Przyplątał się bowiem kakomorficzny żebrak — trzecie ucho na czole, kości przebijające skórę, długi ogon, śluz cieknie ze skrzeli — i jąkając się, począł błagać Aliteę o grosz, pół grosza, co łaska. Anton odgonił go, bijąc kijem po łydkach.

Nic dziwnego, że nagabywał właśnie Aliteę: nawet w stroju podróżnym (bo „Okusta” z resztą ich garderoby jeszcze nie przybyła) to ona przyciągała uwagę, skupiała na sobie wzrok przechodniów, nieodrodna córka Marii Latek. Czyż nie taka nieśmiertelność obiecana jest ludziom? Z ojca na syna, z matki na córkę — to, co nie ginie, sposób mówienia, sposób myślenia, sposób poruszania się, sposób okazywania uczuć i ich ukrywania, sposób życia, życie, człowiek. Morfa jest równie niepowtarzalna, co styl pisma, odciska się niczym pieczęć w wosku, tak samo z kobiety, jak i z mężczyzny. Słusznie Provega poprawiał Aristotla: Forma jest ponad płcią i to od Formy zależy siła nasienia, nie na odwrót. Wystarczy teraz spojrzeć na Aliteę: włosy splecione misternie w ośmiu warkoczykach, ciemnogranatowa koronka wokół szyi, z tej samej koronki sporządzone napalcówki, wpółrozsznurowana kaftorska mitani, aegipski len spływa wzdłuż ramion nakładającymi się na siebie fałdami, biel na błękicie, na bieli, szerokie, czarne szalwary ściska wysoko w talii wielokrotnie zawinięty pas, obcasy skórzanych butów wysokie są dokładnie na cztery tuki. Abel założyłby się, że używane dzisiaj przez nią pachnidło jeszcze niedawno należało do matki, zna tę woń; a z pewnością poznaje owo spojrzenie, jakim Alitea odprowadza żebraka, gest uniesienia podbródka, przy wyprostowanych plecach i cofniętych ramionach, brwiach zmarszczonych — teraz nie wystawi do nikogo języka, teraz jest kimś innym.

Czy matka ją tego wszystkiego nauczyła? Nie, na pewno nie; tego się nie uczy. Wystarczyło, że Alitea często z nią przebywała, że żyła w jej aurze.

I ja przecież nie pragnę od ojca niczego więcej.

— Wy tu zawsze bijecie żebraków? — spytała zimno Antona.

Sługa wyszczerzył zęby.

— Rzeczywiście, esthle, znacznie częściej żebracy bijają przechodniów.

Na chwilę przysiedli w ogrodzie amidańskiej tawerny. Anton zamówił kapadockiego grzelaka z dzikiego miodu. Wskazał na malunki pokrywające ściany tawerny i na barwy szyldu nad wejściem.

— „Pod Czwartym Mieczem”. Takie kraje jak Neurgia, balansujące na krawędzi anthosów Potęg, nie przygniecione żadną morfą, przyciągają wygnańców wszelkiego autoramentu, wydziedziczonych, pozbawionych ziemi i pana, członków narodów nieistniejących, zagubione diaspory. — Sługa delektował się własną opowieścią. Powtarzał zapewne słowa jakiegoś esthlosa, zdradzała go obca forma wypowiedzi. — Po ucieczce Grzegorza przeżyliśmy tu prawdziwy ich zalew. Chyba akurat wtedy upadł Pergamon…

— Tysiąc sto trzydziesty dziewiąty — wtrącił Abel, odstawiwszy szklanicę. Czy to jeszcze historia, czy już polityka? Zapewne tu właśnie przebiega linia graniczna. W ogóle, jak mawia praeceptor Janosz, historia to polityka opowiedziana w czasie przeszłym. Abel był pilnym uczniem. Rozbiór królestwa Trzeciego Pergamonu dopełnił sojuszu Nowego Babilonu z Uralem. Jak kolczaste tryby żelaznej makiny zatrzasnęły się na ziemiach Seleukidytów korony Siedmiopalcego i Czarnoksiężnika. Ongiś rezydowała w Amidzie kratista Jezebel Miłosierna, zachowując starożytną Formę królestwa Pergamonu; ona pierwsza umknęła. Rozdarto królestwo na pół, prowincja amidańska przypadła Czarnoksiężnikowi, prowincja pergamońska — Siedmiopalcemu. Seleukidytów wycięto w pień. Tylko pośród pergamonskiej diaspory krążyły legendy o ocalałym potomku krwi królewskiej, który kiedyś — jak we wszystkich tego typu legendach — na powrót zasiądzie na tronie Amidy; przecież raz już Seleukidyci powrócili, ukracając władztwo Attalidów! Tymczasem wygnańcy próbowali utrzymać i przekazać swym dzieciom morfę nieistniejącego narodu — co było możliwe już tylko z dala od ojczyzny, którą powoli, pokolenie po pokoleniu, przeżerały aury zaborców. Nawet jednak tutaj, nawet w wielokulturowym Vodenburgu uchodźcy nie byli bezpieczni. Język, strój, kuchnia, święte barwy — tym się ratowali. Na koniec i oni zatracą swą morfę, gdy kolejna generacja urodzona na obczyźnie okaże się bardziej amidańskimi Neurgijczykami niż neurskimi Amidaniami. Tak konają narody.

Перейти на страницу:

Похожие книги