Severus pokiwał głowę dając Harry'emu do zrozumienia, że zna dalszy ciąg tej

historii.

Przez długi czas panowała cisza. Harry walczył ze swoimi myślami, które

nieproszone wypływały na powierzchnię jego umysłu i nie dawały mu spokoju. Nie

potrafił jednak ich powstrzymać. Musiał coś powiedzieć. Patrzył na siedzącego przed

nim, pogrążonego we własnych myślach mężczyznę i chciał mu dać jakoś do

zrozumienia, że on także tu jest.

- Severusie... - Pochylił się do przodu, przełykając ślinę. - Ja... ty... wiem... myślę, że wiem, co on ci każe robić...

Snape odwrócił głowę i Harry cofnął się, widząc płonący lód w jego oczach.

- Wierz mi, że nie wiesz i raczej nie chciałbyś tego wiedzieć - odparł cicho.

Chłopak zawahał się. Nie potrafił oderwać wzroku od tego mrocznego spojrzenia.

Poczuł ciarki na plecach. Ale nie stchórzy, nie odwróci się, nie ucieknie. Ponieważ

zależało mu na nim. Chciał złapać ten mrok, wyrwać go i zobaczyć na jego miejscu

iskry. Iskry ognia, a nie lodu.

- Ja tylko... chciałbym, żebyś wiedział, że jeżeli tylko zechcesz... to możesz mi o

wszystkim powiedzieć. O wszystkim. Ja... ja to zrozumiem. - Uniósł rękę i dotknął

swojej blizny. - Ja też jestem naznaczony. Wiem, jak to jest.

W oczach Severusa na moment coś rozbłysło.

- Będę o tym pamiętał - odezwał się w końcu i Harry po raz pierwszy od początku

rozmowy usłyszał w jego głosie miękkość. - A teraz byłbym wdzięczny, gdybyś

szybko dokończył śniadanie.

Gryfon wziął do ręki widelec i zdobył się na nikły uśmiech.

- A co będziemy robić potem?

Snape zmarszczył brwi i spojrzał na niego z zaskoczeniem.

- Potem? Potem wrócisz do siebie, ponieważ ja... będę dzisiaj bardzo zajęty.

Czy tylko mu się wydawało, czy wzrok Severusa na ułamek sekundy skierował się w

stronę ukrytej za biblioteczką pracowni?

Harry spojrzał na swoje śniadanie, rozgrzebując je widelcem.

- Uhm... rozumiem - wymamrotał cicho. Wiedział, że jego marzenia o spędzeniu ze

Snape'em całego dnia były jedynie płonnymi nadziejami, ale naprawdę chciałby

pobyć z nim dzisiaj jeszcze chociaż przez jakiś czas. Mają teraz jedyną i

niepowtarzalną okazję, aby się lepiej poznać, nie niepokojeni przez nikogo. - Ale

może mógłbym przyjść wieczorem? Chociaż na trochę? Przyniosę książki, będę się

uczył, nawet mnie nie zauważysz. Nie będę ci przeszkadzał. Tylko na chwilę. -

Severus rzucił mu długie, zamyślone spojrzenie. - Proszę - dodał Harry, wiedząc, że

to niemal zawsze działa.

- Dobrze - odparł w końcu mężczyzna. - Może uda mi się znaleźć dla ciebie trochę

czasu pomiędzy siódmą a dziewiątą wieczorem. Ale masz być punktualnie.

Harry uśmiechnął się.

- Oczywiście.

Nie wiedział dlaczego, ale faszerowane pieczarkami jajka wydawały mu się teraz o

wiele smaczniejsze.

***

Harry odłożył podręcznik do wróżbiarstwa i ziewnął. Oczy same mu się zamykały.

Nie dość, że w nocy spał naprawdę niewiele, ponieważ sam fakt, że leżał obok

Severusa wystarczał, aby nie mógł zmrużyć oka, to na dodatek postanowił w końcu

zabrać się do nauki, skoro i tak nie miał dzisiaj nic innego do roboty, a wróżbiarstwo

potrafiło uśpić każdego w bardzo krótkim czasie.

Zerknął na zegarek. Była czwarta po południu. Chyba nic wielkiego się nie stanie,

jeżeli trochę się zdrzemnie? Z Severusem umówił się dopiero na dziewiętnastą.

Wolałby pójść do niego wypoczęty. Zresztą może pouczyć się u niego, skoro tak mu

powiedział. Nie miał na to ochoty, ale skoro to był jedyny sposób, aby mężczyzna

pozwolił mu do siebie przyjść, to trudno.

Odłożył okulary na stolik, przewrócił się na bok i bardzo szybko zapadł w przyjemny

sen.

*

Kiedy Harry otworzył jedno oko, w polu jego rozmazanego wzroku pojawił się nocny

stolik i stojący na nim zegar. Tykał cicho i uspokajająco. Chłopak wpatrywał się w

niego przez chwilę, próbując wyrwać swój umysł z miękkiego kokonu snu. Powoli

powracały do niego istotne informacje: kim był, gdzie był i najważniejsze - co miał

zrobić.

Miał iść do Severusa. A tak. Która to była godzina?

Wyciągnął rękę i pomacał blat stolika, szukając swoich okularów. Przewrócił się na

plecy i założył je na nos, po czym ponownie odwrócił głowę i powstrzymując

ziewnięcie, spojrzał na tarczę zegara.

I w tym momencie poczuł się tak, jakby ktoś oblał go lodowatą wodą i zrzucił z łóżka.

Było prawie piętnaście po siódmej.

Zerwał się z posłania i zatoczył do przodu.

- Cholera! Cholera! Cholera! - przeklinał pod nosem, przerzucając kufer i próbując

wygrzebać z niego podręcznik do Eliksirów, Zaklęć i Historii Magi .

Mógł to przewidzieć. Co też go podkusiło? Chciał się tylko zdrzemnąć, a nie

przespać połowy dnia! Cholera!

Złapał swoją pelerynę, wcisnął ją do kieszeni, wziął pod pachę książki i wybiegł z

dormitorium.

Zbiegając po schodach, przeskakiwał po dwa stopnie, nie potrafiąc pozbyć się wizji,

w której Snape łapie go i wyrzuca za drzwi za to, że się spóźnił. I cały plan szlag trafi!

Przyspieszył jeszcze bardziej, próbując przeskakiwać aż po trzy stopnie. Balansował

niebezpiecznie na krawędziach schodów, tylko od czasu do czasu łapiąc poręcz

jedną ręką, ponieważ musiał podtrzymywać książki, aby mu nie wypadły. W pewnym

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги