- Czy zraniłeś się gdzieś jeszcze? - zapytał cicho, kiedy skończył i Harry zdziwił się,
jak niepewnie zabrzmiał jego głos.
- W kolano - wyszeptał cicho. - To drugie - dodał, kiedy Severus dotknął jego prawej
nogawki, aby podciągnąć ją jeszcze wyżej.
Mężczyzna przesunął się i podwinął spodnie Harry'ego aż za kolano. Chłopak ujrzał
zdartą skórę i cień fioletu, na który zabarwiał się już siniak. Tym razem nie bolało już tak bardzo i Harry mógł skupić się na kontemplowaniu tego niesamowitego widoku i
wyobrażaniu sobie tego wszystkiego, co mógłby mu robić klęczący na podłodze
Snape. A miał naprawdę bogatą wyobraźnię.
- Coś cię jeszcze boli? - zapytał ponownie Severus, kiedy dokładnie już wsmarował
chłodną substancję w jego kolano.
- Chyba zrobiłem sobie coś z nadgarstkiem - wymamrotał Harry, wyciągając przed
siebie rękę. Było mu trochę głupio, że tak pomyślał, ale z chęcią mógłby się jeszcze
trochę poobijać, gdyby tylko mógł dłużej napawać się tym widokiem.
Severus podciągnął rękaw jego koszuli.
- Zwichnięty - stwierdził krótko i zanim nałożył maść, wyciągnął różdżkę i przyłożył jej koniec do nadgarstka Harry'ego. Nie wypowiedział żadnego zaklęcia. Zamknął
jedynie oczy, a jego czoło zmarszczyło się w skupieniu. Po chwili Harry poczuł
łaskoczące ciepło, spowijające jego dłoń i zobaczył jasny promień, który owinął się
wokół nadgarstka i zacisnął na nim. Przez chwilę miał wrażenie, jakby jego ręka
została owinięta ciepłym bandażem, unieruchamiając kości i przesuwając je na
właściwe miejsce. Skrzywił się, czując przebłysk bólu, ale trwało to tylko chwilę.
Blask zniknął, ale ciepło pozostało. Severus otworzył oczy, schował różdżkę i sięgnął
po maść, aby nałożyć ją na zranione miejsce. Harry dopiero teraz dostrzegł, jak
bardzo napuchnięty był jego nadgarstek. Po łagodnym wsmarowaniu specyfiku w
skórę, Severus odłożył maść na podłogę i pochylił się, aby ją zakręcić.
Harry wstrzymał oddech, ponownie uderzony pobudzającymi obrazami. A gdyby
tak... gdyby go o to poprosił?
Nie, do diabła! Na pewno nie teraz, kiedy Snape był na niego taki wściekły! Tylko by
go wyśmiał, a Harry znowu by się upokorzył.
Nie, kiedy indziej. Zrobi to, ale kiedy indziej. Kiedy tylko zbierze w sobie dostatecznie dużo odwagi.
Severus wziął do ręki słoik i spojrzał do góry na Harry'ego. Ich spojrzenia spotkały się i kiedy mężczyzna zmarszczył lekko brwi, Harry zrozumiał, że pragnienie, które
odczuwa jest aż nazbyt widoczne w jego błyszczących, otwartych szeroko,
wpatrzonych w Severusa z zachwytem oczach. Błyskawicznie odwrócił głowę.
Cholera! Co Snape sobie o nim pomyśli? Chce mu pomóc, a on ma w głowie tylko
jedno! Niech to szlag!
Jednak nawet jeżeli Severus dostrzegł jego pragnienie, to nie skomentował tego.
Harry odetchnął z ulgą.
- Dam ci tę maść - odezwał się po chwili mężczyzna, kładąc słoik na stoliku. - Masz
smarować nią wszystkie zranione miejsca trzy razy dziennie. Najgrubszą warstwę
nanoś na kostkę.
Harry pokiwał głową, nie będąc na razie w stanie spojrzeć Severusowi w oczy.
Gdyby tylko udało mu się uspokoić to głupie serce i pełzające po policzkach
płomienie...!
- Dziękuję - wyszeptał. - Naprawdę dziękuję. - Zdobył się na słaby uśmiech i dopiero
teraz podniósł głowę, ale w tym samym momencie mężczyzna odwrócił się i ruszył w
stronę sypialni. Harry domyślił się, że pewnie poszedł umyć ręce. Upewnił go w tym
dźwięk otwieranych drzwi do łazienki, a po chwili szum wody w umywalce.
Spojrzał na wiszący na ścianie zegar. Zgodnie ze słowami Snape'a, miał jeszcze
piętnaście minut. Pochylił się do przodu, aby założyć buta. Skarpetkę schował do
kieszeni.
Po chwili Severus wrócił z łazienki i bez słowa przeszedł przez salon, kierując się do
gabinetu. Harry słyszał brzęczące odgłosy przestawianych butelek. Spojrzał na drzwi,
zaciekawiony zachowaniem mężczyzny, ale błyskawicznie odwrócił głowę, kiedy
tylko drewniane skrzydło się poruszyło. Severus zatrzymał się przed nim i wyciągnął
w jego stronę średniej wielkości butelkę. Szkło było tak ciemne, że Harry nie widział
koloru znajdującej się we wnętrzu naczynia substancji.
- Wypij połowę teraz, a drugą połowę jutro rano - powiedział Snape, wręczając mu
eliksir.
Harry spojrzał z ciekawością na etykietę.
Eliksir Wiggenowy - głosił napis, w którym rozpoznał ostre pismo Severusa.
Odkorkował butelkę i wziął kilka łyków. Mikstura okazała się tak obrzydliwa, że w
pierwszej chwili miał ochotę ją wypluć. Była śluzowata i gorzka. Zmusił się jednak,
aby przełknąć całą porcję, po czym zakorkował eliksir i włożył go do kieszeni.
- Dzięki - wyksztusił, krzywiąc się i próbując pozbyć się z ust gorzkiego smaku.
- Jak się teraz czujesz? - zapytał Severus, siadając ponownie w swoim fotelu.
Powiedział to pozornie od niechcenia, ale Harry wyczuł w pytaniu szczere
zainteresowanie.
- Znacznie lepiej - odparł, uśmiechając się lekko. Sięgnął po stojący na stole kieliszek białego wina i wypił je duszkiem. Kiedy odstawił puste naczynie, zauważył wpatrzone
w siebie ciemne oczy i uniesioną brew Severusa.
- Chciałem się pozbyć tego obrzydliwego smaku - wyjaśnił szybko. - Posłuchaj... -