— Ale co? — warknął strategos. Obrócił się od stołu ku staremu Arabowi. Dzieliło ich co najmniej sześć pusów, lecz Berbelek był na tyle wysoki, że i tak zdawało się, iż nachyla się i napiera ciałem na Efremowego szczura. Jakub ibn Zaza skrzywił się, odwrócił wzrok, zapadł głębiej w fotel. — Ale co? — sierdził się Berbelek. — Wiecie, że to jego robota, ale wolicie nie włączać się bezpośrednio do wojny, na której nie zyskacie żadnych ziem, tak? Ty i Rabitia, tylko wy tutaj nie graniczycie z Czarnoksiężnikiem. Chcecie się wycofać, jak reszta? — Machnął ręką, obejmując gestem niewidoczne okręty innych szczurów. — Na bogów, trochę wyobraźni! Kiedyś on stanie na waszych granicach i wtedy co — co powiecie na przykład Anaxegirosowi? „Czekaj, nie twoja sprawa, jeszcze nie Krzywi ci Herdonu?” Kretyni! Tchórze! Kratistosi o sercach doulosów! A gnijcie w swoich twierdzach, czekajcie, aż adynatosi podejdą wam pod mury. Tfu!

Milczeli, zażenowani.

Strategos wyrwał Aurelii drugą czarę i wypił jednym haustem resztę midajskiego. Księżycowe pyrwino nie robiło już na nim wrażenia, Aurelia wiedziała, że jad Illei związał na stałe Ogień w jego ciele, w ciele i w duszy — od krzyku esthlosa Berbeleka drżały klosze lamp.

Wszystkie te tyrady, wyzwiska, miotanie się nad mapami, wszystko to jednakowoż przynosiło efekt. Uczestniczyła przecież także w poprzednich spotkaniach szczurów na okeanosie (na pierwsze wezwanie przybyło ich tylko troje). Wracali potem do swych panów zawsze odrobinę skręceni ku Formie Berbeleka, z odciskiem jego morfy w myślach, słowach i zachowaniu, zanosili to świadectwo kratistosom; odbita fala powracała spotęgowana. Oczywiście sami kratistosi nie ulegną Formie żadnego strategosa, jakkolwiek potężnego — ale biorą odtąd tę Formę pod uwagę, ujmują ją w swoich planach i zmieniają je podług niej. Oto jest nowe narzędzie do wykorzystania. Może istotnie da się go użyć do Wygnania Czarnoksiężnika? Może istotnie coś na tym zyskamy? Maksym rzeczywiście przesadził z tymi arretesowymi kakomorfami, nie powinien był Krzywić kerosu. Dajmy strategosowi szansę. Potem trochę większą. I jeszcze większą. Jeśli się mu powiedzie — tylko głupiec nie korzysta z Formy zwycięstwa.

Esthlos Berbelek nie może więc ponieść ani jednej klęski. Na ponowną odbudowę nie starczy mu już czasu. Musi iść od victorii do victorii, coraz efektowniejszej.

Na razie mu się to udawało, ale Aurelia wiedziała — wymieniła ze strategosem spojrzenia, uśmiechnął się porozumiewawczo, iskry zaszczypały ją w kącikach oczu — ale wiedziała, że nie może to trwać wiecznie, nawet kratistos nie zwycięża bez końca. Nawet kratista najpotężniejsza — wtedy bowiem wszyscy jednoczą się przeciwko niej.

Ostatecznym celem każdego Zwycięstwa jest Porażka — tak jak celem Życia jest Śmierć. Któż może być bardziej tego świadom od Hieronima Kolenickiego?

„Filip Apostoł” podskoczył na fali, zatrzeszczały wręgi, esthlos Berbelek potrząsnął głową i obrócił się do Lapidesa.

— Więc muszę mieć swoją armię — podjął cicho. — I będę miał. Pytanie: kiedy?

— To z konieczności idzie powoli — rzekł anioł. — Inaczej rynki się zapadną.

Aurelia nadal nie była przekonana, czy w istocie rozsądniejszym posunięciem nie byłoby bezpośrednie przerzucenie wojska z Księżyca na Ziemię. Jednak nawet Aurelia zdawała sobie sprawę ze wszystkich komplikacji politycznych, jakie spowodowałoby pojawienie się w Europie zbrojnych Zastępów Pani. Berbelek, Ombcos i Lakatoia odrzucili z miejsca ów pomysł. Co natomiast mogli bezpiecznie sprowadzać z Księżyca: bezimienne pieniądze, by sfinansować armię miejscową. Od dwóch lat przez Oroneię szedł więc przemyt nieprzebranych bogactw Labiryntu. Illea Okrutna kupowała Berbelekowi wojsko.

— W tej chwili angażujemy dwie trzecie śródziemnomorskiego czarnego handlu — stwierdził Lapides. — Twój Aneis Panatakis, esthlos, przerzuca księżycowe złoto i diamenty Nilem i karawanami do Axum i Agorateum i przez Wschodni Okeanos do Indii i Dzunguo, tam jeszcze ceny się trzymają. Rynek brytyjski zabiliśmy już całkowicie. Nie ma nic kosztowniejszego od wojny.

— Kristoff miał otworzyć linię do Iponu.

— Ryter Njute okazał się niezdolny przekonać pana Ikitę, ponoć Cesarz wydał edykt zamykający granice. Pomijając wszystko inne, to znaczy nie licząc już nawet strat wynikających ze spadków cen, nie możemy rzucić więcej niż określoną ilość danego surowca w roku, inaczej wszyscy domyślą się źródła drogą prostej eliminacji.

— Kratistosi przecież już wiedzą — mruknął Berbelek.

— Też nie wszyscy — zauważył Olaf. — A już na pewno nie królowie i aristokracja. I nie lud. Nie zdradzasz się nawet przed własnymi ludźmi. I postępujesz rozsądnie. Ilu by za tobą poszło, esthlos, gdyby wiedzieli, że czerpiesz ze skarbców Księżyca?

— Illea to finansuje, bo ona jest najbardziej narażona na adynatosową deformę.

— Może tak, może nie — pokiwał głową Jakub. — Na twoim miejscu, esthlos, nie byłbym taki pewien motywów kratisty.

— Ależ proszę bardzo, sami dajcie mi wojsko lub fundusze, jestem otwarty na propozycje!

Zaśmiali się uprzejmie.

Перейти на страницу:

Похожие книги