z północnych wzgórz drodze, do zakręcającego na błoniach frontu, kłusowali na smukłonogich zebrach jeźdźcy, wznoszący zachrypłym głosem krótkie okrzyki w kilku łamanych językach na przemian i wymachujący dzunguońskimi pochodniami, z których strzelały fontanny kolorowych iskier.
Abel nie rozróżniał wywrzaskiwanych słów, lecz przecież nie musiał. Zaśmiał się cicho, nachylając głowę ku Aiitei, morfa dziecinnej fascynacji przyciągnęła ich ku sobie.
— Cyrk przyjechał!
Δ
Bóg w cyrku
Circus Aberrato K’Ire, szczycący się tradycją sięgającą jeszcze rzymskich pandaimoniów i ogłaszający się największym wędrownym widowiskiem Europy, tej wiosny rozpoczął swój okołokontynentalny wojaż, podążając wzdłuż północnego wybrzeża Frankonii, a Vodenburg znalazł się na jego trasie jako piąte miasto z kolei.
Cyrk rzeczywiście był duży: dwie setki osób, pół tysiąca zwierząt, kilkadziesiąt masywnych wozów. Rozłożył się na vodenburskich błoniach koncentryczną konstelacją pstrokatych namiotów, w środku pozostawiając puste koło areny. W nocy wkopano tam w ziemię trzy wysokie słupy dla akrobatów. Klatki i zagrody ze zwierzętami zorganizowano w zamkniętą menażerię po północnej stronie obozowiska; od gapiów pragnących przyjrzeć się z bliska egzotycznej faunie pobierano po pół grosza opłaty. Aberrato zarabiał i Aberrato wydawał — płacił spore sumy vodenburskiemu teknitesowi pogody, staremu Remigiuszowi z Płaczącej Baszty, aby ten przynajmniej spróbował zapewnić kilka bezdeszczowych dni. W przypadku miast portowych nigdy bowiem nie można było mieć pewności, zwłaszcza w portach o tak wielkim ruchu, z okrętami nieustannie wpływającymi i wypływającymi z zatoki. Niemniej pierwszego dnia występów niebo pozostawało bezchmurne, ciepły wietrzyk wiał ze wschodu i pan Berbelek dał się wyciągnąć z domu nawet bez wielkich oporów, zresztą może rzeczywiście chciał zrobić przyjemność synowi i córce? Dziękując, Alitea uśmiechnęła się niepewnie — długie spojrzenie spod czarnych rzęs, dołeczki w policzkach, speszona, nieświadomie nawija na palce warkoczyki — i zimny szpon rozdarł serce Hieronima.
Tradycyjnie zachodni kwartał widowni przeznaczono dla bogatszych mieszczan, to znaczy tych, których stać na zapłacenie za miejsce siedzące. Ustawiono tu kilka rzędów foteli i krzeseł, zresztą cokolwiek podniszczonych, za nimi jeszcze tuzin ław; pozostali widzowie musieli tłoczyć się przy wysokich barierach otaczających arenę. Większa część widowiska miała się odbyć powyżej poziomu gruntu — albo na słupach i rozciągniętych między nimi linach, albo na złożonej pośpiesznie przez cyrkowych rzemieślników scenie, wysokiej na pięć, sześć pusów, gdzie obecnie, przed rozpoczęciem występów Aberrato, wystawiali swe wulgarne pantomimy miejscowi aktorzy. Jednakże pokazy ze zwierzętami oraz niektóre sztuki demiurgosów żywiołów nie mogą zostać zaprezentowane nigdzie indziej, tylko na dole, na ziemnej arenie, i co dalej stojący ich nie zobaczą. Pan Berbelek zapłacił dodatkowe kilkanaście groszy i załatwił cztery miejsca w pierwszym rzędzie. Cztery — zamierzał bowiem połączyć przyjemność z obowiązkiem i zaprosił Ihmeta Zajdara. Na tego typu imprezy w Vodenburgu przychodziło się zawsze trochę wcześniej, traktując je poniekąd jako wydarzenia towarzyskie. Hieronim miał nadzieję wykorzystać ten czas na omówienie z nimrodem spraw spółki, tym bardziej że Abel i Alitea zaraz gdzieś zniknęli.
Ledwo jednak mężczyźni usiedli, zapalili tytońce i wymienili kilka słów, zza pleców uderzył ich tubalny głos rytera Kristoffa Njute:
— Aa! Aaaa! Więc też przyszliście! A tak właśnie myślałem, żeby cię wyciągnąć! Gdzie te twoje dzieci? Czekaj, przysiądziemy się. Esterę, Pawła i Luizę przecież znasz. Ale-ale, poznajcie, moi drodzy, naszego nimroda, Ihmet Zajdar, Ihmet Zajdar, niechże ktoś przesunie ten stołek, no siadajcie, siadajcie, ufch, okropnie duszno, człowiek się poci niczym w łaźni, z tym sklerotycznym Remigiuszem to tak zawsze, pamiętasz, jak zamówiliśmy wyciszenie tych wichur w dziewięćdziesiątym pierwszym, założę się, że suczysyn sam je wywoływał…
Kristoff zjawił się z żoną, Esterą, oraz córką i zięciem. Jak należało się spodziewać — i co pan Berbelek dobrze pamiętał ze swoich wizyt w domu Njute — w jego obecności rodzina milczała, głos zabierał tylko ryter. Jeszcze największe szanse na przełamanie Formy posiadał Paweł, jako niespokrewniony z Kristoffem i najkrócej pozostający pod jego wpływem. I istotnie od czasu do czasu udawało mu się wtrącić zdanie czy dwa.