będę ci bandażować pierś?

– Dlaczego mam chcieć o nich słuchać?

– Bo to, kim się stali, ocaliło ci życie.

Tylko skinęła głową.

– Wilki to nowe pokolenie. Nie należą do jednego plemienia, tylko do kilku, jeżdżą i

walczą konno jak nikt na tych ziemiach od tysiąca lat, niektórzy mówią, że sama Pani Laal

daje im błogosławieństwo, a gdy idą do ataku, w tumanach kurzu wzniecanych kopytami ich

koni widać Białą Klacz. Inni mówią, że to po prostu banda szaleńców, rozmiłowanych w

walce i nieobawiających się śmierci. Ale w pięć lat nauczyli plemiona Se-kohlandczyków, że

nie należy ich lekceważyć. W następne pięć nauczyli ich strachu. Idąc na wojnę, malują na

twarzach białe smugi i zdarzało się już, że na widok tych malunków najlepsi se-kohlandzcy

wojownicy zawracali konie i uciekali.

Bandaż zaciskał się ciasno, Key’la miała wrażenie, że nie da rady odetchnąć.

– Ilu... – wystękała. – Ilu ich jest?

Tsaeran wzruszyła ramionami i dokończyła bandażowanie.

– Kilka tysięcy. Trudno powiedzieć, bo w oddziałach, hm... można by powiedzieć

chorągwiach Wilków walczą i mężczyźni, i kobiety. Wspiera ich ze dwadzieścia tysięcy

konnych łuczników, ale od jakiegoś czasu to Wilki stały się główną siłą Sahrendey, konnicą,

która może jak równy z równym stawać do walki z Błyskawicami i której wszyscy się boją. I

dzięki temu żyjesz. Gdyby z tego obozu próbował cię wywieźć zwykły wojownik, zostałby

rozerwany na strzępy. Ale teraz wszyscy obawiają się, że Yawenyr wykorzysta okazję i rzuci

ich do pierwszego ataku na wasze obozy.

To ją zmroziło.

– Ojciec Wojny? On tu jest?

– Dwa dni drogi stąd. Razem z ośmioma tysiącami Jeźdźców Burzy, całą swoją osobistą

gwardią. Kaileo Hynu Lawyo z dwudziestoma tysiącami konnych znajduje się jakieś pięć dni

drogi stąd, ale idzie wolno, bo podobnie jak Danu Kredo prowadzi kobiety, dzieci i wszystkie

stada. Zawyr Heru Lom ciągnie z południowego wschodu, ale jak słyszałam, prowadzi tylko

dziesięć tysięcy jeźdźców, resztę zostawił w obozach w centralnej części Stepów, bo obawia

się ataku ze strony Sowynenna Dyrniha, który nie odmówił wprost wyprawy na północ, lecz

nadal zwleka z wyruszeniem. Nie wysłał nawet symbolicznych posiłków. Jak widać, gdy

Ojciec Wojny stoi nad grobem, niektórzy Synowie robią się krnąbrni. A ty jesteś w obozie

utworzonym przez plemiona Sahrendey i to, co zbiera po wyżynie Kyh Danu Kredo. Razem

jakieś trzydzieści pięć-czterdzieści tysięcy wojowników. Za dwa dni dołączy Yawenyr, a za

kilka następnych reszta i stanie tu z osiemdziesiąt tysięcy konnych, w tym z piętnaście tysięcy

Błyskawic. Wasze obozy będą padać jeden po drugim. Pokaż głowę.

Opuchlizna nad lewym okiem nadal bolała, ale Key’la nie jęknęłaby nawet, gdyby

przypalano ranę żywym ogniem. W głowie szumiało jej od nadmiaru wieści i ich wagi.

Wiedzieli... wszyscy koczownicy wiedzieli o planach Verdanno. Cała wędrówka na północ i

przebijanie się przez góry były niepotrzebne.

– Równie dobrze mogliśmy wyruszyć na Wyżynę przez Stepy – wyszeptała.

Uzdrowicielka odwróciła jej twarz do siebie i uśmiechnęła się pokrzepiająco.

– Dziecko. O tym, że zamierzacie wrócić, wiedzieliśmy od miesięcy. Nie można

wybudować dziesięciu tysięcy wozów bojowych i dwa razy tyle rydwanów i udawać, że to

tylko zabawa. Prawie wszyscy w waszych obozach żyli tym powrotem, młodzi i starzy,

rozmawiali o nim, przechwalali się, opowiadali o dawnych walkach. Sądzisz, że Yawenyr nie

umieścił wśród was swoich oczu i uszu? Nawet stary i umierający jest sprytny jak lis i

podstępny jak żmija. Zresztą jak na starca pukającego już do bram Domu Snu nieźle się

trzyma, skoro jedzie teraz tutaj ze swoją gwardią, hę? Gdybyście wyruszyli przez step, ani

jeden wóz nie wjechałby na tę wyżynę. Poszliście przez góry, plan szaleńczy i desperacki, ale

dzięki niemu przynajmniej umrzecie w domu, a nie gdzieś po drodze.

Key’la poczuła się, jakby dostała w twarz.

– Skąd wiesz... skąd wiesz, że umrzemy?

– Bo prawie dwadzieścia lat jestem uzdrowicielką w Klanie Złamanego Kła i widziałam

wiele wojen i wojenek między koczownikami. I wiem, że ani odwaga, ani mur z bojowych

wozów, ani najbardziej szaleńcze szarże rydwanów nie wystarczą przeciw takiej sile, jaka tu

stanie.

– Ty chcesz, żebyśmy przegrali, tak? Mam rację?

W jasnych oczach kobiety zagościł smutek.

– Sądzisz, że tego chcę? Że modlę się o to do Łaskawej Pani? Dwadzieścia lat jestem

uzdrowicielką w Klanie Złamanego Kła, widziałam, jak większość z Wilków zmienia się z

dzieci w dorosłych, zmienia szybko, czasem w ciągu jednego dnia, bo takie jest życie w tej

krainie. Zszywałam ich rany, odbierałam ich dzieci i płakałam na ich pogrzebach. Stali się

moją rodziną. A teraz... teraz Ojciec Wojny pośle Sahrendey pod wozackie miecze i topory,

żeby stępili je własnymi ciałami, zanim rzuci do walki plemiona prawdziwych Se-

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги