Nimrod obrócił się ku kobiecie. Stała oparta o blat stołu szeroko otwartymi, zielonymi oczyma wpatrując się w okrwawionego nimroda, grymas nieludzkiej dzikości na jego twarzy. Nie uciekała, powstrzymała też odruch obronny ręce opuściła luźno wzdłuż tułowia. Tylko piersi podnosiły się i opadały w rytmie panicznego oddechu — oczywiście, że była przerażona, zawsze są.
Ruszył ku niej.
— Nie! — krzyknęła.
Może sobie teraz krzyczeć, nawet gdyby —
Za jego plecami — bose stopy na kamieniu — bliżej. Odskoczył. Cios przeszył powietrze.
Wstecz! Kto? Zna go, nigdy nie zapomina twarzy, to esthlos Dawid Monszebe z Teb, narzeczony esthle Alitei Latek, ares. Ares! Och, Manat.
Starli się przy progu tarasu — sekunda, dwie, nie więcej. Nimrod kopnął aresa w goleń, łamiąc mu nogę, obnażona kość strzeliła naokoło białymi igłami. Ares sięgnął głowy Zajdara, zdarł mu pół twarzy. Pięść nimroda musnęła prawy bark młodzieńca i ramię wyskoczyło mu ze stawu. Ares pchnął otwartą dłonią w klatkę piersiową Persa, mostek i zebra pękły w tysiąc odłamków, szatkując płuca Zajdara, przekłuwając serce. Idąc naprzeciw temu ruchowi, nimrod zahaczył jeszcze lewym kciukiem o szyję Monszebe, wyrywając krtań, tętnicę, ścięgna i mięśnie.
Padli na zimny marmur.
Nimrod nie czuł tego zimna, nie czuł swego ciała; ból też zawsze nadchodził dopiero potem — czy w ogóle zdąży nadejść? Krew kleiła mu powieki, na lewe oko nic nie widział, świat odpływał od niego w jasnej zorzy poranka, słońce i zieleń, i woda, i niebo błękitne, i twarz pochylającej się nad nim esthle Amitace.
— Nie miało go tu być, nie miało go tu być, o Matko, nie wytrzymam tego od nowa, czy Hieronim nie mógł przysłać cię wcześniej?!
Nikt mnie nie przysyłał. O czym ty. Powinnaś się. A nie. Rozczarowana. To nie ma żadnego. Czekała na. A jednak. Boli.
Ogień nie jest podobny do żadnego innego żywiołu, Ogień różni się swą naturą od całej innej Materii. Jako jedyny sam siebie tworzy: z płomienia płomień, z iskry pożar. Jako jedyny powstaje przez użycie siły. Jego jedynego można w ogóle stworzyć; innych żywiołów nie sposób — a Ogień tak, jest wiele metod. Inna Materia istnieje sama z siebie, niepodległe, Ogień wszakże zawsze potrzebuje jakiegoś podłoża, paliwa, nosiciela.
Aurelia czuje wszakże, że w istocie Ruch jest żywiołem — i ona oddaje się właśnie w jego władanie, zamyka się w jego morfie. Okółpierśnik, okółramienniki, okółhełm, wirkawice — kolejne elementy zbroi, jak organy żywego zegara, zaraz obroty jego trybów zgrają się z rytmem bicia jej serca, zaraz zespoli się nimi w jednej harmonii.
Rozpalona, rozwibrowana, rezonująca mekaniczną energią wyszła przed namiot. Trwał intensywny ostrzał przedszturmowy, co chwilę grzmiała któraś z pyresider, a palba keraunetowa trwała już nieprzerwanie. Aurelia ugięła kolana, wokółnożne i wokółbarkowe epicykle zagarnęły wielkie masy błota, na moment poczuła się jak golem, dżinn, iganazi — ale zaraz odmieniła morfę, zatrzasnęły się ażurowe przekładnie zbroi, a impet dodany przez jej wiecznoruch przedłużył skok Aurelii dwudziestokrotnie, posyłając ją — ognistą kometę — ponad połową obozu, na zbocze podleśne naprzeciw zdemolowanej bramy Kolenicy.
Tu szykowała się do boju setnia Horroru; niżej, pod zboczem demiurgosi zoonu powoli ustawiali w szyku senne behemoty. Aurelia wylądowała w przyklęku, wbijając się na pus w rozmiękłą ziemię — fontanny błota poleciały na wszystkie strony, rozległy się przekleństwa ochlapanych żołnierzy. Wyprostowała się. Aetheryczna zbroja w półmroku przedwczesnego zmierzchu jawiła się srebrnoróżową chmurą, plamą niebiańskiego światła, rozszczepianego wokół postaci kobiety przez rozedrgany pryzmat. Tylko na dole, wokół jej stóp, łydek i kolan, gdzie wiry puchły czarno od zagarnianego ge i hydoru, tylko tam ujawniała się oczom Ziemian prawdziwa natura zbroi, a raczej jej ruch, natura ruchu, harmonia szóstego żywiołu, potęga pędu. Aetherowobłotne okółgolenniki siekły po równo glinę, trawę i kamienie.
Powstało oczywiście zamieszanie. Rozstąpiwszy się, horrorni wymierzyli w Aurelię keraunety i siekatownice.
Wystąpił ku niej wysoki brodacz z grawerunkiem setnika na węglowym napierśniku.
— Kim jesteś?
Naszła ją wówczas nagła ochota powiedzieć im prawdę — o Księżycu, o Pani, że w istocie służą Strategosowi Labiryntu — w porę jednak zjawił się hegemon Obol i pokusa odpłynęła.
— Strategos cię wzywa — warknął na Aurelię.
Nie widział wyrazu jej twarzy, rozemglonej przez prędki okółhełm. Skinęła głową.