- Zostało ci dwadzieścia dziewięć minut, Potter. Czy masz zamiar stać tam przez cały

ten czas? - warknął mężczyzna, odwracając głowę i spoglądając na niego. - Jeżeli

sobie życzysz, to mogę postawić ci fotel pod drzwiami. Naprawdę wszystko mi jedno,

co zamierzasz teraz robić.

Harry potrząsnął głową i powoli ruszył w stronę stojącego przed kominkiem fotela.

Bardzo powoli. Zaciskał pięści, starając się iść jak najbardziej normalnie, ale było to

niemożliwe. Jedna noga uginała się pod nim, a za każdym razem, kiedy zraniona

stopa dotykała podłogi, nie potrafił powstrzymać grymasu bólu, wypływającego mu

na twarz.

Zobaczył, że mężczyzna marszczy brwi, a jego wzrok wędruje w dół, ku jego nogom.

Zrobiło mu się jeszcze bardziej głupio. Nie chciał kolejnej tyrady czy naśmiewania

się. Naprawdę miał już dosyć.

Z trudem udało mu się dobrnąć do fotela i opaść na niego z ulgą. Jednak kiedy tylko

usiadł, usłyszał głos Severusa:

- Co ci się stało w nogę, Potter?

Harry poczuł, że się rumieni. Odłożył trzymane w rękach książki na stolik i nie

spoglądając mężczyźnie w oczy, zwrócił twarz w stronę kominka.

- N-nic - wymamrotał. Nie chciał mu tego mówić. To nic przyjemnego opowiadać

wokoło, że jest się fajtłapą, która nie potrafi nawet zbiec po schodach, żeby czegoś

sobie nie uszkodzić.

- Potter, zadałem ci pytanie. - Głos Snape'a stał się ostrzejszy.

Cóż, chyba nie było sensu dalej się upierać? Nie mógł tego ukryć, nie mógł skłamać,

bo Severus i tak pewnie dowiedziałby się w końcu prawdy, a przez to mógłby narazić

się na jeszcze większy gniew.

- Ja... - zaczął, nie odrywając spojrzenia od ognia. - Nie chciałem się spóźnić.

Zbiegałem po schodach i... wpadłem w taki fałszywy stopień. Zawsze go omijam, ale

tym razem naprawdę się spieszyłem. Upadłem i nie mogłem się uwolnić. A potem

pojawił się Irytek, upuściłem różdżkę i musiałem poprosić Zgredka o pomoc i...

Przepraszam, że musiałeś na mnie czekać tylko dlatego, że jestem taki niezdarny -

powiedział cicho, czując płonący wstyd rozgrzewający mu policzki. - Potem chciałem

przyjść jak najszybciej, ale... tak bardzo mnie bolało, że nie mogłem.

Już. Powiedział to. A teraz Snape może nadal go obrażać i wyśmiewać się, tak jak

Irytek, że jest ciamajdą i ofiarą losu. Teraz było mu już wszystko jedno. Czuł się

zmęczony. Bardzo zmęczony.

Ale zamiast tego usłyszał tylko, że mężczyzna wstaje. Odetchnął z ulgą, że nie

zamierza mieszać go z błotem. Zapadł się w fotelu i wbił wzrok w strzelające w

ognisku płomienie.

To wszystko miało potoczyć się zupełnie inaczej. A wyszło całkowicie na opak. Miał

tutaj przyjść i uczyć się, mieli porozmawiać ze sobą, spędzić miło czas, może

nawet... porobić coś ciekawszego. A skończyło się na wrzaskach, wściekłości i

wstydzie.

I to wszystko przez niego! Gdyby nie poszedł spać, to nie zaspałby, nie musiałby się

tak spieszyć, nie wpadłby w dziurę, nie musiałby uganiać się z Irytkiem ani wzywać

na pomoc Zgredka i...

Nagle jego myśli urwały się i niemal podskoczył w fotelu, czując, że coś lub ktoś łapie

go za zranioną kostkę. Oderwał wzrok od ognia i spojrzał w dół, a jego serce

zatrzymało się.

Severus klęczał przed nim na podłodze. W jednej ręce trzymał słoik z jakąś

przezroczystą maścią, a drugą ostrożnie podwijał nogawkę jego spodni. Po chwili

odłożył słoik na podłogę, złapał go za łydkę i ściągnął mu ze stopy buta, a później

znacznie wolniej i ostrożniej zdjął także skarpetkę. Harry zacisnął dłonie na

oparciach fotela, czując piekący ból, kiedy bawełna otarła się o poranioną skórę.

Ale te odczucia były sukcesywnie wypierane przez jedną, niezwykle jasną i wyraźną

myśl, która krzyczała mu prosto do ucha:

Severus klęczał przed nim! Klęczał. Przed nim. Naprawdę to robił. I miał zamiar

opatrzyć mu nogę.

Harry nie wiedział, że można czuć naraz aż tak wiele różnych emocji: ulgę,

zaszokowanie, radość i podniecenie. A najdziwniejsze było to, że widok klęczącego i

pochylającego się do przodu Severusa wyjątkowo rozbudzał to ostatnie uczucie i

sprawiał, że jego członek zaczynał coraz bardziej interesować się sytuacją.

Harry nie widział dokładnie twarzy mężczyzny, częściowo zakrytej opadającymi na

nią czarnymi włosami, ale dostrzegał na niej skupienie i konsternację, kiedy

zmrużone oczy dokładnie badały ranę. Ciemne brwi zmarszczyły się jeszcze bardziej

i Harry wiedział, co to oznacza. Że nie jest najlepiej.

Severus sięgnął po słoik i nabrał na palce dużą ilość przezroczystej substancji, po

czym ostrożnie uniósł stopę Harry'ego, oparł ją na swoim udzie (w tym momencie

Harry ujrzał w swoim umyśle niezwykle wyraźną wizję i coś w jego lędźwiach

szarpnęło się) i delikatnie dotknął rany.

Harry westchnął, czując przyjemny chłód łagodzący bolesne pieczenie, kiedy Snape

rozsmarowywał maść po jego skórze, ale od czasu do czasu z jego ust wyrywały się

jęki, nawet pomimo tego, że próbował je stłumić. Każdy, nawet tak kojący dotyk

przynosił mu poza ulgą także ból. Ale za każdym razem, kiedy wydawał z siebie

głośniejszy dźwięk, Severus zatrzymywał się na moment i jeszcze ostrożniej dotykał

skaleczonego miejsca.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги