— A mówią: szlachetna rozrywka! — krzywiła się Alitea, ocierając usta z tłuszczu. — Po prostu strzelam i zabijam.
— Poczekaj, aż staniesz naprzeciwko lwa, mantikory.
— Co wtedy?
— Nie trafisz, sama zginiesz.
— No i co z tego, że na dodatek niebezpieczne?
— Dlatego nazywają to szlachetną rozrywką. Człowiek mały nie rozumie, jaka przyjemność w wystawianiu się na śmiertelne ryzyko, przełamywaniu swego strachu i słabości, w sprawdzaniu granic swych umiejętności. Lecz aristokraci — właśnie dlatego są aristokratami.
Alitea nadal się krzywiła. Rąbkiem lnianej chusty ścierała tłuszcz z piersi.
— Ale to jest takie… obrzydliwe. Pfuee!
— Nieważne, jakie jest; ważne, jak patrzysz. Wszystko, co najwznioślejsze, wzbudza obrzydzenie u tych, co pełzają w pyle i patrzą z błota: narodziny, śmierć, miłość, zwycięstwo. Gdy człowiek przychodzi na świat — widziałaś tę ohydę brudnej fizjologii? Gdy z niego odchodzi — nie ma kwiatków, ptaszków śpiewających, woni cudnych i zorzy na niebie, nie odchodzi z uśmiechem na ustach. Gdy łączą się ciała — z zewnątrz widzisz tylko ciała i to, co cielesne. I gdy zwyciężasz — zawsze jest ten pokonany, ten obrzydliwy, na którego już patrzeć nie możesz.
— No bo nie mogę. Co poradzę, że brzydkie?
— To teraz; a sądzisz, że kakomorfy umierają ładniej?
Pierwsze kakomorfy Skoliodoi napotkali na ponad tydzień przed dotarciem do Suchej Rzeki. Mniej i bardziej subtelne oznaki deformacji flory dostrzegali już od dawna. Po prawdzie pierwszy dostrzegł je Gauer Szebrek. Babiloński sofistes najwyraźniej nie miał serca do łowów, znacznie bardziej interesowała go fauna i flora Afryki w stanie naturalnym, to znaczy żywa i nie zdemorfowana przez człowieka. Wyjeżdżał w sawannę z książkami i szkicownikiem w jukach. Wracając wieczorem, miał je pełne rozmaitych okazów — liści, kwiatów, owoców — a szkicownik pełen rysunków tego, czego do juków zabrać nie mógł. Jego sześciopalce dłonie posługiwały się węglem z zadziwiającą precyzją i delikatnością kreski. Przy ognisku w kręgu wozów owe rysunki często wędrowały z ręki do ręki, podziwiane i komentowane przez wszystkich. Szebrek nie należał do artystów wstydzących się swych dzieł, zresztą wypierał się jakiegokolwiek artyzmu. Alitea i Klaudia wyprosiły u niego swoje portrety; potem drugie i trzecie — szkicował je co wieczór. Zenon w ramach grzecznościowego flirtu wykupywał]e od Babilończyka za symboliczne sumy.
Gauer Szebrek chciał napisać książkę na podstawie obserwacji poczynionych podczas dżurdży —