Sekunda, dwie… Ten bezruch zaraz eksploduje, zaraz zatrzęsie się Amida od ryku rozwścieczonych — oszukanych, zawiedzionych, przerażonych, zdjętych obrzydzeniem — Pergamończyków; zamiast pójść za swym panem, pójdą przeciw niemu, ruszy tu wzwyż schodów zigguratu fala gniewnego tłumu. Nie potwora, nie daimona, nie strach pustynny, przed którym drżą dzieci, nie jego mieli ujrzeć w świętym diademie. Wolność spod babilońskiej niewoli miał im przecież przynieść szlachetny i potężny victor, piękny aristokrata wysokiej morfy — i Mariusz był nim, aż do momentu, gdy objawiła się jego gesomatyczna natura. Aurelia, horrorni, gwardia, świta królewska zebrana na szczycie zigguratu, wokół i za plecami koronującego się Mariusza — niemal fizycznie czuli, jak na dookolnym kerosie przełamuje się Forma narodu, poruszony głaz chwieje się i zaraz runie w przepaść, już słychać echo grzmotu przyszłej lawiny; ciarki przechodziły po skórze i krew dudniła w uszach.
— Hołd!
Drgnęli i na ostry okrzyk strategosa odwrócili wzrok od tłumu na dole. Hieronim Berbelek nie czekał na nich: podszedł i uklęknął przed Seleukidytą, obejmując go za kolana i przyciskając czoło do kamienia. Aurelia zrozumiała pierwsza. Przesunęła się w bok, przed Mariusza, i także uklękła.; okółkolanniki wgryzły się z rozdzierającym wizgiem w granitową płytę, odłamki poleciały na wszystkie strony. Nie podnosząc głowy, hyppyres widziała innych klękających: dwóch leonidasów, siedmiu tysięczników Horroru, potem jak jeden mąż padli przed Mariuszem gwardziści, fala przyśpieszała — mgnienie oka i klęczeli tu wszyscy.
Usłyszała pośpieszny szept strategosa; znowu nie rozumiała słów. Szeptał do iganazi.
Mariusz nałożył sobie diadem na głowę.
Przez plac szedł szum wielkiego poruszenia, jeszcze nie słowa, lecz poszum ruchu gigantycznej masy ludzkiej — tam zebrało się przecież co najmniej pięćdziesiąt tysięcy amidańczyków. Aurelia nie wiedziała, co ten dźwięk oznacza, ku jakiej morfie przechylił się tłum, i nie miała możliwości tego sprawdzić, podobnie jak żaden z klęczących przed Mariuszem Seleukidytą. Musieliby wstać, obejrzeć się za siebie; a tego właśnie nie wolno im było uczynić. Nie wiedział także strategos Berbelek.
Nie podnosząc się, uniósł wzwyż dłoń zaciśniętą w pięść.
— Król Skała! — krzyknął z całych sił. — Król Petra!
Aurelia powtórzyła za nim, spuszczając po wyprostowanym ramieniu flarę czystego Ognia. Ile aeru i pyru w płucach:
— Król Skała! Król Skała!
Horrorni i gwardziści posłusznie podjęli okrzyk.
Liczyła skandowane słowa. Szum tłumu za ich plecami podnosił się niczym fala przypływu, wyżej, wyżej i wyżej, aż sięgnął szczytu zigguratu i objął ich swą Formą — i nagle już nie musieli, lecz chcieli, szczerze pragnęli wykrzyczeć radośnie w rytmie z tysiącami gardeł tryumf odrodzonego narodu.
Taka bowiem była oczywistość:
— Skała! Skała! Skała! Skała! Skała!
„Pergamon” znaczy „Twierdza”. Bodaj żadne miasto byłego Imperium Alexandryjskiego nie było oblegane tak często i tak zaciekle, żadnego tyle razy nie burzono i nie odbudowywano, i żadne w efekcie nie zostało tak potężnie ufortyfikowane. Kto je zdobył, ten przecie sam wiedział już najlepiej, jakich zmian i wzmocnień wymaga ono dla skutecznej obrony. Pół wieku temu, gdy Pergamon z kolei przeszedł w ręce Czarnoksiężnika, wzniesiono większość obecnej jego zabudowy, łącznie z podwójnym murem miejskim i gigantycznymi wieżami mostowymi na Kaikussie.
Naga równina otaczająca miasto i strome wzgórze, wokół którego je rozbudowano, stanowiła widownię tylu bitew, tylu aresów i strategosów odciskało tu swe aury, że jej keros chyba już na stałe zachował pamięć śmiercionośnych form. Nikt na Równinie Krwi nie mieszkał, nikt tu nie hodował bydła i nie uprawiał zbóż. Ludzie umierali młodo, zapadając na wszelkie możliwe i niemożliwe choroby, nawet przygodni wędrowcy łamali sobie nogi i ręce na prostej drodze, rozbijali czaszki, potknąwszy się o rzemień własnych sandałów, zwierzęta atakowały wściekle wszystko, co się rusza, a rośliny wschodziły kolczaste i trujące, jeśli w ogóle.
Namiestnik Pergamonu wypłacał wysoką pensję teknitesom kalokagatii, aby tylko godzili się mieszkać w obrębie murów; dzięki temu dało się tam żyć. Ostatnio zaczął nawet Pergamon na nowo zyskiwać sławę centrum zofii i medycyny. To tu hodował swoje ziemiożerne gewoły teknites zoonu Barluk Meszuwa, tu w roku 1174 PUR hipokratejski demiurgos somy po raz pierwszy wyjął i włożył serce i płuca z żywego człowieka do żywego człowieka. Od chwili upadku państwa Seleukidytów i rozbioru Trzeciego Królestwa granica ziem i anthosów Czarnoksiężnika i Siedmiopalcego przebiegała 1000 stadionów na wschód od Pergamonu. Po zniesieniu ceł handel między Uralem, Macedonią i Babilonem wzmógł się dwakroć; spora jego część szła przez porty Morza Kaftorskiego i lądem od Tygrysu, Eufratu i Marat, szlakiem przechodzącym przez Pergamon. To było bogate miasto.