– Wprowadź ją do środka, rozpal ogień. Ja spróbuję zastawić kilka sideł.

Doświadczenie nabrane w czasie głodnego i chłodnego dzieciństwa mogło się przydać.

Obeszła okolicę, wypatrując śladów po zajęczych ścieżkach, w zapadających ciemnościach

nie było to łatwe, musiała się więc kierować węchem. W dwa kwadranse założyła kilkanaście

wnyków. Jeśli dopisze im szczęście, będą miały jutro śniadanie.

W szałasie płonął ogień, Daghena siedziała na jednym posłaniu, Laiwa z zamkniętymi

oczyma leżała na drugim.

– Śpi?

– Nie sądzę. – Dag pokręciła głową tak energicznie, że kościane wisiorki zagrzechotały

głucho. – Zamyka się we własnym umyśle, ale ludzie w jej stanie rzadko zasypiają. Nie wiem,

czy jutro zdoła się utrzymać w siodle.

Kailean miała już rzucić „to ją przywiążemy”, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język.

Przywiążą, i co? Tylko Laiwa znała drogę do miejsca, którego szukały.

– Nie masz niczego, co postawiłoby ją na nogi?

– Nie. W domu znalazłabym odpowiednie zioła, poprosiła o pomoc plemienne duchy.

Tutejszych roślin nie znam, a miejscowe duchy...

– No?

Daghena posłała jej zmęczony uśmiech.

– Ech, dziewczyno, to tak nie działa, nie rozglądam się i nie macham ręką, wołając „pódź

tu ku mnie, pódź”. Czasem potrzeba wielu dni, by jakiś, nawet pomniejszy duch zechciał ci

służyć. U miejscowych wyczuwam tylko irytację i gniew.

– Gniew? – Kailean zauważyła, że Dag bada jej twarz, błądząc spojrzeniem od góry do

dołu. Wreszcie zapatrzyła jej się w oczy. – Czego się gapisz?

Gniew. To było dobre słowo na uczucia, które kierowały Kailean. Gniew na to, że

wszystko poszło nie tak, że musiały przedzierać się przez te góry, że groził im głód, a ubrane

były tylko w to, co miały na sobie w chwili ataku na zamek. Koszula nocna i lekka sukienka

to za mało jak na tutejszą wiosnę. I jeszcze Daghena, która gapiła się na nią z dziwnym

błyskiem w oku.

Pochyliła się nad nią i obnażyła zęby.

– Czego chcesz, pytam? – wywarczała.

– Babka mnie uczyła – ciemnowłosa dziewczyna opuściła wzrok – by nigdy nie patrzeć

nieznanemu psu w oczy, bo one sądzą, że to wyzwanie. Jak długo jesteś połączona z

Berdethem?

Gniew napęczniał jak naciskany wrzód.

– Co ci do tego?

– Obserwuję cię od popołudnia. Kailean, jeśli dwie dusze są połączone w jednym ciele,

zaczynają się przeplatać, dlatego szamani i wiedźmy mojego plemienia bardzo rzadko i na

bardzo krótko zapraszają duchy do środka. Bezpieczniej jest je trzymać w przygotowanych

naczyniach. – Podniosła powoli dłoń i zagrzechotała bransoletą z muszelek. – Ty robisz to

inaczej, twój pies porusza się swobodnie po świecie duchów, używając ciebie jak... palika,

ogniska, punktu orientacyjnego w świecie żywych. Rozumiesz?

Kailean przechyliła głowę i uśmiechnęła się. Właściwie, jak się dobrze zastanowić, nie

wszystko zrozumiała, ale słowa, ton, rytmika były uspokajające. Gniew zaczął opadać.

– Ale gdy się łączycie, gdy przez dłuższy czas używasz jego siły i szybkości, wasze dusze

się przenikają. To jakbyś wlała do kielicha dwie ciecze, by utworzyły osobne warstwy. Po

kilku dniach i tak się wymieszają. Rozumiesz?

Rozumienie było trudne, za to zachciało jej się pić.

– Pić mi się chce.

– Za chwilę. Od kiedy jesteście połączeni?

Musiała się zastanowić.

– Od walki w zamku. Nie, wcześniej, odkąd wyszłam po księgę.

– Czyli prawie całą noc i cały dzień. Przywołałaś go kiedykolwiek na tak długo?

– Nie. Ale teraz... trzeba.

– Kailean. Obserwuję cię przez pół dnia. Bez przerwy wąchasz powietrze, obracasz głowę

na każdy szelest, tak szybko, że boję się, że skręcisz sobie kark, warczysz, szczerzysz zęby,

marszczysz nos. Za kilka dni spróbujesz się lizać po tyłku i okolicach. Wypuść go.

Natychmiast.

Westchnęła. Może ma sobie jeszcze rękę odgryźć, co? Obnażyła zęby i zawarczała. A

potem, gdy dotarło do niej, co próbuje robić, sięgnęła w głąb i przywołała ducha psa.

I w tej chwili świat zaczął się kręcić, aż musiała usiąść na podłodze. Ten dysonans, gdy

zalały ją dwa różne, przeciwstawne uczucia, pragnienie wydania z siebie gniewnego warkotu,

jednoczesnego ukrycia twarzy w dłoniach i rozpłakania się. Skomlenie, które w rezultacie

wyrwało się jej z ust, było zbyt zwierzęce, by mogła dalej lekceważyć słowa Dagheny.

Berdeth? Pojawił się, równie skonfundowany jak ona. Równie zagubiony i zmieszany.

Jeśli ona dostała jego odruchy, siłę, szybkość i instynkt, to co dała mu w zamian? Czy dla psa

ludzkie wspomnienia i emocje były nieopisanym chaosem niezrozumiałych lęków i

dziwacznych radości? W czasie walki wszystko było proste, walka jest zrozumiała nawet dla

najlichszych stworzeń, ale potem? Ich dusze przeplotły się ze zdumiewającą łatwością.

– To dlatego, że tyle lat jesteście towarzyszami. – Daghena przykucnęła i objęła ją

delikatnie. – Za każdym razem łączycie się łatwiej i szybciej. Ale teraz musisz się rozdzielić.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги