończoność. Musiałem coś zrobić. -
Mimowolnie spojrzał w ogień. Miał dziwne wrażenie, że dokładnie w tej chwili
znajduje się na cmentarzu. Wszystko było takie wyraźne. Każda myśl, która
przelatywała wtedy przez jego umysł. - Pomyślałem sobie... albo on, albo ja. To jest
to. To ta chwila. Muszę się z nim zmierzyć. Wiedziałem, że to kiedyś nastąpi, ale nie
sądziłem, że tak szybko. Nic jeszcze nie umiałem. Nie miałem szans i... wiedziałem o
tym. Ale to było przecież moje zadanie. Moje przeznaczenie. - Oderwał wzrok od
ognia i ponownie spuścił głowę. Czuł ból w piersi. Strach. Ale to się już przecież
skończyło. Jest bezpieczny. Przynajmniej na razie. - Przyjąłem wyzwanie i stanąłem
przed nim. Rzuciłem Expelliarmus przeciwko jego Klątwie Uśmiercającej. - Czy mu
się wydawało, czy Severus parsknął cicho? - I wtedy nasze różdżki połączyły się w
dziwny sposób. I zobaczyłem Cedrika i swoich rodziców. Oni go powstrzymali, a ja
pobiegłem do świstoklika i... wróciłem do Hogwartu.