momencie niewiele zabrakło, a podręcznik do Eliksirów wyśliznąłby mu się z rąk.

Harry puścił poręcz, złapał wysuwającą się książkę i w tym momencie jego noga

zapadła się w znajdujący się w schodach fałszywy stopień, który zupełnie przeoczył.

Całym impetem i szybkością poleciał do przodu, książki wypadły mu z rąk i stoczyły

się po schodach, a Harry zawadził kolanem drugiej nogi o ostrą krawędź stopnia

poniżej, ratując się przed uderzeniem w nie twarzą tylko dzięki temu, że w ostatniej

chwili wyciągnął przed siebie ręce i zamortyzował upadek. W jego lewym nadgarstku

coś chrupnęło, ręce ugięły się, a łokcie trzasnęły o drewno. Jego twarz zatrzymała

się milimetry od krawędzi stopnia.

Przez chwilę dyszał ciężko, zbyt zszokowany, aby wykonać jakikolwiek ruch. Leżał

na schodach głową w dół, z jedną stopą nadal uwięzioną w stopniu i starał się

uspokoić szaleńcze bicie serca. Przymknął na chwilę powieki i potrząsnął głową,

próbując pozbyć się plam przed oczami. Dopiero teraz, kiedy szok i adrenalina

opadły, zaczął odczuwać kłujący i piekący ból w niemal każdej części ciała. Najgorzej

było z jego uwięzioną nogą, kolanem drugiej nogi i najprawdopodobniej zwichniętym

nadgarstkiem. Spróbował się poruszyć i zacisnął zęby, kiedy rana na nodze otarła

się o krawędź otworu, w który wpadła jego stopa. Stękając, pojękując i podpierając

się na jednej ręce, zaczął mozolnie wspinać się do tyłu po stopniach, próbując wstać

albo przynajmniej wyprostować się na tyle, aby móc odzyskać kontrolę nad swoim

ciałem i spróbować wyciągnąć nogę.

Ale zanim do końca mu się to udało, z sufitu nad nim wynurzył się Irytek,

zaśmiewając się wniebogłosy.

- Potter-ciamajda schodząc po schodkach

Zapomniał o dziurze i wpadł do środka

Walnął jak długi, mógł zęby se wybić

A ja mam frajdę i mogę z niego szydzić!

Harry zacisnął usta. Jeszcze on na dodatek!

- Zamknij się! - warknął do fruwającej mu nad głową zjawy.

Nie bał się, że zostanie nakryty. Zawsze może powiedzieć, że schodził do biblioteki,

żeby się pouczyć.

- Potter-ciamajda... - skandował dalej duch, nie zrażając się wiązankami przekleństw,

które puszczał w jego stronę uwięziony Gryfon. Harry, próbując ignorować

niewybredne żarty złośliwego ducha, wyprostował się w końcu i usiadł na wyższym

stopniu, dysząc ciężko.

Wszystko go bolało, był spóźniony i na dodatek miał nad sobą Irytka, który zapewne

nie odczepi się zbyt szybko i będzie za nim frunął aż do lochów, śpiewając na cały

zamek swoją nową piosenkę. A Irytek nie może dowiedzieć się, gdzie Harry zmierza.

Sięgnął do kieszeni i wyjął różdżkę, kierując ją w stronę ducha:

- Jeżeli się nie zamkniesz i stąd nie odlecisz, to cię spetryfikuję! - krzyknął, próbując przebić się przez rozdzierający śpiew Irytka.

Było to złe posunięcie.

Duch zaczął rechotać, po czym wyjąc przeraźliwie, ruszył prosto na Harry'ego.

Chłopak próbował go odpędzić i w szamotaninie upuścił różdżkę, która potoczyła się

po stopniach i wylądowała kilka metrów niżej.

- No pięknie - jęknął, spoglądając z wściekłością na zataczającego się ze śmiechu

Irytka. - Przysięgam, że jeżeli tylko się stąd wydostanę, to znajdę jakiś sposób, żeby

skręcić ci ten irytujący kark.

- Potter-ciamajda... - zaintonował ponownie duch, a Harry przez chwilę miał ochotę

zacząć wyrywać deski podłogowe i w niego rzucać.

Spróbował uwolnić nogę. Szarpnął raz i drugi, zaciskając zęby, kiedy obdarta skóra

ocierała się o złamane drewno.

No nie, jeszcze tylko tego brakowało!

Zaparł się drugą nogą, nie zważając na pieczenie w kolanie, złapał się poręczy i

zaczął ciągnąć i szarpać, próbując uwolnić stopę. Ale ta ani drgnęła. Jedynym

skutkiem był coraz większy ból w zranionej nodze. Skandujący mu nad głową duch

doprowadzał go do coraz większej furii. Stopa ani drgnęła, nie mógł użyć różdżki i

miał wrażenie, że zaraz zwariuje. Czuł, że wszystko wymyka mu się spod kontroli.

I wtedy przypomniał sobie niemal identyczną sytuację z czwartego roku. Przez chwilę

miał ochotę walnąć się ręką w czoło.

Oczywiście!

- Zgredku! - krzyknął w eter i niemal podskoczył, kiedy w tej samej chwili z głośnym

trzaskiem tuż obok niego zmaterializował się skrzat.

- Och, jakże Zgredek się cieszy, że Harry Potter go wezwał! Czy Harry Potter życzy

sobie czegoś? Zgredek posłuszny, Zgredek zrobi wszystko dla Harry'ego Pottera -

paplał skrzat, wpatrując się w Gryfona z niemal boskim uwielbieniem.

- Po pierwsze, Zgredku, czy mógłbyś mnie uwolnić? - zapytał wskazując na swoją

uwięzioną nogę. Był coraz bardziej zmęczony całą tą sytuacją. Chciał się po prostu

stąd wydostać i pójść do Snape'a. Czy to aż tak wiele?

Zgredek obrzucił szybkim spojrzeniem uwięzioną nogę Harry'ego i pstryknął palcami.

Harry miął wrażenie, jakby drewno się rozsuwało, uwalniając jego stopę. Ostrożnie

wyciągnął ją z otworu i postawił na stopniu poniżej. Skrzywił się, kiedy poczuł

niewyobrażalnie piekący ból.

- Och. Harry Potter ranny! Harry Potter musi pójść do skrzydła szpitalnego, żeby

opatrzyli mu nogę! Zgredek może pomóc!

- Nie, nie trzeba, Zgredku. - Harry zamachał rękami, próbując powstrzymać

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги