To przypominało odrywanie zaskorupiałego opatrunku. Jakby próbowała podnieść się za
włosy. Bolało jak cholera, ale powoli, kroczek po kroczku, poszło. I nagle znów była sobą,
zapachy przestały atakować ze wszystkich stron, las zaszumiał dźwiękami, które zlały się w
jedno, kolory stały się mocniejsze, ale kształty straciły ostre kontury.
Westchnęła głęboko i nagle, nie wiedzieć czemu, rozpłakała się.
– To zaraz minie. – Uścisk Dagheny stał się silniejszy. – Babka mi mówiła, że
rozdzielanie dwóch dusz, nawet lekko połączonych, przypomina wyrywanie sobie serca.
Coś zimnego dotknęło jej twarzy. Berdeth, był tu, nie odszedł i teraz szturchał ją nosem i
próbował zlizywać łzy. Objęła go ostrożnie, przytuliła się.
– Móc dotknąć ducha – w szepcie przyjaciółki pojawił się podziw. – Nie wiesz nawet,
jaki to rzadki dar. Moja matka i babka dałyby sobie rękę obciąć, żeby doświadczyć czegoś
takiego.
Berdeth powoli wysunął się z jej objęć i znikł. Rozumiała go, ona też potrzebowała czasu,
by wylizać własne rany.
Daghena pomogła jej się podnieść i niemal siłą posadziła na pryczy.
– Dziękuję. – Myśli nadal krążyły chaotycznie, słowa nie całkiem chciały się dopasować
do pojęć, ale te podstawowe odnajdywała bez trudu.
– Nie ma za co. Na przyszłość pamiętaj, żeby łączyć się z nim nie dłużej niż na pół dnia.
– Wiem... teraz wiem... Kiedy nabrałaś podejrzeń?
– Gdy patrząc na mojego konia, zaczęłaś się ślinić.
– To żaden dowód, nadal się ślinię, myśląc o twoim koniu.
– Czemu nie o tym pociągowym?
– Ma większe kopyta, trudniej byłoby go zagryźć.
Uśmiechnęły się. Żart był kiepski, ale dopóki bawił je tak samo, było dobrze.
Daghena spoważniała pierwsza.
– Musimy podjąć decyzję co dalej, Kailean. Czy mamy ją odprowadzić, gdzie chce, czy
zawrócić i oddać w ręce Szczurów.
– Przysięgłyśmy.
Przysięgły. Przebijając się przez zamek, przez chaos i ciemności, prowadzone przez
służącą Laiwy, nie wiedziały, że zaprowadzi je to tutaj, do opuszczonego szałasu, z
całkowicie pewnym oskarżeniem o zdradę wiszącym nad głową.
To, co działo się w zamku, trudno nazwać szturmem, nie było wrogich tłumów
wdzierających się przez wyłamaną bramę, tylko krzyki i jęki, jakieś wycie dobiegające z
dolnych kondygnaqi, swąd palonej sierści, blask setki słońc wybuchający nagle w jednym z
okien. W pierwszym korytarzu uzbroiły się, Kailean w szablę, Daghena w krótką włócznię,
choć okazję do użycia broni miały dopiero na schodach prowadzących na wyższe piętro. Dwa
cienie wypadły nagle z wnęk w ścianach i zaatakowały, korzystając z półmroku i zaskoczenia.
Lecz kogoś wychowanego na pograniczu Wielkich Stepów trudno zaskoczyć.
Szabla, którą Kailean zabrała ze ściany, może i nie była najostrzejsza, ale sztych miała
dobry. Dziewczyna odparowała pchnięcie szerokiego noża i skontrowała tak szybko, że dwa
dźwięki zlały się w jeden. Jej przeciwnik zawisł na ostrzu, pozwoliła mu się zsunąć po
klindze i kopniakiem posłała na dół. Drugi morderca dołączył chwilę później. Z poirytowaną
Dag lepiej nie zadzierać.
Zdawało się, że prowadząca je kobieta w ogóle nie zauważyła starcia. Szła naprzód,
mamrocząc pod nosem.
–
za dużo... trzeba było uciekać...
drogi... trzeba szukać ocalenia w
gdzie głowa...
Dotarły do sypialń hrabiowskiej rodziny i od razu skierowały się do komnaty Laiwy. Gdy
Sainha otworzyła drzwi, młoda szlachcianka siedziała na łożu, oczy miała nieprzytomne.
Potem było przedzieranie się przez zamek z arystokratką która szła bezwolnie jak
odurzona. Dwa razy napotkały trupy, w obu przypadkach w strojach służących,
podziurawione tyloma ciosami, że trudno było uwierzyć, iż ciało ludzkie może ich tyle
przyjąć. A zamek informował, że zabijanie jeszcze się nie skończyło, krzyki, jęki, dzikie
wrzaski dobiegały z różnych pięter, a nagłe błyski światła, dziwne zapachy, wiatr, który wiał
nie wiadomo skąd, drżenie posadzki informowały, że ktoś bawi się Mocą. Najpewniej nie
dotarłyby do stajni bez natknięcia się na napastników, gdyby służąca Laiwy nie skręciła w
boczny korytarz i nie otworzyła drzwi ukrytych w ścianie.
– Tajne przejście? – Daghena zajrzała do środka i pociągnęła nosem.
Służąca wzruszyła ramionami.
– Nie takie tajne, młodzi panicze często z niego korzystają, można się nim dostać wprost
do stajni.
Mówiła prawdę. Tunel między ścianami kończył się za drewnianym przepierzeniem w
jednym z pustych boksów. Naoliwione zawiasy świadczyły o tym, że często go używano.
Tylko że ich goście odwiedzili też stajnię. Kailean wiedziała o tym już w połowie
schodów, bo powietrze coraz bardziej tchnęło śmiercią. Nie tylko zapachem krwi, ale właśnie