— Przedwczoraj, gdy wróciłyśmy z miasta i zastały ojca w domu — podjęła Alitea, rozgarniając czarne pędy i nie patrząc na Aurelię — a musisz wiedzieć, że nie miałyśmy pojęcia o waszym przybyciu, furtian nam nie powiedział… Nie poszłam za Szulimą, ale usłyszałam głos ojca i zawróciłam na korytarzu. Ich pierwsze słowa… Przecież po dżurdży Ihmet Zajdar jadł ojcu z ręki, nie zrobiłby tego wbrew niemu. Powiedz mi, Aurelio: czy strategos wydał mu taki rozkaz?
— Jaki?
— Wiesz. Żeby Szulimę.
— Nie.
— Przysięgniesz?
— Nic takiego nie słyszałam. Ihmet…
— Tak?
— Nie, nic, nie wiem.
Diament błysnął w kamiennej donicy, Alitea podniosła pierśczyk. Usiadła i wytarłszy go chustą wyjętą zza szerokiego pasa spódnicy, zapięła z powrotem.
— Oczywiście zdajesz sobie sprawę, kim jest esthle Amitace — mruknęła Aurelia, nakładając perukę.
— Tak.
— Kim?
— Jej córką.
— Nabuchodonozor trzyma ją jako zakładniczkę.
Alitea przesłoniła usta wachlarzem.
— Domyślałam się.
— Bardzo jesteś do niej podobna, wiesz, twarz, sylwetka, głos, wczoraj z nią rozmawiałam, nawet głos, tylko kolor włosów, gdybyś przemorfowała je na takie jasne złoto jak Lakatoi — niczym córka.
Alitea opuściła wzrok.
— Mówiła mi to. Tak?
— Nie zgodzi się, wiem, że się nie zgodzi. Zresztą ojciec by się wściekł. Nabuchodonozor na pewno chciałby się na mnie zemścić.
— O czym ty mówisz?
— O tym twoim pomyśle z zamianą. Nie wyjdzie.
— Jakim pomyśle? Zauważyłam tylko, że jesteście podobne — jak matka i córka, siostra i siostra.
— Ach. Tak. No mówiła mi, mówiła mi nieraz. Czasami myślę… — Niespodziewanie Alitea wybuchnęła nerwowym śmiechem, wachlarz zatrzepotał frenetycznie. — Nie powinnam być z tobą tak szczera, przecież ty wszystko mu opowiesz!
— To chyba dobrze?
— Szulima była przekonana, że to ojciec przysłał tu Zajdara. A on nie zaprzeczył. O co innego się pokłócili.
— Pokłócili się?
— Oni tak zawsze…
— Co mówił strategos?
— Och, teraz ty mnie wypytujesz.
— Proszę.
Alitea wzięła głębszy oddech; przechyliwszy głowę, spojrzała na Księżycankę ponad wachlarzem.
— „Plan Pani nie jest moim planem”.
— Tak powiedział?
— „Cele Pani są moimi celami, ale plan Pani nie jest moim planem”.
— I co na to Lakatoia?
— Tu zaczęli się kłócić. Szulima powtarzała, że on musi mieć kraj, z którego mógłby wyprowadzić ofensywę, musi mieć bezpieczną bazę i punkt wyjścia zarówno do ataku na Skoliodoi, jak i na Czarnoksiężnika. A jeśli Nabuchodonozor nie otworzy dla strategosa Aegiptu, to co strategosowi pozostanie? I tak dalej. Że przecież Złoty sam z siebie nienawidzi Wdowca; że nie chodzi o to, żeby bić się po kolei z Macedonią Czarnobrodego i Babilonem, ale żeby je oddzielić i może nawet obrócić przeciwko Uralowi; że Nabuchodonozora trzeba tylko mocniej przycisnąć, przestraszyć, a zgodzi się. Cała tyrada. Zatrzymałam się pod drzwiami, nie weszłam, nie chciałam się z nim witać w trakcie tej awantury.
— Ale co jej odpowiedział?
— Że on tak czy owak będzie miał ten kraj. Szulima tylko szydziła: „Huratię? Macedonię? Rzym może?” A strategos: „Stworzę nowy”. I trzasnął drzwiami. Całe szczęście, że nie wyszedł na mnie.
Aurelia otworzyła usta, obejrzała się na żywe posągi — i zamknęła je z powrotem. Chwyciwszy Aliteę za ramię, pociągnęła ją w najdalszy róg trzeciego tarasu, dokąd nie sięgał blask pochodni i lampionów ani poświata bijąca z okien pałacu. Tu perystyl schodził pod płytką wodę, śnieżnobiałe płytki mozaiki jaśniały pod falami jeziora, w płyciźnie przechadzały się dostojnie krzywodziobe ibisy. Esthle Latek była w koturnowych sandałach, lecz Aurelia — boso. Brodziła w zimnym hydorze.
— Posłuchaj — szepnęła, obracając się plecami do pałacu i karium, świateł, głosów i muzyki. — Możesz mnie nazwać naiwną, ale nie mówiłabym ci tego, gdybyś nie była tym, kim sądzę, że jesteś.
— Co znowu
— Ciii. Posłuchaj. Oni się zawsze pytają: czy zamierza wrócić? czy zamierza się zemścić? czy to jest jej dzień? czy temu służy wojna strategosa Berbeleka? A ja mówię że nie, że nie opuści na dłużej Księżyca, zresztą nie może co by się stało z nami wszystkimi, z ludźmi i zwierzętami, imopatrami i miastami, spadłyby przecież na Ziemię, Więc nie. I to jest prawda. Ale teraz widzę, że miała inny plan. Chyba wiem, o czym mówił strategos. Posłuchaj. To był jej kraj. Tu biło jej serce, od Złotych Królestw do Kaftoru; do Aegiptu tęskni najmocniej. Gdyby jej córka zginęła tu w niewoli Nabuchodonozora… I Nabuchodonozor byłby przekonany, że Illea poświęci wszystko, by się na nim za to zemścić… Pomyśl. Tak oto, szybko i bez walki zdobyłaby Aegipt dla swej morfy; tak otworzyłaby go dla strategosa. I dalej. Kto zasiadłby na tronie Hypatii? W Pani imieniu, w Pani morfie, gdy nie ma już Lakatoi. Pomyśl, esthle. Jedyna córka Strategosa Labiryntu, pogromcy Czarnoksiężnika, a zarazem małżonka Namiestnika Górnego Aegiptu, węzeł Teb i Alexandrii. Lakatoia wybrała cię i wymorfowała na swój obraz i podobieństwo, na jej obraz i podobieństwo. To było twoje dziedzictwo — gdyby zginęła. Teraz musi wszystko zmienić, plan się zmienił, strategos zmienia plan.