Esthle Latek zgromiła ją wściekłym spojrzeniem, od którego aż przyspieszył aether hyppyresowego okółramiennika. Odsunąwszy misę z daktylami, esthle poderwała się na nogi, podbiegła do sekretarzyka, schyliła się, szarpnęła za coś pod jego blatem, rozległ się zgrzyt metalowych mekanizmów, poruszyły się szklane panele w ścianach i suficie — ale poruszyła się także ściana kamienna. Jej fragment za sekretarzykiem cofnął się w cień, obracając się na niewidocznych zawiasach, a z cienia wyszedł jeden z gości, długowłosy mężczyzna w brązowej tunice i czarnych szalwarach. Obrzuciwszy hyppyresa zdumionym spojrzeniem, ukłonił się esthle Latek, która tymczasem usiadła w fotelu i założyła nogę na nogę, odsłaniając kostkę i część łydki. Aurelia, zatrzymana ruchem dłoni Alitei, pozostała na miejscu. Nie uszło jej uwagi, że mężczyzna ma po sześć palców u rąk.
— Gauer, Gauer, Gauer — mruknęła esthle Latek, postukując złożoną kostką pitagorejską o poręcz fotela. — Sam słyszałeś. Co ja mam z tym począć?
— Esthle. — Gauer Babilończyk skłonił się po raz wtóry.
— Powiedz, szczurze.
— Czekam, aż wyjawisz mi powód, dla którego pozwoliłaś mi tego wysłuchać, esthle.
— Jak szybko dostaniesz heliografami odpowiedź z Nowego Babilonu?
— Siedmiopalcy nigdy nie sypia. Piętnaście godzin.
— Zaświadczysz o zamiarach Nabuchodonozora.
— Zaświadczę. — Uśmiechnął się pod nosem. — Taki mój los.
— Która jest godzina? Już dawno po północy.
Esthle przytknęła paznokieć do lewego nozdrza, spojrzała na Babilończyka przymrużonymi oczyma. Światło pyrokijne padało na jej lewy profil, na lewą pierś, klasyczną aleksandryjską krzywiznę, na jej lewe biodro i udo pod gładką tkaniną spódnicy; za sobą miała ciemny Mareot i łunę Alexandrii. Aurelia przez moment nie była pewna, czy widzi Aliteę, czy Pannę Wieczorną. Zamrugała, raz i drugi.
— Strategos Berbelek w tej chwili kontroluje już Amidę i Pergamon — stwierdziła esthle. — Mariusz Seleukidyta zostanie koronowany na króla Czwartego Pergamonu. Hieronim Berbelek otrzymał właśnie stosowny punkt oparcia, by poruszyć Ziemię. Póki nie zgromadzą się wojska — to jest właśnie ten krótki moment, Gauer — mam ofertę dla Siedmiopalcego: on albo Nabuchodonozor. Z kim ma się sprzymierzyć Seleukidyta i strategos Berbelek, a kto padnie ich ofiarą i czyj kraj zostanie rozszarpany przez Pergamon, Axum, efremowych izmaelitów — no i tego drugiego, swego wroga i sąsiada — Aegipt czy Babilon? Niech Siedmiopalcy wybiera.
Gauer pokręcił głową.
— Nigdy nie zaatakuje Czarnoksiężnika.
— Nie o to pytam. Pytam, czy da przysięgę neutralności wobec Berbeleka, czy uzna Królestwo Pergamonu i czy w razie potrzeby wyśle wojska do Aegiptu. Słyszałeś przecież, jaki jest warunek Złotego wobec aliantów: upadek Babilonu.
— Tak.
— Co: tak?
— Tak, Siedmiopalcy da tę przysięgę.
Esthle Latek pochyliła się w fotelu w przód, ku ejdolosowi kratistosa Babilonu.
— Jesteś pewien?
— Esthle — westchnął Gauer — ja, niestety, zawsze jestem pewien.
— A gdy padnie Czarnoksiężnik…
— Jeśli padnie Czarnoksiężnik, esthle, jeśli.
— Jeśli.
— Ba!
— Tak. Tak. Dobrze. Esthle opadła z powrotem na oparcie fotela.
— Jest tu wszakże pewien dodatkowy warunek — podjęła.
— Domyślam się.
— Doprawdy?
— Mów, esthle, muszę usłyszeć.
— Po upadku Nabuchodonozora kratistos Siedmiopalcy jako sojusznik, sąsiad i główny uczestnik aliansu, będzie posiadał decydujący głos w kwestii politycznej przyszłości Aegiptu; powinien z góry to sobie zastrzec w umowie ze strategosem.
— Słucham.
— Trzeba będzie osadzić na tronie nową Hypatię. A Babilon zachowa prawo veta przy jej wyborze.
— I tą nową Hypatią ma zostać — kto?
— Oj, Gauer, Gauer, Gauer, no przecież patrzysz na nią.
Babilończyk cmoknął głośno, wydął policzek.
— Czy to wszystko?
— Starczy! — zaśmiała się Alitea.
— Zatem piętnaście godzin, esthle.
— Idź.
Skłonił się po raz trzeci i wyszedł.