Jak rozumuje urodzony doulos? „Przecież to głupota, nie będę się bił o parę kubków wody więcej, niech się ci idioci żrą między sobą”. Ustępuje zatem i już wszyscy znają jego miejsce — tak rodzi się Forma. Jak rozumuje aristokrata? „Żadna obca wola nie ogranicza moich czynów. Czy ja składałem mu hołd, by spełniać teraz jego życzenia?” Uległość nie leży w jego naturze. Pan Berbelek zażądał dla siebie nielimitowanego dostępu do wody, a gdy sprzeciwiła się temu jedna z heltyckich kapłanek, Arianna, zmusił ją do ucałowania swych stóp. Tak zyskał wiernego sprzymierzeńca. Wieczną wrogość poprzysięgła mu natomiast nastoletnia córka kapłanki, Marianna. Większość pozostałych podróżnych w milczeniu skłoniła głowy.

Oprócz pięciu kapłanek z Heltii na łódź oczekiwała także liczna grupa Cyganów. Bo kto właściwie uczestniczył w tych sekretnych pielgrzymkach do Pani Księżyca? Jej wyznawcy, jej agenci, członkowie jej kultów i kultów symetrycznych do jej morfy, a także rozmaitej proweniencji banici, uciekinierzy spod anthosów wrogich jej kratistosów, poszukujący azylu poza sferą ziemską, czy wreszcie sofistesi, którzy zdołali jakimś cudem zyskać zaufanie przewodników i wykupić sobie podróż na Księżyc — dobrze wiedząc, że najpewniej nigdy już nie uzyskają pozwolenia jego opuszczenie, nie po tym, co uczynił Elking. Pani wszak żywiła się tajemnicami, Pani najpotężniejsza była w nieopisaniu.

Z urywanych rozmów podczas posiłków, z szeptów służby, z plotek podsłuchiwanych na spacerach przez śnieg pan Berbelek budował historie poszczególnych podróżnych. Na przykład dwóch młodzianów o anaxegirosowej morfie okazało się poszukiwanymi przez wszystkie milicje Herdonu zawodowymi bogobójcami, Janem i Hanem Zarzog. Herdońskie kompanie wynajmowały ich, by mordowali kulty tubylcze. Bracia udawali się w dzicz, odnajdywali kapłanów, święte miejsca i cudowne personifikacje, po czym wymuszali rytuał upokorzenia, odbierając hołd dla Anaxegirosa bądź króla. Sztuka polegała na wybraniu dla tego rytuału takiej Formy, aby żadnemu dzikusowi nie pozostała potem najmniejsza wątpliwość co do mocy poszczególnych bóstw. Zarzogowie zabijali bogów wzdłuż wschodniego i południowego wybrzeża Herdonu, pozostawiając za sobą zgliszcza snów, popioły marzeń i trupy nieśmiertelnych. Na nieszczęście posiadali poczucie humoru. Gdy wyszło na jaw, ·z zwykli odbierać hołdy także w imieniu władców nieistniejących, tworząc na poczekaniu dla półzwierzęcych autochtonów zwariowane religie i obrazoburcze mitologie, wyrok zapadł szybko. Bogorództwo jest znacznie bardziej brudnym i niebezpiecznym zajęciem od bogobójstwa.

Pan Berbelek wymieniał ze współpodróżnikami zdawkowe uprzejmości i oględne żarty. Kilka razy wybrał się na spacer w towarzystwie starego frankońskiego sofistesa, samozwańczego biografa Illei Kollotropyjskiej, Szarla Donta. Katrina, brytyjska aristokratka o wesołym usposobieniu, również spędziła z Hieronimem kilka poranków; Hieronim podejrzewał, iż pełniła ona podobną funkcję (funkcję szpiega i agenta Illei), co Zueia. Wspinali się razem na szczyt wału, zaglądali w przepaść, Katrina śmiała się, ciskając w chmurną otchłań kamyki i śnieżki.

Księżycowy Dwór znajdował się zaledwie stadion od wału ciągnącego się wzdłuż krawędzi podniebnego płaskowyżu. Owa ziemna zapora wysoka była na prawie sto pusów; o samym zmierzchu i świcie jej cień rozlewał się po śniegu aż na próg Dworu. Miejscami wał zmieniał się w regularny mur, z furtami, bramami i wywieszanymi pomostami, z których — na skomplikowanych systemach dźwigarów i wielokrążków — aniołowie spuszczali się w gąszcze wiszących ogrodów i winnic. Także właśnie na wale opierały się wysokie pochylnie i spirale Schodów do Nieba. Do nich to cumowały przybywające do Oronei powietrzne świnie, Król Burz wydał bowiem zakaz zbliżania się aerostatów do samego miasta, w sercu anthosu kratistosa dziwne rzeczy mogły się dziać ze ściśniętym w trzewiach świni aerem, nawet w przypadku tak niewielkich ilości aeru, jakich używano do sterowania wysokością lotu wież oroneigesowych.

Dwór stał przy drodze prowadzącej od miasta do jednych z głównych wrót w wale; tuż obok strzelała wzwyż arabska architektura Schodów do Nieba przeznaczonych dla łodzi księżycowych. Pan Berbelek dociekał, jaką też rolę pełni brama dla miasta, do którego prowadzą wyłącznie drogi powietrzne. Zresztą miasto — widoczne z Dworu masywem oślepiającej bieli, to znów poszarpanym cieniem, w chmurze tysiąca łopoczących sztandarów — posiadało własny mur i wrota w tym murze. Z drugiej jednak strony (i to pan Berbelek rozumiał doskonale) Forma miasta bez murów, bez bram byłaby zawsze w pewien sposób ułomna, niepełna, słabsza.

Перейти на страницу:

Похожие книги