Esthlos Berbelek dosiadł był już swego wierzchowca, wysokiego humina-albinosa. Z jego siodła obserwował Kolenicę przez lornetę. Aurelia zauważyła, że wdział tylko lekką zbroję, hełm zwisał przy kulbace.
Obok, na potężnym srokaczu, siedział herold z drzewcem rozwiniętego sztandaru w garści (dolny koniec wparł w strzemię). Wbrew nadziejom Aurelii nie był to sztandar Księżyca, lecz Ostroga: Czerwona Szarańcza.
— Wiem, że cię kusi — rzekł strategos.
Aurelia skłoniła głowę.
— Kyrios.
— Być może będę cię musiał jeszcze bardziej rozczarować. Oni wiedzą, że przybył Horror, lecz nie wiedzą, w jakiej liczbie. Popatrz. Nie strzelają od kwadransa.
Zaklęła.
Zaśmiał się gromko.
— Więc jak będzie? Z powrotem schowasz zbroję do wahadłaka?
— Daj rozkaz do ataku.
Opuściwszy lornetę, mrugnął do niej cwaniacko, wyprostował się w siodle — i rzeczywiście uniósł rękę.
Zagrała trąbka.
Zaraz podcwałowała do nich Janna-z-Gniezna, za nią kapitan Połański i setnik piechoty vistulskiej.
— Północny mur — sapnęła Janna. — Kilkunastu Moskwian próbowało uciec przez północny mur, chcieli się poddać. A niech mnie trąd! Myślisz, że coś się stało Krypierowi?
Tłumppp! — kolejny kocioł Antidektesowej mikstury poszybował nad miasto. Fontanna płomieni spadła na i tak już płonące dachy. Aurelia objęła wzrokiem panoramę Kolenicy i wokółkolenickich pól. Tylko ruch przyciągał jej uwagę; co nieruchome, to nie istniało. Po ciasno zabudowanym grodzie, po szczerbatych jego murach prześlizgnęła się ślepym spojrzeniem — nikt już stamtąd nie strzelał, nie dostrzegała żadnej aktywności.
Gwizdek setnika Horroru zabrzmiał trzykrotnie. Byli gotowi. Strategos ściągnął wodze białego humija, herold wbił pięty w boki srokacza, Janna zaklęła uroczyście. W ryku behemotów, w ciągłym grzmocie pyresider i keraunetów, w rżeniu koni, w chrzęście węglowych zbroi Horroru — zaczynał się ostatni szturm.
Spojrzała w prawo i w lewo: równy szereg horrornych, rozciągnięty jak na musztrze. Identycznie odziani, o identycznych ruchach, nawet identycznym wzroście — wyżsi są tylko ich dziesiętnicy. Raz, raz, raz, objęci jedną morfą, stąpali w nieludzko równym rytmie — nawet Księżycankę przeszedł dreszcz. Tu nie chodziło o regularny szturm murów miejskich, uderzenie w wyłom, taka formacja nie miałaby sensu — tu już chodziło tylko i wyłącznie o zastraszenie obrońców.
Horror wywodził swe tradycje bezpośrednio z praw i obyczajów Lakademoriu. Bezpośrednio, to znaczy w sukcesji nieprzerwanej: liczył sobie prawie dwa tysiące lat. Raczej jednak niż o tradycji, należało mówić o pewnym rodzaju życia: wymieniając nieustannie Materię, z jakiej się składał, Horror zachowywał przez wieki i wieki tę samą Formę — Formę niezwyciężonego wojska najemnego. W istocie zostało ono już zwyciężone nieraz (w niesprzyjających warunkach lub w beznadziejnym stosunku sił), lecz morfa przetrwała. Umierali jedni żołnierze, zaciągali się nowi, najrozmaitszych języków, wyznań i narodowości, spod anthosów najróżniejszych kratistosów — lecz Horror, jego teknitesi somy i psyche, jego strategosi i aresowie, jego hegemoni i leonidasi powoli a nieubłaganie ugniatali wszystkich żołnierzy do jednego kształtu. Szczegóły tego kształtu z czasem ulegały zmianie, bo zmieniała się tekne i metoda prowadzenia wojen, trzon pozostawał wszakże ten sam. Każdy w Horrorze zaczynał od najniższego szczebla i nawet jego najwyżsi dowódcy podlegali tej samej Formie. Mieściła się w niej między innymi absolutna karność, lakademejski rygor diety i ćwiczeń oraz wierność wobec powziętych zobowiązań. Historia zanotowała przypadki odstępstw pojedynczych żołnierzy, lecz nigdy — Horroru jako Horroru. Pozostawali mu wierni siłą lakademonowego patriotyzmu, tyle że obejmującego Formę, nie kraj.
Horror przyjmował zarówno kontrakty krótko, jak i długoterminowe. Po zakończeniu Wojen Kratistosów Rzym, chwilowo wyjęty spod protekcji jakiegokolwiek kratistosa, zawarł tak zwaną Wieczną Umowę, na mocy której Horror miał odtąd stanowić uzupełnienie i przeciwwagę dla uwikłanych politycznie Legionów; stanowił po dziś dzień. Umowy zawierały poszczególne Kolumny Horroru — jedenaście europejskich, siedem afrykańskich, siedem azjatyckich — nigdy wspólnie, aby żadna pojedyncza klęska nie mogła spowodować zniszczenia całej formacji. Kolumny nie zawsze operowały na własnym terenie: połowa Horroru Axumejskiego od kilkudziesięciu lat stacjonowała na Wyspach Brytyjskich. Nie zawsze też posiadały w swych kontraktach klauzulę pozwalającą im pod określonymi warunkami (na przykład braku konfliktu) przejść na służbę do suwerena oferującego wyższy żołd. A nawet jeśli — często wiązało się to z kilkumiesięcznym lub kilkuletnim okresem wypowiedzenia.
Strategos Berbelek wynajął wszystek Horror, jaki był aktualnie do wynajęcia. Stopniowo, w ciągu najbliższych trzynastu lat, znajdzie się pod jego rozkazami kilkadziesiąt tysięcy doborowego wojska. Tylko że on nie miał tych trzynastu lat. Liczył z frustracją każdy mijający dzień.
Kolenica musiała paść dzisiaj.