Łysy wreszcie się uspokoił, usiadł na podłodze i zaczął chciwie chłeptać zimną herbatę. Zebranie też przycichło. Starcy siedzieli nieruchomo, starając się nie patrzeć na Maksyma.

Boszku, kiwając żałośnie głową, wymamrotał:

— Że też musimy tak żyć! Żadnego ratunku. I co myśmy komu zawinili?

— Niepotrzebnie nas wydali na świat, ot co — powiedział Orzesznik. — Bez zastanowienia nas rodzili, nie w czas… — Wyciągnął pustą filiżankę do Boszku. — I my też niepotrzebnie płodzimy dzieci. Na zgubę, na zatracenie…

— Równowaga… — zadudnił nagle ochrypły głos. — Już panu to mówiłem, Mak, a pan nie chciał mnie zrozumieć…

Nie wiadomo było, skąd ten głos dobiega. Wszyscy milczeli, patrząc ponuro w ziemię. Tylko ptaszysko na ramieniu Czarownika przestępowało z nogi na nogę, otwierając i zamykając żółty dziób. Sam Czarownik siedział nieruchomo, zacisnąwszy wąskie wargi i przymknąwszy oczy.

— Ale teraz, mam nadzieję, zrozumiał pan — ciągnął jakby ptak. — Chce pan zakłócić tę równowagę. No cóż, to jest możliwe, bo pan potrafi tego dokonać. Ale po co? Prosi pana ktoś o to? Widzi pan, że nie. Wobec tego, co panem powoduje?

Ptak nastroszył pióra i schował głowę pod skrzydło, a głos wciąż się rozlegał z dawną siłą. Teraz Gaj zrozumiał, że mówi sam Czarownik, nie rozchylając warg i nie poruszając najmniejszym mięśniem twarzy.

To było przerażające i to nie tylko dla Gaja, lecz dla każdego z zebranych, nawet dla księcia-hrabiego. Jeden tylko Maksym patrzył na Czarownika bez lęku, a nawet jakby wyzywająco.

— Niecierpliwość poruszonego sumienia! — rzekł Czarownik. — Pańskie sumienie jest rozpieszczone przez nieustanną pielęgnację i zaczyna jęczeć przy najmniejszym dyskomforcie, a pański rozum skłania się przed nim z największym szacunkiem zamiast po prostu krzyknąć i postawić to wydelikacone sumienie na miejscu. Pańskie sumienie oburza się na istniejący porządek rzeczy, a pański rozum posłusznie i pospiesznie szuka dróg zburzenia tego porządku. Ale porządek rządzi się własnymi prawami. Te prawa powstają wskutek dążeń ogromnych mas ludzkich i mogą się zmienić jedynie po zmianie tych dążeń… A zatem z jednej strony mamy dążenia ogromnych mas ludzkich, z drugiej zaś — pańskie sumienie, uosobienie pańskich dążeń. Pańskie sumienie popycha pana do zmiany porządku rzeczy, to znaczy do pogwałcenia praw tego porządku, który jest wynikiem dążeń mas ludzkich, to znaczy do zmiany dążeń milionów ludzi na obraz i podobieństwo pańskich dążeń. To jest śmieszne i antyhistoryczne. Pański zaćmiony i otumaniony przez obolałe sumienie rozum utracił zdolność do rozróżniania realnego dobra mas od korzyści mniemanych, wydumanych przez pańskie sumienie. A rozum powinien być odgrodzony od jakichkolwiek wpływów. Jeśli pan nie chce lub nie potrafi utrzymać niezależności własnego rozumu, no cóż, tym gorzej dla pana. I nie tylko dla pana. Powie pan, że w tym mieście, z którego pan przyszedł, ludzie nie mogą żyć z nieczystym sumieniem. No cóż, niech pan przestanie żyć. To też niezłe wyjście — i dla pana, i dla innych.

Czarownik zamilkł i wszystkie głowy zwróciły się w stronę Maksyma. Gaj niezupełnie zrozumiał, o czym tu była mowa. Najwidoczniej było to echo jakiegoś dawniejszego sporu. Pojął Gaj za to, że Czarownik uważa Maksyma za człowieka mądrego, ale kapryśnego, działającego raczej dla zachcianki niż z konieczności. To było przykre. Maksym był, rzecz jasna, bardzo dziwnym facetem, ale nigdy siebie nie oszczędzał i zawsze życzył wszystkim dobra — i to nie dla jakiegoś tam kaprysu, lecz z najgłębszego przekonania. Oczywiście czterdzieści milionów ludzi ogłupionych promieniowaniem żadnych zmian nie chciało, ale przecież zostali ogłupieni, co było okropnie niesprawiedliwe…

— Nie mogę się z panem zgodzić — powiedział zimno Maksym. — Obolałe sumienie stawia zadania, a rozum je rozwiązuje. Sumienie wytycza ideały, a rozum szuka dróg ich osiągnięcia. To właśnie jest funkcja rozumu: szukanie dróg. Bez sumienia rozum pracuje tylko sam dla siebie, to znaczy na jałowym biegu. Co się zaś tyczy sprzeczności moich dążeń z dążeniami mas… Istnieje określony ideał: człowiek winien być wolny duchowo i fizycznie. W tym świecie masy jeszcze nie uświadamiają sobie tego ideału, więc droga doń jest tu niezmiernie długa i ciężka. Ale kiedyś trzeba zacząć, a ja zamierzam zacząć natychmiast.

Перейти на страницу:

Похожие книги