Co za pytanie! Forma nie dopuszczała odmowy, tylko tchórz by odmówił — nic dziwnego, że „chodzą wszyscy”. Ale on naprawdę chciał. Choć może właśnie Forma sprawiła, że chciał. Z salonu do salonu, z dzielnicy do dzielnicy, gdziekolwiek spotka się dwóch lub więcej dobrze urodzonych, młodych mężczyzn, wystarczy, że tylko jeden ją narzuci świadomie, mimowolnie — ona zwycięży, niemożliwa do odwrócenia, poniosą ją dalej… Kiedy tak o tym teraz myślał, wchodząc do Ogrodów, obejrzawszy się raz za siebie, na wieczorne miasto, Alexandrię od horyzontu po horyzont, od nieba do nieba, naszło go wyobrażenie tej niewidzialnej pięści, zamykającej się na stolicy Aegiptu i wyciskającej z niej najświeższe, najżywsze soki wprost na żyzną ziemię Ogrodów Parethene, co tydzień, w Dzień Marsa, godzinę po zmierzchu. Jeśli jacyś w ogóle istnieją, to tylko właśnie tacy bogowie, rzekł sobie Abel. I tak właśnie składamy im ofiary: gorliwie, z chęcią, z własnej, nieprzymuszonej woli. Bo wiem, że to Forma, ale chcę jej ulec. Gdybym tu nie przyszedł, nie potrafiłbym spojrzeć im w twarz: Zenonowi, innym, którzy wiedzieliby, że odmówiłem. Wstydem nie rządzi rozum. Wstyd rodzi się z dokonywanego nieustannie porównania z obrazem człowieka takiego, jakim chcielibyśmy być. Tak samo ojciec powinien był pokarać tego mordercę na „Al-Hawidży”; wstyd, że pozwolił mu umknąć. Ja wiem, jak nie mogę się nie zachować. Nieświadomie gładził przez cały czas rękojeść gockiego kandżaru ukrytego pod kirouffą.
Święte Ogrody Parethene założono jeszcze pod aurą kratisty Mei, przed Wojnami Kratistosów. Powiada się, że wszyscy najlepsi teknitesowie ge i flory to kobiety, ich to dzieła przechodzą do historii. Twórcą Ogrodów była Maria Anatolijka, Czarna Gołębica, ta, która wyhodowała palmę mleczną i pszenicę piaskową, sierb i zerbigo. Przemorfowała ów skrawek aegipskiej ziemi w ten sposób, że każda roślina była odtąd zdolna narzucić mu swoją Formę — najbardziej egzotyczne okazy z najodleglejszych zakątków Ziemi rosły tu w warunkach zbliżonych do tych z kraju ich pochodzenia. 0uż za czasów Nabuchodonozora część Ogrodów obudowano panelami z vodenburskiego szkła, aby zapewnić dodatkową izolację). Sofistesi do dzisiaj spierali się, na czym właściwie polegała morfa Czarnej Gołębicy, co takiego zrobiła ona tutaj z kerosem.
Ogrody Parethene były dostępne dla gości przez całą dobę, opłata wynosiła dwadzieścia drachm. Abel zapłacił i wszedł. Od stojącej za bramą kapliczki Parethene alejka rozwidlała się, odnogi biegły w przeciwne strony, po obwodzie. Wewnątrz tego okręgu znajowały się ogrody zamknięte, pozostające zazwyczaj pod patronatem świątyni bądź wysokich domów; na zewnątrz — ogrody otwarte, pod patronatem Hypatii. Ogród Dwudziesty Drugi był ogrodem wewnętrznym, zapisanym na Ptolemeuszy.
Zapadał już zmierzch, niewolnicy zapalali lampy. Oświetlano tylko obwodową aleję, wnętrza ogrodów szybko pogrążyły się w półmroku, splecionym z milionów ruchomych cieni. Mijając kapliczkę, Abel spojrzał ponad żelaznym ogrodzeniem — z północnych ogrodów widać doskonale morze, Wielką Zatokę i Pharos, odbite światło latarni Przedziera się przez gąszcz nawet tutaj. Abel wszakże skręcił na południe.
O tej porze Ogrody odwiedzali głównie szukający odosobnienia kochankowie; dwudziestodrachmowa wejściówka była między innymi po to, by zniechęcić do korzystania z nich kurwy uliczne. Ogród Induski, Ogród Hatata, Ogród Antypodów — te cieszyły się największą popularnością. Niewielu odwiedzało Ogród Lodowy i Ogród Sadary.
Abel minął pierwszy zakręt. Przy każdej odnodze stał mały posążek Parethene, po trzymanym przez nią atrybucie można było rozpoznać charakter danego ogrodu. Zenon powiedział Ablowi, by ten skręcił przy Parethene ze smokiem u stóp.
Lecz nie powiedział mu, że jest to zaledwie drugi ogród południowej alei i Abel, zaskoczony, przystanął na widok kamiennej figury kobiety i potwora. Dłoń ściskała mokrą od potu rękojeść kandżaru. Oblizał wargi, rozejrzał się — nikt akurat nie przechodził, zresztą jakie to ma znaczenie, czy ktoś go zobaczy, o to przecież chodzi, niech wszyscy zobaczą, jak Abel Latek, Abel Berbelek tym oto handżarem —
Mogło mi się coś stać, mogłem zabłądzić, ojciec mógł mnie złapać i zabronić, wcale nie muszę tam iść, jakoś się wymówię, uwierzą — wiedział, że nie uwierzą — przecież byle kamień pod stopą, byle potknięcie w złej chwili, przypadek, pchnięcie między żebra, lekarz nie zdąży, to się zdarza, Zenon mówił, że się zdarzało — ale przypadek nie ma wpływu na Formę, czy Alexander Wielki mógłby zginąć, spadłszy z konia? — jeśli teraz wrócę, a nikt mnie nie widział, nikt więc nie będzie wiedział, że —
Zostawił posążek daleko za sobą, był już przy drzwiach ogrodu, stalowe godło Ptolemeuszy — orzeł na błyskawicy — lśniło w półmroku. Otworzyły się, zanim zapukał. Zenon czekał przy odźwiernym, gotów poręczyć.
— Wchodź, wchodź, zaczęli wcześniej!
Poczęstował go tytońcem. Abel zaciągnął się głęboko. Trzymał tytońca w lewej dłoni; spojrzał — nie drżała. Uśmiechnął się krzywo.