To była zaleta ścigania kogoś w górach. Jeśli ten ktoś chciał się ukryć, miał mnóstwo
okazji, a odnalezienie jego śladów bywało bardzo trudne. Lecz gdy chciałeś złapać ludzi,
którzy poruszali się w określonym kierunku... najczęściej chodziło o to, by znaleźć się w
odpowiednim miejscu przed nimi. Szlaki w górach to przełęcze, żleby, szczeliny w skałach,
czasem ścieżki dla kozic. Na równinach do każdego miejsca prowadzi sto dróg, w górach
dwie albo trzy, zazwyczaj niedostępne dla koni. To ułatwiało zadanie.
Na przełęczy Amoh mieli być jutro w południe, porucznik liczył, że dziewczyny nie dotrą
tam wcześniej, mogłyby co prawda pozbyć się koni i spróbować innej trasy, lecz wtedy
musiałyby porwaną szlachciankę prowadzić pieszo, w dzikim, niedostępnym terenie, gdzie
nie było mowy o szybkim poruszaniu się z więźniem. Nie, raczej nie zaryzykują, jadąc konno
mogą przywiązać ją do siodła, co znacznie ułatwi podróż.
Ostatni strażnik znalazł się na dole, odwiązał linę i zaczął ją zwijać.
– Andan, Bergh, bierzecie psy i idziecie przodem. Nie chcę żadnych niespodzianek.
Reszta ustawić się dziesiątkami, luźny szyk i naprzód. Znacie rozkazy.
Mieli iść, dopóki pozwoli na to światło, rozbić zaciemniony obóz i poderwać się do
marszu godzinę przed świtem. Żadnych ognisk, świateł, pochodni. Kenneth nie chciał, żeby
cokolwiek zdradziło ich obecność. Jeśli porywaczki zorientują się, że ktoś jest też przed nimi,
mogą zrobić coś głupiego. Na przykład poderżnąć gardło swojej ofierze, ukryć ciało i
spróbować zniknąć.
Zgrzytnął zębami. Od chwili otrzymania rozkazu coś mu nie grało. Jakim cudem
dziewczyny, które spotkali pod tą nieszczęsną wieżą, wpadły w takie bagno? Powinny w
najlepszym razie siedzieć w Kehlorenie, przesłuchiwane przez Szczury. Co prawda rzuciły
potężne nazwisko – Laskolnyk – kto o nim nie słyszał?, ale to o niczym nie świadczyło. Jak
znał Wywiad Wewnętrzny, gdyby Szczury chciały zatrzymać te dziewczyny, Genno
Laskolnyk musiałby osobiście się po nie zgłosić, najlepiej na czele sporej armii. Skąd u licha
wzięły się w tym rejonie gór, zamieszane w jakiś napad na zamek i porwanie hrabianki?
Wymruczał kilka przekleństw, aż idący obok Velergorf spojrzał z ukosa. Ale się nie
odezwał.
– No już, wyduś to z siebie, Varhenn.
– Co, panie poruczniku?
– Co ci nie pasuje w tej historii.
– Co nie pasuje? – Wytatuowana twarz dziesiętnika zmarszczyła się w udawanym
zdumieniu. – Wszystko pasuje, panie poruczniku. To zupełnie oczywiste, że dziewczyny,
które zgarnęliśmy pod wieżą pełną trupów, kilka dni później uciekają Szczurom z lochu,
napadają na zamek jakiegoś hrabiego i porywają narzeczoną jego syna. Jak tylko je
zobaczyłem, pomyślałem sobie, że coś takiego zrobią.
Kenneth uśmiechnął się kwaśno. Myśli dziesiętnika krążyły tymi samymi torami, co jego
własne.
– Ja też dziesiętniku, właśnie tak.
– Wiem, panie poruczniku. A wszystko to przy dźwiękach fujarki.
Tak, fujarki – instrumentu szczurołapów. To był taniec Szczurów. Zacisnął zęby. Jego
kompania trafiła tu, bo niedawno wplątała się przypadkiem w takie zabawy. Wtedy wyszli z
tego z kilkoma tylko zadrapaniami, ale mogło się skończyć rzezią. Wywiad Wewnętrzny nie
miałby żadnych oporów, żeby ich poświęcić.
– Będziemy uważać, Varhenn. Bardzo uważać. Przekaż reszcie, że traktujemy te
dziewczyny jak gniazdo szerszeni.
Poza tym... psiakrew... widział je... ich wszystkich. Patrzył w oczy całej czwórce, trudno
ocenić nieznajomych w tak krótkim czasie, lecz była w nich jakaś solidność... wewnętrzny
spokój... To nie banda desperatów, włócząca się po świecie w poszukiwaniu kilku groszy na
następny posiłek, tylko ludzie, którzy mają przed sobą cel, a za sobą wparcie. Byli częścią
większej całości, a gdy zorientowali się, że mają do czynienia z żołnierzami Imperium,
natychmiast zrezygnowali z walki.
Jutro przekonają się, czy sprawa jest tak śmierdząca, jak podejrzewają.
– Zmiana planów, dziesiętniku. Podwójne warty, widoczne i ukryte, psy też mają czuwać.
Po jednym na wartę. I do odpoczynku znajdziemy miejsce, gdzie będzie trudno nas podejść.
– Rozkaz.
– I... powiedz reszcie, co podejrzewamy. Niech wiedzą, że Szczury próbują nami znów
pogrywać.
– Tak jest, panie poruczniku.
* * *
Miejsce było idealne na obóz. Kępa drzew pośrodku rozległej hali, oznaczonej na mapie
jako Pastwiska Denmah. Do lasu mieli z każdej strony ponad pół mili, a szałas stojący pod
drzewami sugerował, że łąki często wykorzystywano. Zapewne lada dzień hale zapełnią się
zwierzętami, a szałas na najbliższe miesiące stanie się schronieniem pasterzy. Dla Kennetha
najważniejsze jednak było to, że do takiego miejsca nawet jego strażnicy nie bardzo
potrafiliby się niepostrzeżenie podkraść.
Nie rozbijali namiotów, drzewa i krzewy wystarczająco chroniły przed wiatrem.