—
Przeklęta Magdalena Leese, pomyślał pan Berbelek. Jeszcze tylko tego mi brakowało. Jeśli Szulima również w tym tkwi…
Ścisnął ramię Berenice; przecież już mu uległa, nie odmówi teraz.
— Oddaj.
Ale ona poderwała się, oswobodziła z uchwytu, odstąpiła od stołu. Książkę przycisnęła do piersi (brudna czerń na jasnym brązie).
— Myślę… myślę, że teraz już pójdziesz, esthlos.
I to by było tyle, jeśli chodzi o powrót wielkiego strategosa, westchnął w duchu Hieronim, z powrotem naciągając na głowę kaptur. Byle bibliotekarka — już wystraszona, a mimo to bez problemu ucieka mi spod ręki. Inna rzecz, czy ja rzeczywiście położyłem na szali morfę strategosa, przecież nie poderżnąłbym jej gardła, to nie był rozkaz, nie składała mi nigdy przysięgi. Nie jesteś kratistosem, Hieronimie, ani królem, ani aristokratą czystej Formy. Dziecinne wyobrażenia Abla rzucają ci się na umysł. Czarnoksiężnik zjadł twoje serce, zapomnij o tamtym życiu.
Wyszedł z Serapeum na rozsłoneczniony plac. Z wysokości stu sześćdziesięciu trzech schodów widział całą Starą Alexandrię, aż po świątynię Izydy i Wielką Latarnię na wyspie Pharos. Niebo było bezchmurne, niepokalany błękit, z którego spływa oczyszczająca jasność. W kilka uderzeń serca całkowicie zmienił się Hieronimowi nastrój. Mimo wszystko — pomyślał, wciągając do płuc morską bryzę — mimo wszystko Ihmet miał rację: długie dni, ciepłe noce, światło rozpuszczone w powietrzu, ludzie piękniejsi, zdrowsi, przyprawy bardziej pikantne, wina bardziej gorzkie; tak można wmówić w siebie życie i radość z życia, to jest szlachetna forma. Tysiąc błogosławieństw dla Nabuchodonozora Złotego! Nie poddam się. Zawsze mogę przynajmniej splunąć jej w twarz, prawda?
Schodząc z platformy świątynnej, pan Berbelek śmiał się na głos.
Rozdzielili się pod Fontanną Hezjoda. Alitea była przekonana, że on zamierza odwiedzić rzymski burdel, dobrze odczytała jego nastrój, ale Abel był podekscytowany zupełnie czym innym. Wczoraj, po wieczerzy, zagadał się z Zenonem, synem esthle Lotte z pierwszego małżeństwa. Niewolnice wciąż dolewały wina, rozmowa meandrowała, dokąd tylko prowadziły ją pierwsze skojarzenia — circus Aberrato K’Ire czarne olimpiady, rzymscy gladiatorzy — i wtedy Zenon opowiedział o tym miejscu i pokazał swą bliznę, ukrywaną przed matką i familijnym teknitesem ciała: wąską, bladą szramę na biodrze. — Każdy młodzieniec z dobrego domu ma chociaż jedną — zapewnił Zenon. — To jest teraz w modzie. Chodzą wszyscy. Nie wypada unikać. Ogrody Parethene, oczywiście Dies Martis, godzina po zmierzchu, ale trzeba być wcześniej. Ogród Dwudziesty Drugi. Za poręczeniem. Jedna blizna, jedno poręczenie. Chcesz?