Aurelia czekała cierpliwie. Esthle Latek obracała w dłoni wypolerowaną dotykiem tysięcy palców likotową kostkę pitagorejską, srebrne symbole wytłoczone na jej bokach błyskały w świetle lamp pirokijnych. Kostki Pitagorasa pozostawały zakazane na Księżycu, Aurelia dopiero niedawno zapoznała się z tymi zabawkami. Lecz czy istotnie były to jedynie zabawki? Legenda głosiła, że pierwszą kostkę zaprojektował sam Pitagoras, ale prawdy oczywiście nie znał nikt. Kostki, zazwyczaj drewniane i wielkości dziecięcej piąstki, posiadały kształt regularnego wielościanu, składającego się z kilkunastu lub kilkudziesięciu mniejszych wielościanów. Każda ścianka każdego z nich (oraz, w konsekwencji, każda ścianka głównego wielościanu w dowolnej konfiguracji) posiadała przyporządkowaną liczbę, sumę liczb mniejszych, opisujących krawędzie. Ilość numerologicznych i geometrycznych kombinacji była w rezultacie niezwykle duża; dla każdej kombinacji istniały bogate interpretacje filozoficzne i religijne. Pitagorejczycy Ery Poalexandryjskiej używali kostki do ćwiczenia umysłów dzieci, szkolenia ich do rygoru mentalnego sekty. W zwulgaryzowanej wersji, pozbawionej oznaczeń symbolicznych, kostka rozpowszechniła się na Ziemi jako właśnie zabawka dla dzieci, popularna układanka. Nawet jednak w tym kształcie, gdy używana w systematycznych ćwiczeniach, wpływała na morfę umysłu. Aurelia wiedziała, że niektórzy ziemscy sofiści, zwłaszcza szkół orientalnych, utrzymują, iż przez wieloletnią gimnastykę umysłu na kostce Pitagorasa można osiągnąć Form? pozwalającą dostrzec najgłębszą strukturę rzeczywistości, ujrzeć Liczbę Boga.
Nareszcie esthle Latek wyrwała się z zamyślenia i przypomniała sobie o Aurelii. Odłożyła kostkę, skinęła na rytera.
— Chyba rzeczywiście mówiłaś prawdę.
— Ostrzegałam cię, despoina: ja powtórzę wszystko strategosowi.
— Och, ależ powtórz, powtórz. Czyż nie podałam mu właśnie na tacy Aegiptu i Babilonu? Nie poskąpi mi przecież tej drobnej nagrody!
Puściła do Aurelii oko i wstała, przeciągając się kocio. Aurelia również się podniosła.
— Muszę zajrzeć do rekonwalescenta — mruknęła esthle, spoglądając w roztargnieniu na kakomorficzne ptaszysko w nadsufitowym ornitorium. — Nagle zrobiła się z tego polityczna kwestia, czas ustalić datę ślubu.
Zawahała się jednak w pół kroku i obróciwszy się na pięcie, zawróciła do Aurelii. Trzymając się z dala od rozpędzonego aetheru okalającego jej prawicę, objęła Księżycankę i pocałowała ją w lewy policzek.
— Dziękuję.
— Ja naprawdę nie powinnam —
— Nie znajdujesz się na Księżycu. Zdejm to i idź potańczyć. Zobaczysz, ilu znajdziesz chętnych partnerów. Jesteś ryterem Pani — ale czy nie przyszło ci do głowy, że siła to także piękno?
Υ
O naturze ludzkiej i kwiatach Hyakinthosa
Na chwilę przed tym, jak królewski diadem spoczął na skroniach Mariusza Seleukidyty, z tłumu pod stopniami zigguratu wyrwał się mężczyzna w czarnym dżulbabie Pielgrzyma do Kamienia i wyminąwszy w pędzie horrornych oraz gwardię pergamońską, pchnął sztyletem w pierś intronizowanego Seleukidyty. Ostrze przeszło przez płaszcz i tunikę, by, wyszczerbione, odskoczyć ze zgrzytem od torsu aristokraty iganazi. Mariusz ryknął piachem i żwirem, na moment zniknął cały za pustynną kurzawą. Gdy opadła, odarty ze skóry i mięśni szkielet zamachowca staczał się już po kamiennych schodach. Tłum zamilkł.
Oto na oczach Aurelii ostateczny tryumf wymykał się z dłoni strategosa Berbeleka; zwycięstwo, od którego zależało wszystko, obracało się w klęskę.
Na niebie na zachodzie, od strony Alexandretty i odległego od Amidy o ponad 2000 stadionów Morza Śródziemnego, piętrzył się front czarnych chmur. Król Burz obiecał był Strategosowi Księżyca sztorm stulecia, uniemożliwiający żeglugę na co najmniej miesiąc, by żadne okręty z wojskami Uralu i Macedonii nie mogły dotrzeć na czas do oblężonego Pergamonu — i sztormowe wichry huczały także nad Amidą, szarpiąc wielkimi sztandarami z Czwórmieczem, którymi obwieszono gęsto Ziggurat Etemenankejski i otoczono rozciągający się pod nim wielki Plac Attalidów. Teraz, gdy wszyscy wstrzymali oddechy, jak w ciszy oka cyklonu słychać było wyraźnie każdy łopot i trzask rozfurkotanych płacht materiału, trzeszczenie drzewc, świst wiatru między budynkami.