paplaninę skrzata. - Dziękuję za pomoc. Nic mi nie będzie, naprawdę, to tylko drobne

zadrapanie.

- Potter-ciamajda...

Harry zacisnął powieki, słysząc po raz kolejny skrzeczący głos Irytka.

- Ale mam jeszcze jedną prośbę, Zgredku. Czy mógłbyś odnaleźć Krwawego Barona

i powiedzieć mu, że Irytek go szuka?

Duch zamilkł tak nagle, jakby ktoś zatkał mu usta pufkami.

- Ty podstępny, przebrzydły kretynie! - zaskrzeczała zjawa. - Nie szukam go! Wcale

nie szukam! Nie jego! NIEEE!

- Oczywiście! Zgredek spełni każdą prośbę Harry'ego Pottera! - odparł skrzat,

ignorując przerażone wrzaski Irytka, po czym zniknął.

Harry obejrzał się na obrzucającego go przekleństwami ducha, który wywinął kilka

koziołków i wyjątkowo szybko zniknął w najbliższej ścianie.

Westchnął, rozkoszując się ciszą, która nareszcie zapadła i spróbował się podnieść.

Nie było to łatwe. Na prawą nogę ledwie mógł chodzić, a lewa także była poobijana.

Spodnie na kostce były rozdarte i przez porwany materiał zobaczył zakrwawioną

szramę, którą otaczała zdarta skóra. Nie wyglądało to zbyt dobrze, ale nie mógł teraz

pójść do skrzydła szpitalnego, bo w ogóle nie udałoby mu się już dzisiaj dotrzeć do

Snape'a. Nie był tak dobry w magi uzdrawiającej jak Hermiona, nie potrafił wyleczyć

nawet siniaka, a co dopiero czegoś takiego, dlatego pozostało mu tylko zacisnąć

zęby, zebrać swoje książki, podnieść z podłogi różdżkę i utykając, ruszyć do lochów.

Kiedy dotarł na parter, schował się za posągiem wściekłego ghula, zarzucił na siebie

pelerynę niewidkę i mozolnie powędrował dalej. Przy każdym kroku musiał zaciskać

zęby, aby nie pojękiwać i nie wydać z siebie żadnego innego dźwięku. Droga do

lochów zajęła mu dwa razy więcej czasu niż normalnie i z każdym kolejnym krokiem

coraz bardziej obawiał się, w jaki sposób zostanie przyjęty. Jednego był pewien -

Severus nie będzie zadowolony.

Kiedy w końcu dotarł pod drzwi był już niemal wykończony, zarówno fizycznie, jak i

psychicznie, ciągłym obawianiem się, co Snape mu powie albo zrobi za to, że aż tak

się spóźnił.

Odetchnął głęboko kilka razy i dotknął drzwi, które natychmiast stanęły przed nim

otworem. Przykuśtykał przez gabinet i stanął przed drzwiami do salonu. Zdjął z siebie

pelerynę, schował ją do kieszeni, poprawił wysuwające mu się z rąk książki, przełknął

ślinę i zapukał.

Serce prawie wyskoczyło mu z piersi, kiedy klamka poruszyła się i drzwi otworzyły

się z rozmachem. Harry'emu wystarczyło jedno spojrzenie na twarz Mistrza Eliksirów,

aby przekonać się, że jego przewidywania co do tego, jak wściekły będzie Snape

sprawdziły się jedynie w połowie. Było znacznie gorzej.

Harry miał wrażenie, że jeszcze chwila, a mężczyzna zatrzaśnie mu drzwi przed

nosem i wszystkie wieczorne plany legną w gruzach już całkowicie.

Ale tak się nie stało.

Severus odsunął się i bez słowa wpuścił go do środka. Harry wyprostował się i

zacisnął zęby, po czym starając się wytrzymać ból, przekroczył próg.

W momencie, kiedy drzwi się za nim zatrzasnęły, pokój wypełnił się wibrującym z

wściekłości głosem Severusa:

- Czy jesteś aż tak tępy, że nie rozumiesz, co oznacza słowo "punktualność", Potter?

Czy może uważasz się za pępek świata i wszyscy powinni rzucać swoje zajęcia i z

anielską cierpliwością czekać, aż Wybraniec zaszczyci ich swoją obecnością? Jeżeli

miałeś aż tak ważne sprawy, które nie pozwoliły ci przybyć tutaj punktualnie, to może

do nich wrócisz i nie będziesz już marnował mojego czasu?

Harry stał ze spuszczoną głową, czekając, aż tyrada Snape'a dobiegnie końca, ale

wyglądało na to, że mężczyzna dopiero się rozkręcał. W jego głosie płonęła taka

wściekłość, jakiej Harry już dawno nie słyszał. I wiedział, że w tej chwili jakiekolwiek słowo z jego strony byłoby tylko zapalnikiem, który podpaliłby lont i to wszystko

mogłoby się skończyć jedynie jeszcze większą eksplozją i nim lądującym za drzwiami

z zakazem wstępu do komnat Snape'a przez najbliższe kilka tygodni. Dlatego stał

cicho i po prostu czekał, aż mężczyzna wyładuje całą furię.

- Ale czego można się było spodziewać po takim abderycie, jak ty? - Harry na końcu

języka miał pytanie "kim?", ale w ostatniej chwili się powstrzymał. - Odziedziczyłeś najgorsze cechy swojego ojca! Lekkomyślność, zadufanie, arogancję i pychę! -

wyliczał dalej Snape, a jego głos stawał się coraz bardziej syczący. Harry zacisnął

pięści. Spodziewał się czegoś takiego. Nie da mu się sprowokować! - W związku z

tym twój czas tutaj zostanie odpowiednio zredukowany, skoro i tak ci na nim nie

zależy. Masz pół godziny. Czy to cię satysfakcjonuje?

Harry westchnął cicho i pokiwał głową. Był zbyt wykończony po tym wszystkim, co go

spotkało, by mieć jeszcze siłę na kłótnię z Severusem. Będzie musiał po prostu

poczekać, aż mu przejdzie.

Severus odwrócił się na pięcie i z wściekłym szelestem szat ruszył do swojego fotela

przy kominku. Harry spojrzał na stojące na stoliku dwa wypełnione czymś

przezroczystym kieliszki i zrobiło mu się głupio, że z jego powodu cały ich cudowny

wieczór szlag trafił.

Snape miał rację. Przynajmniej częściowo.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги