Piętnaście stadionów od spodziewanego miejsca jego obozowiska zatrzymali się i zsiedli z wierzchowców. Zajdar zdjął dżulbab i kamizelę i bez słowa pobiegł w noc; przez chwilę widzieli go jeszcze jako chudy cień pod Księżycem, potem ciemna sawanna połknęła nimroda. Spętawszy xewrom nogi, przysiedli na ziemi. Ognia oczywiście nie można było rozpalić, drżeli z zimna. Afryka oddychała we śnie powoli, głęboko, trawy gięły się co kilka minut, usypiający szelest płynął przez równinę, szszszszlchsz, śpij. Między trawami błyskały ślepia ścierwojadów. Nikt nic nie mówił, czekali na nimroda. Pan Berbelek rozgrywał w głowie czarne przyszłości, bardzo przekonujące w swym absurdzie: Zajdar wywiódł go tu celowo, nie kłamał tylko w tym, że tam, w ciemności, rzeczywiście ktoś się czai — na niego, na esthlosa Hieronima Berbeleka, teraz dopadną go tu bez problemu, oddzielonego od karawany i wojska, z jednym żołnierzem i jednym aresem, a ich, ich może być dwudziestu, zastrzelą go bez ostrzeżenia, bo uwierzył i dał się poprowadzić w zasadzkę, kiedyś nie miałby wątpliwości, nikt nie byłby zdolny skłamać mu prosto w oczy i nie zdradzić się, ale teraz
— Dwóch, śpią, zebry po przeciwnej stronie, chodźcie — sapnął na wydechu nimrod, wyłoniwszy się z nocy.
Podnieśli się, wyciągnęli spod siodeł długie keraunety, każdy po dwa, także Ihmet. Sprawdzili ładunki, sprawdzili młoteczki i kowadełka, zarzucili broń na plecy, po czym ruszyli za nimrodem, który narzucił tempo szybkiego marszu. Skromny zagajnik ratakacjowy wyłonił się z nocy nierównym księżycowym cieniem. Zajdar pokazał na zachód: zebry. Pan Berbelek skinął na Liwiusza. Tobiasz odbiegł w tamtą stronę, zataczając szeroki łuk.
Ostatnie sto pusów pokonali przygięci do ziemi, prawie kryjąc się w trawie. Przycupnąwszy za pniem pierwszej ratakacji i uspokoiwszy oddech, pan Berbelek w sześciu krótkich gestach przedstawił plan, prosty jak wszystkie najlepsze plany. Nimrod oddał Hieronimowi i Zuei swoje keraunety, wyjął długi nóż myśliwski. On podejdzie od wschodu, Berbelek i Zueia pokryją teren pod kątem prostym, od północy, by zachować otwarte pole ostrzału. Hieronim klepnął Ihmeta w bark. Rozdzielili się.
Zwiadowcy spali pośród korzeni krzywej ratakacji, zgarbionej nisko nad małą polanką, korona prawie dotykała ziemi. Ares i pan Berbelek, ułożeni do strzału pięćdziesiąt pusów dalej, w gęstych krzakach, dostrzegali w cieniu tego drzewa tylko zarys ciemnych pagórków — ciała lub nie ciała, trzeba wierzyć nimrodowi. Czekali na ruch Zajdara. Co kilka minut gałęziami wstrząsał długi oddech Afryki, zimne westchnienie z głębin niepoznanego lądu, tchchchch, i znowu cisza, i wdech, i wydech, i wdech, i wydech, w ogóle nie zobaczyli nimroda, dopóki nie wyprostował się nad nieruchomymi zwiadowcami i nie machnął ręką. — Już!
Podeszli. Zawiniętych w wełniane koce, leżało tu dwóch mężczyzn, dwadzieścia i trzydzieści lat, obaj aegipskiej morfy, może bardziej południowej — Nubia? Axum? Pan Berbelek lufą keraunetu strącił z nich koce. Brudne, podniszczone odzienie; zarazem jednak — złoty pierścień na kciuku starszego. — Zwiąż ich — rozkazał Zuei i poszedł po Liwiusza. Sam przyprowadził na polankę zdobyczne zebry, Tobiasza posłał po xewry.
Tymczasem młodszy zbój, najwyraźniej słabiej ogłuszony przez nimroda, a może o twardszej czaszce, odzyskał przytomność. Pan Berbelek skinął na Zajdara. Pers splunął, przesunął klingę noża po języku, po czym zaczął odcinać więźniowi palce — więzień w krzyk, aż wystraszyły się zebry — jeden po drugim, począwszy od lewego kciuka; odpadały od dłoni niczym dojrzałe owoce. Po piątym oprzytomniał starszy zbój, łysy jak kolano Axumejczyk. Wytrzeszczył oczy na Hieronima i Zueię, przykucniętych z keraunetami przełożonymi przez uda, na siedzącego okrakiem na jego towarzyszu Zajdara, skrupulatnie zlizującego krew z noża po każdym cięciu. — Potem ty — rzekł pan Berbelek po grecku i powtórzył to w łacinie i pahlavi. Axumejczyk natychmiast zaczął mówić, łamana greka popłynęła rwanym potokiem; nimrod zatrzymał ostrze. Młodszy zbój, któremu pozostały u rąk wszystkiego dwa palce, naprzemiennie szlochał i rzęził.